Już w kinach: Contagion

3 List

Jeden z ciekawszych plakatów filmu

Contagion

Reż. Steven Soderbergh

Wyk. Kate Winslet, Laurence Fishburne, Matt Damon, Jude Law, Marion Cotillard, Elliot Gould i Gwyneth Paltrow

Data premiery (Polska): 28.10.2011r.

Steven Soderbergh  poprzednim razem, kiedy wziął na warsztat historię wielowątkową pokazującą kilka różnych aspektów jednego tematu, otrzymał za nią Oscara. Mowa oczywiście o „Traffic” – kultowym już filmie o narkobiznesie.  Nic więc dziwnego, że jego najnowszy film „Contagion” również opowiadający wielowątkowo o innym problemie – wybuchu epidemii nowego wirusa – wzbudził wyjątkowo wysokie oczekiwania zarówno krytyków, jak i co ambitniejszych widzów.

Jaki jest efekt? Do połowy doskonały. Aktorzy grają jak z nut, a mamy tu naprawdę pierwszą ligę – Kate Winslet, Marion Cotillard, Jude Law, Laurence Fishburne, Matt Damon czy z rzadka pojawiający się na dużym ekranie Elliot Gould (dla starszego pokolenia aktor Roberta Altmana, młodym zaś znany jako ojciec Rossa i Moniki z „Przyjaciół”). Wszyscy oni mają zaledwie zarysy postaci do zagrania, a mimo to nadają im niezbędną głębię (choć konia z rzędem i paszport Polsatu temu, kto zapamięta imię czy nazwisko choć jednej z tych postaci…). Całość jest bardzo dynamicznie zmontowana i ogląda się jak film katastroficzny w rodzaju „Dnia Niepodległości”, tyle że dużo bardziej realistyczny. Autorem zdjęć, i tu niespodzianka, jest sam Soderbergh, który wyczarowuje kamerą w czasie projekcji przynajmniej kilka naprawdę niepokojących obrazów, które zapadają w pamięć.  Jedynym zgrzytem jest muzyka Cliffa Martineza (na codzień Red Hot Chilli Peppers, ostatnio też świetny soundtrack z „Drive”), która mi nieodparcie kojarzyła się zbytnio z „Social Network”, a czasami jest w dodatku nadmiernie dramatyczna.

Niestety, film po mniej więcej godzinie zaczyna się rozłazić, i mimo ciekawych rozwiązań niektórych wątków, w drugiej godzinie nieco nuży. Nie pomaga też wytworzony dystans, jaki od początku mamy do tych postaci (z powodu choćby nieznania ich imion, jak i właśnie teledyskowego montażu). Film kończy niezła, ale nie do końca dobrze ograna pointa, która przynajmniej na naszym seansie, wzbudziła raczej śmiech niż zachwyt. Soderbegh umiejętnie i inteligentnie buduje atmosferę lęku i zagrożenia, grając na tym, co faktycznie mogłoby nam się jako społeczeństwu przydarzyć. Szkoda tylko, że jest to dobre tylko w połowie.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: