Już w kinach: Przygody Tintina/The Adventures of Tintin

11 List

Przygody Tintina/The Adventures of Tintin: Secret of the Unicorn

Reż. Steven Spielberg

Wyk. Jamie Bell, Daniel Craig, Nick Frost, Simon Pegg, Toby Jones, Andy Serkis

Data premiery (Polska): 4 listopada 2011r.

Czy najnowszy obraz Spielberga to nowa jakość w kinie rozrywkowym i godny następca Indiany Jonesa, jak piszą niektórzy recenzenci, czy też odgrzewane kotlety, jak chcą inni? Prawda, jak zwykle, leży pośrodku.

Tintin to postać w kulturze frankofońskiej kultowa. Dziennikarza z charakterystyczną czuprynką wymyślił belgijski artysta Herge, a jego przygody wypełniły 23 albumy. Spielberg, którego sam autor namaścił do przeniesienia na ekran przygód Tintina, w swoim filmie korzysta ze scenariusza luźno opartego na trzech oryginalnych albumach. Mamy więc historię, w której tajemniczy model statku prowadzi bohatera do niesamowitych przygód na morzu, w powietrzu czy w fikcyjnym porcie Bagghar w Maroko. Tintinowi towarzyszy kapitan Haddock (po polsku Baryłka), foksterier Snowy (Miluś) oraz kompletnie nierozgarnięci agenci interpolu Thomson i Thompson (Tajniak i Jawniak).

Spielberg, wraz z producentem Peterem Jacksonem porwali się na zekranizowanie tej nieco już przykurzonej historii (Herges, a właściwie Georges Remi zaczął je pisać pod koniec lat dwudziestych, a ostatni album ukazał się już po śmierci autora w 1983r.) z zastosowaniem techniki motion capture i technologii 3D. Jak wyszło? Wizualnie na pewno przepięknie. Ilość detali jest ogromna, a film doskonale korzysta z ogromnych przestrzeni, co widać zwłaszcza w niesamowitej sekwencji pościgu w porcie Bagghar czy morskiej bitwy podczas retrospekcji. Jest barwnie i stylowo, ale nie nadmiernie kolorowo, co poczytuję za plus. Jedyny mankament, z którym Spielberg sobie mam wrażenie jeszcze nie poradził, a co jest winą braku odpowiednich rozwiązań technicznych, to oczy bohaterów. Zwłaszcza u Tintina oczy te są dalej „puste”, co czasami nie pozwala się wciągnąć w opowiadaną historię w odpowiedni sposób.

Niemniej jednak Spielberg i jego doskonale dobrany, od lat niezmieniony zespół (kompozytor John Williams, operator Janusz Kamiński, montażysta Michael Kahn) uczynili z przygód Tintina oldskulową rozrywkę dla każdego. Czas akcji jest nieokreślony, ale na pewno nie jest to współczesność. Dialogi są więc nieco archaiczne, humor zaś mocno slapstickowy i czasem nieco toporny (za to bardzo rzadko „kloaczny” w przeciwieństwie do wielu współczesnych produkcjach dla dzieci), ale to tylko dodaje filmowi uroku. Jesli do czegoś można się przyczepić to do pewnej wtórności. Dużo tu zapożyczeń z innych filmów, zwłaszcza z serii o Indianie Jonesie, co widać choćby we wspomnianej sekwencji pościgu – kilka identycznych gagów Spielberg zastosował już w „Ostatniej krucjacie”, co nieco odebrało mi radość z oglądania tej, skądinąd fantastycznej sekwencji. Również muzyka Johna Williamsa, która zawsze stanowiła mocny punkt każdej produkcji Spielberga, tutaj nieco ginęła i była „jedynie” tłem. Miałem też wrażenie, że słyszę motywy muzyczne z „Harrego Pottera” (nota bene też ze ścieżką Williamsa), co sprawia, że i ten element filmu mógł być lepszy.

Podsumowując: Tintin to solidne, staroświeckie w treści i nowoczesne w formie kino dla dzieci. Dużych i małych. 

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: