Płyty na ringu: Olivia Anna Livki vs. Kora

23 List

Dzisiaj na ringu dwie płyty, których wspólnym mianownikiem jest „Must Be The Music – Tylko Muzyka”. To moim zdaniem, mimo wielu wad, wciąż najlepszy show muzyczny w Polsce, bo jedyny dający szansę zaistnieć artystom z własnym repertuarem i, jak widać po sukcesie zespołu Enej, podbić komercyjne stacje radiowe, a nawet wesela…

W narożniku prawym – Kora. Legenda polskiej muzyki rockowej. Tutaj z kolejną solową płytą (poprzednia to „Metamorfozy” nagrane wspólnie z duetem producenckim 5th Element), a jednocześnie pierwszą po zawieszeniu działalności Maanamu. Pierwszym zwiastunem tej płyty miał być świetny i kontrowersyjny teledysk „Zabawa w chowanego”. Drugim, naprawdę stylowy duet ze Stanisławem Sojką, który jako singiel grany był m.in przez Trójkę. Kompozytorem większości utworów miał być Marcin Macuk, który stał m.in za płytami „UniSexBlues” i „Osiecka” Nosowskiej. Zapowiadało się obiecująco.

Niestety, w międzyczasie Kora kilkakrotnie przełożyła premierę, zmieniła producenta i autorów piosenek. I nagrała album w duchu Maanamu. Czy to krok w tył, czy jedynie szacunek dla swej tradycji, to nie mnie oceniać. Jak mówi sama zainteresowana na portalu CGM.pl  ” trudno, żebym po 30 latach grania rocka robiła coś innego”. Dobrze, że nie pamiętała o tym zatem nagrywając „Metamorfozy” czy „Kora Ola Ola” – bardzo ciekawe projekty solowe, jednocześnie bardzo dalekie od stylistyki Maanamu. Na krążku „Ping Pong” króluje polski rock taki jak się go grało 10 czy 20 lat temu. To niekoniecznie musiało się nie udać, ale niestety mnie album w żaden sposób nie zaskakuje ani nie porywa. Jeśli miałbym wskazać najlepsze kawałki, to na pewno singlowy „Ping Pong” – z pazurem godnym starej lwicy, jaką Kora niewątpliwie jest – jak również potencjalnie singlowe „Jak Narkotyk” oraz „Czarna Żmija”. Na płytę nie trafiła „Zabawa w chowanego” (niestety), a wspomniane wyżej „Nigdy nie zamknę drwi przed Tobą” owszem jest tutaj ale w kompletnie innej, nieco archaicznej aranżacji.

„Tylko ziemia się nie zmienia” – śpiewa wokalistka. Kora chyba też się nie zmienia. Na dobre ani na złe. Ja się rozczarowałem, starzy fani Maanamu pewnie będą usatysfakcjonowani. Teledysku nie ma, ale możemy zobaczyć jak Kora śpiewa singiel z playbacku w „Must Be the Music”:

Kora „Ping Pong” 2/5 

W lewym narożniku – objawienie pierwszej edycji programu „Must be the Music – Tylko Muzyka” – Opolanka z pochodzenia mieszkająca w Niemczech czyli Olivia Anna Livki, którą po wystepie w programie Artur Rojek zaprosił na Off Festival. Przyznam, że choć kibicowałem jej w pierwszej edycji, nie widziałem żadnego jej występu poza tymi  programie. Miałem gdzieś przez chwilę okazję słuchać jej wczesnej EP-ki. Teraz Olivia własnym sumptem wydała debiutancki album.

Debiut jest to spójny i dobrze przemyślany. Sporo na nim ozdobników, co dla jednych będzie minusem, dla innych nie. Dziewczyna z gitarą bawi się różnymi brzmieniami, co miejscami może drażnić – ciężko ją zamknąć w jednej szufladce. Jednocześnie nie sposób odmówić jej ani talentu kompozytorskiego, ani wokalnego. W dodatku pisze teksty niebanalne i nieoczywiste. a i słowa jak na młodą debiutantkę nie są absolutnie wadą tej płyty. Dla mnie ogromnym plusem także jest jej przebojowość, przystępność dla przeciętnego słuchacza i różnorodność kompozycji.

Moje ulubione kompozycje na płycie to zjawiskowy, pulsujący energią „Tel Aviv” (ze świetnym tekstem)… oraz kołyszące finałowe „Sunrise in the eyes of our maker”. To pop zdecydowanie z wysokiej półki. Na tym debiucie nie brakuje błędów, jednak sam fakt, że uczestniczka telewizyjnego show nie dała się pożreć wytwórni i wydała coś własnego, coś pod czym z dumą może się podpisać, zasługuje na uznanie. A że przy okazji słucha się tego doskonale? Tym lepiej. Polecam wszystkim fanom muzyki popularnej dla nieco bardziej wymagającego odbiorcy.

I jak już robimy reklamę Polsatowi, to na całego. Oto Olivia w „Must be the Music”:

Olivia Anna Livki „The name of this girl is” 3,5/5

Stara lwica kontra młode lwiątko. Dla mnie pojedynek wygrywa zdecydowanie nowe – świeże, nieokiełznane i niezależne. Kora, którą szanuję niezmiernie, jeśli ma trzymać się tylko ustalonych wieki temu ram, to lepiej niech już raczej doradza młodym talentom. To akurat idzie jej całkiem nieźle.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Płyty na ringu: Olivia Anna Livki vs. Kora”

  1. pitur 23/11/2011 @ 16:44 #

    chce te plytki! wyslij mi!!!!!!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: