Oscarwatch: Szpieg (recenzja) i Moneyball (recenzja)

17 Gru

Oscarwatch – tak swego czasu nazywał się bardzo popularny blog o filmach, które walczą o złotą statuetkę – tę najważniejszą w świecie filmu zachodniego. Pod tym hasłem więc postanowiłem publikować krótkie recenzje filmów, których czasem nie ma jeszcze na naszych ekranach, a które są w stawce o nagrodę złotego człowieczka.

„Szpieg” Tomasa Alfredssona to remake pierwszej adaptacji powieście Johna Le Carre. W oryginale w postać Smileya wcielił się sir Alec Guiness. Tym razem rola przypadła Gary’emu Oldmanowi. Film opowiada o polowaniu na szpiega radzieckiego umieszczonego gdzieś w kierownictwie MI-6 i jego fabuła jest wyjątkowo skomplikowana, więc nie będziemy jej tu „spoilerować”.

Międzynarodowa ekipa, na czele ze szwedzkim reżyserem, odtwarza z pietyzmem atmosferę, klimat i wygląd wczesnych lat 70-tych. Thomas Alfredson powinien ozłocić osoby zajmujące się castingiem, bo zebrana tutaj ekipa aktorska naprawdę imponuje. Poza fenomenalną, wycofaną i zniuansowaną kreacją Oldmana pojawiają się też John Hurt, Colin Firth, Mark Strong, Benedict Cumberbatch i wielu innych. Scenariusz pełen jest zagadek, mnożących się podejrzeń i paranoicznych sytuacji rodem ze środka Zimnej Wojny. Przebija tez przez ten film atmosfera ogromnego rozczarowania bohaterów, czegoś co wg. Le Carre’a charakterystyczne było w tamtym czasie w MI-6. Mimo paru ręzyserskich zgrzytów, wciąz uważam ten film za jeden z bardziej udanych w tym roku. Warto się wybrac do kina, jeśli jeszcze tego nie uczyniliście.

Potencjalne nominacje: Najlepszy Aktor (Gary Oldman), Scenariusz Adaptowany, Kostiumy, Zdjęcia, Scenografia, Montaż, Muzyka (Alberto Iglesias).

„Moneyball” to oparta na faktach historia zwykłych ludzi, którzy zmienili myślenie o baseballu wewnątrz całej branży baseballowej w USA. Film typowo amerykański, którego największy urok polega na tym, że niezwyłą historię opowiada w najzwyklejszy możliwy sposób, wciągając widza w historię i nie tworząc sztucznych barier ani dystansu między np. polskim widzem, a „hollywoodzkością” fabuły.

Reżyser Bennett Miller, znany już dzięki całkiem udanemu „Capote”, tutaj pracuje z tekstem Stevena Zailliana („Lista Schindlera” czy „Gangi Nowego Jorku”) oraz Aarona Sorkina („Socia Network” czy „The West Wing”) . Pewnie dzięki temu, mimo że to „gadany” film, nie nuży ani przez minutę. Pomaga też zespół aktorski: Brad Pitt gra managera drużyny, niespełnionego baseballistę, z pasją i szczerością. Towarzyszą mu m.in Jonah Hill, który w końcu pokazuje że umie być kimś więcej niż komediowym przerywnikiem oraz Philip Seymour Hoffman, który właśnie Millerowi zawdzięcza swojego Oscara za Capote’a.

Jeśli ktoś lubi filmy bez zbędnych ozdobników, za to takie gdzie na pierwszym miejscu jest fascynująca sama w sobie, ale zupełnie zwykła dobra historia, to polecam „Moneyball”. Ten film nie zmienia świata, nie rewolucjonizuje biznesu ani nic nie wnosi nowego, a mimo tego to naprawdę rozrywka inteligentna i godna polecenia.

Potencjalne nominacje: Aktor (Brad Pitt), Scenariusz adaptowany, Montaż.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Oscarwatch: Szpieg (recenzja) i Moneyball (recenzja)”

Trackbacks/Pingbacks

  1. Podsumowanie 2011: Film « popkulturalnie - 02/01/2012

    […] „Szpiegu” pisałem już w recenzji  niecały miesiąc temu. Na koniec roku ten film pozostaje w moim rankingu bardzo […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: