Już w kinach: Mission Impossible: Ghost Protocol (recenzja)

25 Gru

Reż. Brad Bird

Wyk. Tom Cruise, Paula Patton, Jeremy Renner, Simon Pegg

Data premiery (Polska): 26.12.2011r. 

Nieco wymęczony cykl powrócił z czwartą częścią, która nawiązuje bezpośrednio do poprzednich filmów, wydobywa komediowy potencjał serii i tchnie w nią nieco nowego życia.

Ethan Hunt i jego drużyna zostają oskarżeni o zbombardowanie Kremla, co kończy się rozwiązaniem szpiegowskiej agencji IMF. Hunt rusza w pościg za prawdziwymi sprawcami, którzy planują rozpętać na świecie nuklearne piekło.

Na początku warto ustalić, co sądzę o całym fabularnym cyklu MI. Pierwszy film Briana de Palmy uważam za bardzo dobre kino akcji z wciągającą i niegłupią fabułą. Dwójka Johna Woo to chyba jego najgorszy film. Poza muzyką Zimmera była to straszna szmira. Trójka J.J. Abramsa była niezła głównie dzięki kreacji Philipa Seymoura Hoffmana, ale nie miała ani jednej ciekawej sekwencji akcji, co w kinie akcji uważam jednak za niezbędne. Teraz zaś pojawia się „Ghost Protocol”, który mile mnie zaskoczył przynajmniej kilka razy.

Reżyserii nowego filmu z cyklu MI podjął się Brad Bird, dotąd twórca znany wyłącznie z animacji Pixara. „Ghost Protocol” to jego fabularny debiut i, nie ma co tego ukrywać, Brad Bird jest piekielnie zdolnym reżyserem mającym oko do kina akcji. Fascynację starymi filmami o Bondzie widać już było w jego animowanych „Iniemamocnych”, tutaj jednak stworzył nowoczesny film, korzystający z wszystkich cudów techniki, ale mający elegancję, styl i pewną naiwność właściwą właśnie starym filmom z lat 60-tych. Mimo paru kiksów i kompletnie niewiarygodnej fabuły ogląda się ten film w napięciu, bo zrobiony jest z ogromną pasją, profesjonalizmem i, może przede wszystkim, sercem. Za to wszystko ogromne brawa dla reżysera.

Równie spore brawa za utrzymanie nie do końca poważnego tonu, za co współodpowiedzialny jest Simon Pegg, brytyjski komik występujący na ogół w duecie z Nickiem Frostem („Hot Fuzz” czy „Shaun of the Dead”). To on nadaje filmowi pewien dodatkowy luz, dzięki czemu nie wszystko brane jest tu śmiertelnie serio, a to z kolei powoduje, że zamiast przewracania oczami po prostu się uśmiechamy.

Sekwencje akcji równie często jak z komputerów korzystają tu z Toma Cruise’a, co zapewne widzieliście już na promocyjnych plakatach, na których widać najwyższy na świecie hotel Burdż Khalifa i wspinającego się na wysokości 130-go piętra Toma Cruise’a. Można go i jego megalomanii nie lubić, ale oddania dla sprawy i odwagi odmówić mu się nie da (Cruise w minimalnym stopniu korzysta z dublerów). Reszta obsady radzi sobie z materiałem bardzo dobrze, co najważniejsze jednak, pozwala im na to scenariusz. Każdy poprzedni film toczył się wyłącznie wokół Hunta. Tym razem mamy większe poczucie, że w akcji obserwujemy zgrany team. I to jest super, bo nawiązuje do oryginalnego serialu. Całości dopełnia klasyczna muzyka Michaela Giachccino, stylizowana nieco na oryginalne dokonania Lalo Schifrina. Bywa jednak irytująca wygrywając muzyczne stereotypy (jak widzimy Kreml to słychać złowrogie męskie chóry, jak Indie muzykę jak z Bollywood itd.), co bywa irytujące.

Jeśli zatem ktoś szuka oldskulowej rozrywki z sekwencjami akcji, w których dla miłej odmiany widać cały czas, co jest grane, to „Ghost protocol” go nie rozczaruje. Zatem wyłączcie mózg i bawcie się dobrze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: