Podsumowanie 2011: Płyty na ringu

29 Gru

To był dobry rok w muzyce, obfitujący w propozycje zarówno nowe jak i w sprawdzone marki. Tak w muzyce jak i w kinie  w mainstreamie królowało przeciętniactwo, a najwięcej miłych zaskoczeń dostarczali debiutanci i szeroko pojęta alternatywa. Wśród moich prywatnych rozczarowań znalazło się m.in Coldplay, które poszło w totalny pop (co niektórym bardzo się podobało) czy Lady Gaga, która nie była w stanie powtórzyć sukcesu swych poprzednich dwóch płyt. Solidnie wypadło Radiohead, powróciła w wielkim stylu Kate Bush, natomiast symfonicznie hity swe nagrał Peter Gabriel. Ostatnią piosenkę z Tonym Bennettem nagrała Amy Winehouse, a o ustach Lany del Rey rozdyskutował się cały świat. PJ Harvey nagrała kolejny genialny album, który jak zwykle nie do każdego trafi, za to absolutnie cały świat nucił kolejne single z repertuaru Adele i Rihanny. Z zalewu kilkudziesięciu przesłuchanych w całości albumów wybrałem te, które najbardziej do mnie trafiły w tym kończącym się roku. Oto pierwsza dziesiątka:

10. Oh Land – Oh Land

Dwadzieścia sześć lat ma w metryce pochodząca z Danii Nanna Øland Fabricius, która ukrywa się pod pseudonimem Oh Land. Jak dla mnie udowodniła ona, że w Skandynawii potrafią robić naprawdę solidny, melodyjny i wpadający w ucho nienachalny pop. Taki pop z klasą, którego nie wstyd słuchać wśród znajomych.

9. Future Islands – On the water

Dziwna, melancholijna muzyka taneczna. Tak określiłbym ten album, choć sporo tutaj też ballad. Unikalna barwa wokalisty oraz niebanalne słowa piosenek sprawiają, że ten album na długo zapada w pamięć. Trio pochodzi z Baltimore, ale grupa powstała w Greenville w Karolinie Północnej gdzie panowie uczęszczali na uniwersytet. Jeśli o nich nie słyszeliście, naprawdę warto nadrobić zaległości i przesłuchać ten krążek.

8. Beyonce – 4

Wiele osób nie lubi tej płyty. Ja jednak zgadzam się z tym, co usłyszałem gdzieś po jej premierze – to jest płyta nagrana przez artystkę, która nie musi już nikomu nic udowadniać. I dla mnie to idealnie podsumowuje ten stylowy i stylizowany na dokonania wytwórni Motown album. Nic dziwnego, że Beyonce wydała z niego aż 7 singli. Każdy utwór tutaj jest po prostu zwyczajnie tak dobry, nawet jeśli nie są to piosenki aż tak chwytliwe jak na poprzednich albumach wokalistki.

7. Lykke Li – Wounded rhymes

Płyta dobra od pierwszej do ostatniej nuty, o czym zresztą wspominałem w swojej recenzji tego krążka. Bunt i furia obok lirycznych ballad. Stylowy pop w alternatywnym sosie. Nie wiem, co jeszcze na temat tej płyty mogę dodać poza tym, że rzadko sa płyty na których nie ma moim zdaniem ani jednej słabej piosenki. Na „Wounded rhymes” faktycznie ich nie ma.

6. Gotye – Making Mirrors

Wouter „Wally” De Backer czyli Gotye to multiinstrumentalista, który nagrał najlepszą moim zdaniem piosenkę roku. Przesłuchując album pierwszy raz spodziewałem się płyty innej, niż otrzymałem. Każda piosenka jest tutaj inna, a cały album z niespójności czyni swój największy atut. Poza znanym już chyba każdemu „Somebody…” na krążku Australijczyka znajduje się jeszcze całkiem sporo naprawdę udanych kompozycji, a ilość pracy i pasji, jaką wkłada w tworzenie tej muzyki Gotye budzi mój ogromny szacunek.

5. Bon Iver- Bon Iver

Zespół Justina Vernona pokazał, że nie istnieje dla nich coś takiego jak syndrom drugiej płyty. Świeżo na fali zdobytej nominacji do Grammy postanowiłem kilka tygodni temu zapoznać się w końcu z tym albumem i nie mogę się od tego czasu od niego uwolnić. To prawdziwa muzyczna podróż, pełna zaskoczeń, wzruszeń i pięknych pejzaży. Naprawdę warto ją odbyć.

4. The Antlers – Burst Apart

Ulubiona płyta Bono w tym roku. Nic to dla Was nie znaczy? Hm, no to może znowu: bogate kompozycje, niebanalne słowa, piękny wokal i ogromne muzyczne obycie i intuicja. To, co trzech chłopaków z Brooklynu tu prezentuje, to naprawdę świeże i ujmujące spojrzenie na muzykę mieszającą gatunki – rock, folk, pop. Ciężko to zakwalifikować, ale bardzo łatwo się od tego uzależnić.

3. Florence + The Machine – Ceremonials

Uwielbiałem debiut Florence Welch. „Lungs” było płytą, która chyba najdłużej siedziała w moim Ipodzie bez przerwy. Czyli w sumie jakieś półtora roku. „Ceremonials” chyba nie powtórzy tego rekordu, ale to zwyczajnie dlatego, że muzyki wartej uwagi jest z każdym rokiem coraz więcej. A przynajmniej takie odnoszę wrażenie. Ja tę płytę i jej pompatyczny styl uwielbiam, ale to nie jest propozycja dla każdego. Zresztą w tej chwili to już chyba nic nie jest pozycją dla każdego. „Ceremonials” mnie oczarowało i, w przeciwieństwie do wielu krytyków, nie uważam tej płyty za nudną.  Ale, jak wiadomo, gdzie 2 osoby tam 3 zdania. Moje jest takie, że to fantastyczny krążek, z którym grzechem jest się nie zapoznać.

2. M83 – Hurry Up, We’re Dreaming

Nie przepadam za dwupłytowymi albumami z zasady. W 99% procentach oznacza to, że artysta ma przerośnięte ego i nie umiał się zdecydować an wycięcie części piosenek, co w miarę obiektywny słuchacz zrobiłby w kilka minut. Płyta Anthony’ego Gonzaleza należy jednak do tego brakującego 1%. Emocje z filmów Johna Hughesa zmieszane z dźwiękami Cut Copy albo innymi słowy coś co powstałoby z połączenia Harolda Faltermeyera, Simple Minds i Petera Gabriela.  Niesamowite wokalizy, piękne rytmy i dużo syntezatorów. To recepta na jedną z najlepszych płyt roku.

1. Foster The People – Torches

Rzadko się to zdarza. Album popowy, z którego każda piosenka mogłaby być singlem. Przy tym jednocześnie, mimo określonego stylu, nie jest na tym albumie ani nudno ani głupio. Zaczarował mnie „Houdini”, rozbawiło „Call It What You Want”, uwielbiam tańczyć do „Helena Beat” i nie mogę przestać nucić „Warrant” – praktycznie ciężko mi wybrać ulubioną piosenkę z tej płyty. Co jednak najważniejsze, słucham jej od czerwca i chyba nie było tygodnia w tym roku, bym sobie przynajmniej raz jej nie włączył. A to dla mnie najlepsza rekomendacja dla albumu roku.

Wyróżniłbym pewnie z kolejnych 10 płyt: Bjork, Metronomy, SBTKRT, Washed Out, The Rapture, Big Talk, Ben Howard, Rustie, St. Vincent czy kolejna świetna płyta The Black Keys. Ale moja 10 ostatecznie wygląda tak, jak powyżej.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: