Już w kinach: Sherlock Holmes: Gra Cieni (recenzja)

8 Sty

Reż. Guy Ritchie

Wyst. Robert Downey Jr., Jude Law, Noomi Rapace, Jared Harris

Data premiery (Polska): 5.01.2012r.

Guy Ritchie ponownie staje za kamera i przenosi nas, widzów do steampunkowego Londynu z końca XIX wieku. W teorii wszystko, co powinien mieć dobry sequel tu jest. A jak wypada praktyka?

„Gra Cieni” rozwija wątki, które pojawiły się epizodycznie już w części pierwszej. Holmes i Watson staja naprzeciw Napoleona zbrodni – profesora Jamesa Moriarty. Ich przygody tym razem zaprowadzą ich m.in do Francji, Niemiec i Szwajcarii. A wszystko po to, by spróbować zapobiec wojnie światowej, która chce rozpętać profesor.

Tak jak napisałem powyżej, wszystko czego wymagam od sequeli w teorii tutaj jest. Wyższe stawki? Są. Ustalamy to już w pierwszych minutach, kiedy w filmie na chwile pojawia się pewna postać znana już widzom z poprzedniej części. Dobry czarny charakter? Jest, i to jaki. Znany z „Mad Men” Jared Harris jest aktorem zzdolnym, którego demoniczność wyraża się w jego spokoju i opanowaniu. Harris nie zagrywa się, a mimo to coś w jego oczach i wyrazie twarzy sprawia, że to godny zapamiętania i szacunku przeciwnik Holmesa. Większa skala? Jak najbardziej – tak jak napisałem film rzuca tym razem bohaterów po całej Europie, a robota fachowców, którzy odpowiadają tu za kostiumy scenografię i efekty specjalne, jest pierwszorzędna. Całości dopełnia świetna muzyka Hansa Zimmera ponownie nawiązująca do epoki i mająca dużo ciekawych nowych motywów muzycznych. Mimo to jednak filmowi czegoś brakuje.

Moim zdaniem problem tego filmu leży w dwóch słowach: za dużo. Uwielbiam część pierwszą i byłem jej sporym adwokatem. Poprzedni „Sherlock” Ritchiego porażał świeżymi pomysłami. Drugi nie robi wiele więcej prócz powtarzania sprawdzonych patentów, a powiększona skala sprawia, że wraz z bohaterami pędzimy z jednego wielkiego planu na drugi. Gdzieś w tym wszystkim umyka esencja – pojedynek dwóch wielkich umysłów, jakim mógłby być ten film. Za to kiedy już się pojawia element tytułowej gry, jest ekscytująco i naprawdę ciekawie. Najlepiej widać to w finale opowieści, który podobnie jak cała fabuła, czerpie garściami z opowiadania Conan Doyle’a „Ostatnia Zagadka”. By nie zdradzać za wiele, w doskonałym finale miast wielkiego pojedynku dobrego ze złym dostajemy coś w rodzaju pojedynku na umysły, i jest to rozwiązanie inteligentne i pomysłowe – szkoda, że jest jednym z zaledwie kilku w trwającym ponad 120 minut filmie. Nawet elementy dedukcji Holmesa, świetnie zrobione w pierwszej części, tu są bardziej dynamiczne, ale mniej przejrzyste i chyba nawet trochę zbyt często używane. Humor też mam wrażenie stał się, przynajmniej miejscami, zbyt głupkowaty względem tego, co oferowali nam autorzy wcześniej.

Podsumowując: „Gra Cieni” to odrobinę zmarnowana okazja. Film mógł być rewelacyjnym rozwinięciem części pierwszej, okazał się jedynie jej nieco słabszą kontynuacją. Dostarcza nieco dobrej zabawy, ale blednie w obliczu oryginału. Trochę szkoda.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: