Już w kinach: War Horse (recenzja)

15 Sty

Reż. Steven Spielberg

Wyst. Jeremy Irvine, Emily Watson, Peter Mullan,Tom Hiddleston 

Data premiery (Polska): 13.01.2012r.

„War Horse” to odważne przedsięwzięcie. Rodzaj na wpół disneyowskiej historii o I Wojnie Światowej, opowiedzianej z perspektywy odważnego i niezwykłego konia o imieniu Joey. Film jest adaptacją powieści Michaela Morpurgo oraz fenomenalnego ponoć przedstawienia wystawianego przez Teatr Narodowy w Londynie (jako ciekawostka – klip poniżej. Nie ma co się za dużo rozpisywać o fabule: obraz opowiada wojenne koleje losu pewnego konia, który zmienia właścicieli, „walczy” w kilku różnych armiach i oddziałach, pozostając przez cały czas koniem bohaterskim i odważnym.

Moim zdaniem to najlepszy film Spielberga od co najmniej 10 lat, a mimo to nie uważam, by był jakimś arcydziełem. Zacznijmy od plusów. Spielbergowi udaje się nadać koniowi charakter i zrobić z niego pełnoprawnego bohatera, choć nie bez pomocy prostych, żeby nie powiedzieć prostackich, metod. Janusz Kamiński maluje kamerą przepiękne obrazy, które zdają się przypominać „złote lata Hollywood” i piękne epickie obrazy takie jak choćby „Przeminęło z Wiatrem”. John Williams jak zwykle udowadnia swoją klasę jednego z najlepszych kompozytorów muzyki filmowej w historii kina, choć ten soundtrack raczej do historii nie przejdzie. Brawa też dla osób odpowiedzialnych za casting filmu: względnie nieopatrzeni, bardzo zdolni aktorzy tworzą zespół aktorski, który nie odciąga uwagi od „serca” filmu, czyli od konia. Oczywiście scenografia, kostiumy i oprawa – wszystkie te elementy spokojnie zapewnią filmowi masę nominacji do Oscarów, bo w końcu to pierwsza liga Hollywood.

Minusem jest jak dla mnie długość trwania tej pięknie opowiedzianej, ale jednak nużącej nieco bajki. Trwający 146 minut film ma segmenty lepsze i gorsze, co na ogół zależne jest od tego, w czyich rękach aktualnie znajduje się koń. Generalnie działa zasada, że im dłużej, tym mniej rozwinięci są ludzcy bohaterowie tego filmu, a zatem ciężej też przejąć się ich losami. To w sumie największy minus tego filmu, bo dla wielu ten bajkowy – disneyowski nawet – charakter sprawi, że będą się oni męczyć. To film dla widzów młodych i dla takich został nakręcony (czego oczywiście nie mówią reklamy).  Dobrze zobaczyć, że Spielberga stać wciąż na fantazję i radość, że nie zatracił się w fabularnie wtórnych pomysłach i nowych technologiach. I ta fantazja i klasyczność tego obrazu – to dla mnie największe atuty tego filmu.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: