Pop w teatrze: Lubiewo (Teatr Nowy)

18 Sty

Lubiewo w Teatrze Nowym - o.pl

Odwiedziło nas Wrocławian krakowskie „Lubiewo”. Nic w sumie dziwnego, bo też akcja książki Michała Witkowskiego we Wrocławiu się działa, a w jednej z dwóch głównych ról – podstarzałego geja, a właściwie mówiąc językiem spektaklu cioty Patrycji – wrocławski aktor Edward Kalisz.

Sztuka jest tylko częściową adaptacją kapitalnej, odważnej i najgłośniejszej książki o homoseksualizmie z czasów PRL, jaka została w Polsce napisana (druga część spektaklu – jeszcze w tym roku).  Oryginalnie też zaczyna się spektakl: od deklamacji pseudonimów głównych „bohaterek” i ich „koleżanek” z którymi chodziły podrywać żołnierzy na dworcach, w parkach i za parkanami.

Wchodzimy w świat mieszkania dwóch starszych pań – w tle świeci się ikona Matki Boskiej, wiszą stare ubrania, z boku stoją stare, niemodne buty, na środku sceny stoi wytarta kanapa. Naszym przewodnikiem po tym świecie (i tutaj kapitalny pomysł inscenizacyjny), będzie Krystyna Czubówna. To dzięki niej dowiemy się, jak wyglądał świat Lukrecji i Patrycji. Świat, za którym tęsknią i który, kiedy popiją, wciąż jest jedyną rzeczywistością jaką znają (widać to w końcowej scenie szalonego tańca, jaki prezentuje na scenie młody tancerz Mikołaj Mikołajczyk do naprawdę koszmarnie już nadużywanego kawałka Gotye „Somebody that I used to know”).

Kalisz i jego doskonały partner, krakowski aktor Paweł Sanakiewicz wcielający się w Lukrecję snują anegdoty pełne wulgaryzmów i sądząc z reakcji i „rechotu” wrocławskiej publiki, wciąż szokujące pewnych widzów.  Z ich wypowiedzi przebija ciągła nostalgia i tęsknota za „starymi, dobrymi czasami”. Miejscami słyszymy też komentarz odnoście współczesności. Pojawiają się odniesienia do nowoczesnych gejów, a nawet do Roberta Biedronia.

Sztuka nie powala ani pomysłami formalnymi – za wyjątkiem użycia głosu Czubównej – ani rozłożeniem akcentów – przynajmniej jeśli sądzić po reakcjach widowni. Widzowie świetnie się bawią i śmieją się nawet, gdy sztuka kładzie nacisk na poważniejsze akcenty, wspominając smutny los, jaki spotkał niektórych kolegów głównych bohaterów. Czy to wina publiczności, czy też reżysera, że te akcenty wydają się gorzej wygrane i przedstawione, niż część bardziej komediowa? Tak czy owak z czystym sumieniem mogę polecić „Lubiewo” jako spektakl na solidnym poziomie. Tylko tyle i aż tyle.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: