My week with… Madonna (cz. 1)

31 Sty

Ok. Najpierw się wytłumaczę. „Niedziela z…” szybko mnie przerosła, choć formuła uważam jest dobra, ale będę ją stosował nieregularnie, choć postaram się co tydzień, tyle że w różne dni stąd tytuł: „My week with…”

No i pierwszy powód już jest. W nocy pojawiła się okładka 12 studyjnej  płyty Madonny, która dopiero co zakończyła w mediach promocje swojego drugiego filmu „W.E”, a już zabrała się za promocję nowej płyty, która ukaże się w marcu. Okładkę możecie zobaczyć powyżej, i początkowo ten wpis miał dotyczyć porównania okładek płyt Madonny (w mojej opinii niezła, nieco zbyt przypomina coś co już zrobiła Kylie) i Edyty Górniak (pseudo psychodeliczny koszmarek). Zdecydowałem się jednak na prywatny ranking płyt Madonny. Od najlepszej do najgorszej – oczywiście w czysto subiektywnym ujęciu.

1. Ray of Light – 1997

Chyba nikt nie może być zdziwiony. Siódmy studyjny album Madonny jest uważany za jej najlepszy w karierze, a także wg. wielu rankingów za jeden z najlepszych albumów pop w historii. Jeśli Madonna będzie słuchana za 100 lat, to właśnie dzięki temu albumowi.  Do tego albumu wracam najczęściej.

Ciekawostka: Album zajmuje 10 miejsce w rankingu 100 Best Albums of All Time VH1, 29-te miejsce w identycznym rankingu Rolling Stone, 33-cie na liście magazynu Q i również 29-te na liscie magazynu Mojo.

Single: Frozen, Ray of Light, Drowned World/Substitute for Love, Nothing Really Matters

2. Confessions on a Dance Floor – 2005

Tu już pewnie będzie kontrowersja, że moim drugim ulubionym albumem nie jest coś ze „starych dobrych lat 80-tych”, ale to był jeden z tych albumów, gdzie w prawie każdej piosence zakochałem się od pierwszego przesłuchania. Soundtrack idealny do mojego ówczesnego miejsca zamieszkania – Barcelony. Madonna z pomocą Stuarta Price’a (znanego też z projektów Zoot Woman, Les Rhytmes Digitales oraz jako Jacques Lu Cont) nagrała album, który był jej najbardziej tanecznym i rozrywkowym od czasu debiutu. A jednocześnie wyglądał jakby był nagrany bez wysiłku. Szkoda że Madonna nie potraktowała tego jak pożegnania z parkietem, bo im robi się starsza tym na parkiecie robi się ciaśniej.

Ciekawostka: album jest pomyślany jako historia życia Madonny, pojawiają się odniesienia do piosenek ze starszych płyt np. „Hung Up” zawiera fragment słów identyczny z piosenką „Love song”, którą Madonna nagrała z Princem na album „Like a Prayer”.

Single: Hung Up, Sorry, Get Together, Jump

3. True Blue – 1986

Trzeci album Madonny i pierwszy, który naprawdę pokazał coś więcej niż sezonową gwiazdkę. Jak zwykle duża w tym zasługa współpracowników Madonny – w tym przypadku to pierwsza wspólna płyta artystki i Patricka Leonarda, z którym nagra potem część piosenek na „Like a Prayer” czy „Ray of Light”. Madonna w końcu przestała śpiewać wyłącznie piskliwie i nagrała kilka największych hitów w swej karierze. Jak napisali potem dziennikarze – to pierwszy album „Madonny Supergwiazdy” jaką dziś znamy.

Ciekawostka:  „True Blue” to najlepiej sprzedająca się płyta 1986 roku, a każdy z pięciu singli znalazł się w pierwszej piątce Billboard Hot 100. I największa: „La Isla Bonita” została napisana na album Michaela Jacksona „Bad”, ale artysta odrzucił piosenkę.

Single: Live to tell, Papa don’t preach, True Blue, Open your heart, La Isla Bonita

4. Like a prayer – 1989

Według wielu krytyków jej najlepszy album. Madonna wykorzystała prywatne doświadczenia (w tym to traumatyczne: śmierć matki), by zacząć śpiewać nie tylko hedonistyczne piosenki, ale i bardziej dojrzałe kawałki.  Zaprosiła nawet do współpracy inną ikonę lat 80-tych – Prince’a. Wszystko po to by udowodnić, że jest lepsza niż jej pojedyncze hity. Efekt zadowolił krytyków. powstał album, który brzmieniowo jest kwintesencją muzyki pop lat 80-tych. Tutaj, w przeciwieństwie do „True Blue” zamiast Madonny supergwiazdy fani mogli wreszcie poznać nieco Madonnę – osobę.

Ciekawostka: Teledysk do „Express Yourself” był wtedy najdroższym teledyskiem w historii. Za kamerą stanął nie kto inny a David Fincher. Wyreżyserował on też teledyski do „Oh Father”, „Bad Girl” i jeden z najlepszych teledysków w historii – „Vogue”.

Single: Like a Prayer, Express Yourself, Cherish, Oh father

5. Music – 2000

Tutaj jestem rozdarty. Początkowo nie znosiłem tego albumu, nie rozumiejąc jak mozna było nagrać coś tak innego od „Ray of Light”. Dopiero z czasem, przyznaję, ten album zaczął mi się coraz bardziej podobać. Przede wszystkim za mieszankę stylów. Madonna pracuje tym razem z francuskim producentem Mirwaisem Ahmadzai, choć na płycie pojawia się te autor sukcesu „Ray of light” William Orbit. Od mrocznych bitów („Impressive Instant”) po elementy country („Don’t tell me”), trip hopu („Paradise (Not for me)”), euro disco, electro i techno. Madonna znów zaryzykowała i nagrała coś niesamowitego. Po latach to ryzyko doceniam dużo bardziej.

Ciekawostka: W reedycji płyty zamiast „American Pie” na krążku pojawia się hiszpańska wersja „What it feels like for a girl” („Lo que siente la mujer”). Album ma 452 miejsce w rankingu Najlepszych Płyt w Historii magazynu Rolling Stone.

Single: Music, Don’t tell me, What it feels like for a girl

To be continued…

Reklamy

Jedna odpowiedź to “My week with… Madonna (cz. 1)”

Trackbacks/Pingbacks

  1. My week with Madonna (cz. 2) + video Give Me All Your Luvin’ « popkulturalnie - 03/02/2012

    […] A teraz druga część rankingu płyt Madonny. Pierwszą znajdziecie tutaj. […]

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: