W kinach: „Hunger Games” – recenzja

30 Mar

reż. Gary Ross

wyk. Jennifer Lawrence, Josh Hutcherson, Donald Sutherland, Stanely Tucci, Wes Bentley, Woody Harrelson

Data premiery: 23.03.2012r. 

Adaptacja pierwszej części bestsellerowej (w USA) trylogii Suzanne Collins pomimo tego, że pozostawia nieco do życzenia, i tak pozostaje kilka poziomów wyżej od porównywanego z nią non stop „Zmierzchu”.

Najpierw zatem o pozytywach. Największym plusem jest narracja Rossa, który wprowadza nas w świat oczami głównej bohaterki. Dzięki czemu zarówno przerażająca uroczystość „dożynek”, jak i wrażenia z niesamowitej stolicy postapokaliptycznego Pan Em – Capitolu, są niesamowite i zapychają dech w piersiach nawet bardzej niż powinny.

Zasługa w tym zarówno scenariusza, reżyserskiego wyczucia i dobrego rozumienia się z operatorem kamery jak i głównej aktorki. Jennifer Lawrence, do której nie mogłem się przekonać w „Winter’s Bone” tutaj powala mnie na łopatki. Nie musi za wiele mówić, a mimo to wszystkie jej emocje i przemyślenia widać na jej twarzy. Syndrom „open mouth” raczej jej nie grozi.

Kostiumy i scenografia są inne, niż dotąd widzieliśmy w podobnych filmach, a dzięki graniastemu, realistycznemu podejściu do świata przyszłości, robią jeszcze większe wrażenie. Całości dopełnia zaś świetna muzyka Jamesa Newtona Howarda, czerpiąca m.in z amerykańskiego folku czy muzyki bluegrass.

 

Teraz zaś o negatywnym aspekcie – do połowy film jest fantastyczny. Kiedy bohaterka jest już gotowa wjechać na wielką arenę igrzysk, my jesteśmy gotowi razem z nią, a serce wali nam równie mocno jak jej. Niestety, po kilku minutach obraz gubi rytm, zaczyna popadać w „para-Zmierzchowe” romantyczne rozterki, a sama atmosfera morderczej rozgrywki pozostawia sporo do życzenia w porównaniu do choćby japońskiego kultowego „Battle Royale”. Jak na taki gigantyczny show, brakuje też w drugiej połowie przebitek z widzami, przebitek ze świata zewnętrznego, które mogłyby podnosić poziom emocji i lepiej wciągać widza w akcję (a’la „Truman Show”).

Nie ma jednak co narzekać. To bardzo stylowy film, który ogląda się  z zapartym tchem przez większość projekcji.

Ps. ogromny plus dla ekipy marketingowej filmu, która zdołała w zwiastunach sprzedać klimat filmu, nie sprzedając jednocześnie drugiej połowy filmu. Rzadkość w dzisiejszych czasach.

Advertisements

Jedna odpowiedź to “W kinach: „Hunger Games” – recenzja”

  1. Pitur Stan III 05/04/2012 @ 07:27 #

    jeszcze nie widzialem, ale po takiej recenzji na bank sie wybiore, hehe. bylem jednak ostatnio zbyt pochloniety Game of Thrones, ktora miazdzy, zgniata i poniewiera! genialne 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: