Archive | Maj, 2012

Trailery na ringu: Gangster Squad vs. Lawless

10 Maj

Przyznaję się do ogromnego uwielbienia dla gangsterskich filmów, dlatego też bardzo mnie cieszy, że aż w dwóch (jakże różnych) odsłonach ten gatunek kina zagości w tym roku na ekranach.

Sądząc z powyższego trailera mamy tu nową wersję „Nietykalnych” z Brolinem i Goslingiem zamiast Connerego i Costnera, a jako że „Nietykalni” był „za dzieciaka” jednym z moich ulubionych filmów, z chęcią zobaczę taką historię. W dodatku obsada robi tu naprawdę wrażenie – poza wspomnianymi Emma Stone (znowu z Goslingiem), Nick Nolte, Sean Penn, Giovanni Ribisi, znana z „The Killing” Mireille Enos, Michael Pena, Anthony Mackie. Poza tym podobały mi się poprzednie filmy Fleischera, który czuje kino gatunkowe i umie się nim bawić (co udowodnił w „Zombieland” i „30 minutes or less”). Spodziewam się hitu.

„Lawless” to inna para kaloszy. Nie jestem fanem filmu „Droga”, choć wiem, że należę do mniejszości. Nie odmawiam natomiast Hillcoatowi talentu, bo choćby wizualnie i klimatem „Droga” miażdżyła. Dodajmy teraz do tego scenariusz Nicka Cave’a i obsadę  w składzie LaBeouf (ludzie go nie lubią za „Transformers”, a ja lubię choćby za „Wszystkich moich świętych”), Tom Hardy, Gary Oldman, Jessica Chastain, Guy Pearce czy Mia Wasikowska. Dodajmy do tego, że film będzie miał premierę w konkursie głównym w Cannes – i mamy jedną z najbardziej oczekiwanych premier roku.

Jednym słowem – remis. Oba filmy wyglądają niezwykle apetycznie, choć ewidentnie Fleischer idzie bardziej w stronę stylizacji, a Hillcoat w stronę mrocznego realizmu.

Dom w głębi lasu (recenzja)

5 Maj

Cabin in the woods

reż. Drew Goddard

wyst. Chris Hemsworth, Kristen Connoly, Anna Hutchison, Fran Kranz, Jesse Williams

Data premiery (Polska): 27.04.2012

Ciężko będzie mi kogokolwiek nieprzekonanego przekonać do tego filmu, ale raz na jakiś czas pojawia się takie właśnie popkulturowe cudo, znane najlepiej wtajemniczonym. Po czasie zyskuje miano „kultowego” i staje się wielbione przez wąską grupę, zwaną przez resztę „geekami”. Jeśli jednak ominiecie ten film w kinach, to możecie żałować, bo to wyjątkowo udana produkcja.

Grupa studentów: atleta, zwykła dziewczyna, głupia blondynka, wiecznie upalony błazen i grzeczny przystojniak wyjeżdża na weekend za miasto do schowanego głęboko w puszczy domku. Pierwszej nocy odczytują w piwnicy tajemniczy dziennik i zaczynają dziać się dziwne rzeczy…

Brzmi jak pomysł na najmniej oryginalny, wtórny i nudny horror? Nic bardziej mylnego. Panowie Joss Whedon (twórca m.in „Firefly”, „Buffy” i reżyser „Avengers”) oraz Drew Goddard (scenarzysta wymienionych seriali, jak również „Lost” i „Alias”) żonglują bowiem archetypami, dokonując najsprytniejszej i najzabawniejszej dekonstrukcji gatunku od czasów pierwszego „Krzyku”. Sam film zdecydowanie bardziej nawiązuje jednak do kultowego „Martwego Zła” Sama Raimiego. Najwięksi fani gatunku zobaczą z pewnością film wiele razy, wyszukując ukryte znaczenia,  i szczególiki porozrzucane w nim przez twórców. I już choćby za to czapki z głów.

„Dom w głębi lasu” stanowi idealną rozrywkę nawet dla „niewtajemniczonych” – a to jego kolejna ogromna zaleta, bo w końcu naszpikować film tropami tak by bawił także laików to nie taka łatwa sprawa. Sporo tu czarnego humoru, a dialogi bywają naprawdę cięte. Czy ten film odmieni jednak gatunek horroru? Zapewne nie, ale wciąż pozostaje na podstawowym poziomie świetną rozrywką, a dla miłośników popkultury kopalnią hołdów, odniesień i cytatów. Dawno nie widziałem tak inteligentnie zaprojektowanego i wykonanego filmu rozrywkowego. Chcecie idealnego filmu na majowy weekend? Właśnie leci w kinach i nazywa się „Dom w głębi lasu”.

Na koniec porada: nie oglądajcie trailerów, nie czytajcie streszczeń i najeżonych spoilerami recenzji. Im mniej wiecie na temat tego filmu, tym lepiej będziecie się bawić.

Long story short 002

5 Maj

Długi weekend dobiega powoli końca, pogoda za oknem piękna, nie ma więc jak obudzić się w sobotni poranek z gorączką, zrytym gardłem i zatkanym nosem. Najleeepiej. Zatem, przynajmniej dla mnie, na tej majówce „naprawdę nie dzieje się nic i nie stanie się nic aż do końca”, jak śpiewano niegdyś w Krakowie. Może więc chociaż blog nieco odżyje dzięki temu. Zaczynamy.

Nie żyje Adam Yauch czyli MCA z Beastie Boys. Przyznaję się do niebycia nigdy zagorzałym fanem zespołu, niemniej bardzo lubię te znane ich piosenki, a i wkład w popkulturę panowie mają ogromny. Adam Yauch walczył z rakiem od 2009r. Warto tutaj też wspomnieć, że poza karierą muzyka Yauch współtworzył niezależną firmę produkcyjno-dystrybucyjną Oscilloscope, która promowała odważne i niezależne kino (np. „Porozmawiajmy o Kevinie”, „Skowyt” czy „The Messenger”). Wielka strata i wielki żal. Yauch miał tylko 47 lat.

Skacząc na lżejszą nutę, ostatnio furorę robi zespół Electric Guest, nagrywający pod okiem samego Danger Mouse’a. Ich piosenka „This Head I Hold” idzie tą samą trasą co „Pumped up kicks” jakiś czas temu  czyli do muzycznych blogów i „wtajemniczonych” wdziera się już do amerykańskiej telewizji – panowie wystąpili wczoraj u Lettermana, a ich piosenka pojawiła się w ubiegłym tygodniu w „Chirurgach”. Debiutancki album „Mondo” ukazał się przed majówką, ale ze względu na wojaże nie zdążyłem go jeszcze przesłuchać Jeśli cały jest tak dobry jak poprzedzająca go EP-ka, to mamy na rynku nowy świetny zespół. Za 3 lata pewnie zagra na polskich festiwalach.

OFF Festival robi się dla mnie coraz ciekawszy. Uwielbiam organizatorów za ściąganie do Polski mniej komercyjnych i oczywistych wyborów niż dużo bardziej komercyjny Open’er. Teraz, poza już ogłoszonymi The Antlers, Metronomy, Fanfarlo czy Das Racist ogłoszono m.in Purity Ring. Ich debiutancki album ukaże się w lipcu, ale jeśli sądzić po czterech singlach, które już znamy, zespół zamiecie niczym Sleigh Bells czy Crystal Castles. Przebieram nogami z niecierpliwością.

Wielkimi krokami zbliża się trailer „Les Miserables”, o którym już coś kiedyś wspominałem. Poza zabójczą obsadą teraz ogłoszono, że film ma jeszcze jedną kuriozalną cechę. Otóż zdobywca Oscara Tom Hooper („Jak zostać Królem”) zrezygnował z dubbingu w studio i to co usłyszymy w filmie to wykonania aktorów z planu. Nie było czegoś takiego bodaj od czasów Blues Brothers i Jamesa Browna. Wytwórnia jest przerażona, a ja zacząłem być podekscytowany, bo i też rzadko w kinie Hollywoodzkim oglądamy coś naprawdę świeżego. BTW, ciekawe czy Anne Hathaway wyśpiewała sobie rolę już wtedy na Oscarach (w klipie powyżej śpiewa co prawda parodię najsłynniejszej pieśni Eponine, a gra Fantine, ale to wciąż ten sam musical…)

Brodka nagrała piosenkę na rynki zachodnie – „Varsovie” pochodzi z EPki, którą będzie można kupić w maju. Mam nadzieję, że jak najszybciej, bo piosenka pokazuje jak powinno się grać pop w XXI wieku.

Przed „Avengers”, na których musimy czekać jeszcze niecały tydzień, wysyp trailerów. Najważniejsze to oczywiście nowy Spiderman oraz wieńczący trylogię Nolana Batman. Fajnie zobaczyć, jak różnie można podejść do komiksu, kontrastując wyprany z kolorów film Nolana z kolorową, nastoletnią wizją Marca Webba. Mimo wszystko czekam na oba tytuły, choć oczywiście to zwiastun filmu Nolana podnosi mi gorączkę o jeszcze kila kresek.

TOP 10 – Wykonania piosenek z „Glee”

1 Maj

Wielkimi krokami zbliża się finał trzeciego, jak zwykle nierównego sezonu „Glee”. Czasem zastanawiam się, dlaczego jeszcze oglądam ten serial, który zdaje się tracić swój komediowo-zadziorny pazur ta dobrze znany z sezonu pierwszego. No właśnie – „Glee” jest nieprzewidywalne. Raz to zwykła produkcja dla nastolatków, a za chwilę pełne popkulturowych żartów widowisko dla dorosłych seriale dla nastolatków parodiujące. To, co pozostaje niezmienne – to muzyka.

I tak powoli kończy się trzeci sezon a Ryan Murphy – pomysłodawca serii – zapowiada, że nie będzie to jeden z tych seriali, gdzie nastolatki są po milion lat w szkole średniej. I tak, wkrótce serial opuści lub też zmieni go kompletnie, 6 głównych bohaterów. Po doskonałym muzycznie ostatnim odcinku, poświęconym Whitney Houston (klip powyżej), postanowiłem przygotować swój własny ranking najlepszych „wykonów” z serialu, dla którego przez chwilę Ameryka oszalała.

10. Don’t Stop Believin’

Od tego wszystko się zaczęło i tym też otwieram swój ranking. Musical w formie serialu telewizyjnego? Dla współczesnej młodzieży? Jeszcze 5 lat temu każdy puknąłby się w głowę, a dziś „Glee” jest nagrodzone m.in 6 nagrodami Emmy i 4 Złotymi Globami – w tym dwa lata z rzędu za najlepszy serial w gatunkach „Komedia/Musical”. Pod koniec pilotowego odcinka, kiedy pierwszy raz słyszymy ten numer, chyba każdy kto oglądał wiedział już, że zobaczy następne odcinki…
9. Safety Dance

Pomysł, by postać na codzień będąca na wózku, zatańczyła w czasie flash moba w sekwencji będącej jednocześnie snem – to mogło wyjść wyłącznie spod pióra zakręconych twórców „Glee”. Czego jednak się spodziewać po serialu, którego głównym przesłaniem jest „nie przestawaj marzyć”. Sekwencja doskonale zrobiona.

8. Singin’ in the Rain/Umbrella

http://www.metatube.com/en/videos/42372/GLEE-UmbrellaaSingin-In-the-Rain-Full-Performance/embed/
Pamiętny mash-up zapewnił nagrodę Emmy samej Gwyneth Paltrow. Warto jednak pamiętać, że cały odcinek był doskonale napisany i pełen naprawdę odważnych jak na amerykański mainstream żartów napisanych specjalnie dla Paltrow. Finałowe wykonanie klasyka amerykańskiego musicalu połączonego z równie słynnym singlem Rihanny zaś – fenomenalną kropką nad „i”.

7. Like a Virgin

Świetny montaż, wokale i jednocześnie spójność fabularna? Wyjątkowe, jak na ten serial, połączenie sprawia, że wybacza się nawet dosadność tej wersji piosenki (to częsty przypadek, że słowa piosenki w „Glee” brane są bardzo dosłownie).

6. Defying Gravity

Chyba jeden z pierwszych ukłonów w stronę Broadwayu plus pierwszy duet, w którym swoje możliwości prezentują wspólnie Kurt (Chris Colfer) i Rachel (Lea Michele). Z ekranu powiało, nie pierwszy raz, magią… Jakby ktoś był ciekawy, piosenka pochodzi z wielkiego przeboju Broadwayu „Wicked”.

5. Bohemian Rhapsody

Gwiazda z Broadwayu Jonathan Groff – gościnnie tutaj – wyśpiewuje klasyk Queen w sposób taki, że przechodzą mnie ciarki. Idealny podkład do finałowego odcinka pierwszego sezonu, zmontowany na zmianę z ujęciami z porodu Quinn (Diana Agron)

4. Somebody to love

Jesli ktoś myślał, że udało im się raz – z „Don’t Stop Believin'” – ale już drugi raz się nie uda, to musiał poczekać do piątego odcinka, by zostać wyprowadzonym z błędu. „New Directions” jako chór wykonali tu klasyk Queen w sposób absolutnie wyjątkowy, a finałowa nuta w wykonaniu Mercedes (Amber Riley) – czapki z głów…

3. Rumor Has It/Someone Like You

Ten występ powinno się puszczać każdej dziewuszce, która postanawia zaśpiewać piosenkę Adele w formatach typu „X-factor” czy „Must be the Music”. tak się to robi, bo chodzi nie tylo o wokal, który niewątpliwie i Naya Rivera i Amber Riley mają znakomity, ale również o emocje. Tu zagrane wyśmienicie i posłużyły za doskonałą ilustrację odcinka poświęconego lesbijskiemu coming outowi Santany (Naya Rivera).

2. Rain on my parade – Lea Michele

Za cały komentarz wystarczy tytuł musicalu, z jakiego akurat nie pochodzi ta piosenka – „A Star Is Born” (ta jest z „Funny Girl”). Lea udowodniła, że jej obsesja na punkcie bycia nową Barbrą Streisand ma uzasadnienie wokalne. Na dowód i by zamknąć usta tym, którzy mówią, że Ci aktorzy tak naprawdę śpiewają przeciętnie, a całość jest super obrobiona przez kompy, wrzucam tym razem nie fragment odcinka, a  występ Michele z nagród Tony.

1. Cough Syrup – Darren Criss

Chyba najlepszy moment telewizyjny w tym roku, a na pewno najlepsza scena tego serialu. problem inności i wykluczenia jest w nim wyjątkowo często poruszany. Tym razem oprawca zmienia się w ofiarę, gdy jeden z osiłków prześladujących jawnego homoseksualistę Kurta sam okazuje się gejem. Kiedy sprawa wychodzi na jaw dochodzi do próby samobójstwa, zilustrowanej przepięknie właśnie tą piosenką (w oryginale zespół Young The Giant). Moim zdaniem najlepsze, najbardziej emocjonalne wykonanie w całym serialu i jego do dziś najmocniejsza scena.

Tyle podsumowań. Jeśli ktoś ma swoje typy, też chętnie je usłyszę…