Nowe Horyzonty – Przypowieść o bestiach

24 Lip

reż. Benh Zeitlin

wyst. Quvenzhane Wallis, Dwight Henry

Data premiery (Polska): 12 października 2012r. 

Drugi film, jaki miałem okazję zobaczyć na tegorocznym festiwalu to rewelacja z tegorocznych edycji festiwali Sundance i Cannes.

Kilkuletnia Hushpuppy żyje z ojcem w nietypowej wiosce na obrzeżach wielkiego miasta. Nie wiemy czy to świat po jakiejś apokalipsie, czy też może zapomniany jego kawałek współcześnie. W pobliżu znajduje się miasto, chronione przez tamę. Woda jest największym zagrożeniem dla mieszkańców Bathtub. Mieszkańcy Ci to banda odszczepieńców, współczesnych podstarzałych hipisów i alkoholików. Ojciec nie okazuje Hushpuppy miłości, traktuje dziewczynkę specyficznie, a mała musi być dostatecznie samodzielna by nie oczekiwać żadnej pomocy spoza miasteczka.

„Bathtub” to nazwa własna, ale też w końcu wanna – miejsce do którego napuszczamy wodę by się oczyścić, a potem wylewamy brudne mydliny. Bohaterom żyje się tam inaczej. Już na starcie opowieści widzimy jakieś lokalne święto – ponoć jest ich tam mnóstwo, podczas gdy w pobliskim mieście ludność „bawi się jedynie raz do roku”. To miejsce nie chce przystosować się do reguł świata zewnętrznego. Oznacza to jednak walkę. Brutalna rzeczywistość, reprezentowana w koszmarach Hushpuppy przez prehistoryczne monstra, w końcu dotrze do bram miasteczka…

Obraz debiutanta Benha Zeitlina pokazuje ogromny potencjał. Reżyser ma pomysł na język filmowy, konsekwentnie buduje wizję filmowego świata, okrasza to wszystko niesamowitymi muzycznymi motywami. Snuje przypowieść, w której metafora goni metaforę. Mnie ta metaforyczność miejscami męczyła, niemniej ciężko mi nie podziwiać ogromu pracy włożonego w ten film, jak i ogromu talentu jaki w nim widać. Brawa dla Quvenzhane Wallis, która tworzy kreację na miarę Anny Paquin z „Fortepianu” (inna sprawa czy dziewczynka w ogóle jest świadoma, czy gra…). Dwight Henry – amator, który wciela się w jej ojca równiez jest doskonały – tworzy obraz rozdartego szaleństwem i chorobami człowieka, skrzywdzonego przez życie, który jednocześnie stara się być dobrym ojcem – w swoim własnym specyficznym rozumieniu tej roli. Na brawa zasłużył też operator kamery. Wypełnia on obraz szczegółami i choć ogólny styl filmu jest surowy, łatwo zachwycić się drobnymi szczegółami, jak pyłki na wietrze czy bulgotanie wody. Zachwyca również wspaniała, pełna rytmów z południa USA muzyka (współautorstwa samego reżysera) oraz sugestywna scenografia.

Nie do końca porwał mnie ten obraz, ale nie odmawiam mu ani uroku ani twórcom talentu. Jeden z ciekawszych obrazów sezonu i jeden z tych autorów, na których kolejne filmy będzie się wyczekiwać. Warto przekonać się samemu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: