Nowe Horyzonty – Xavier, Xavier… co z Ciebie wyrośnie?

24 Lip

Na zawsze Laurence/Laurence anyways

Reż. Xavier Dolan

Wyst. Melvil Poupaud, Suzanne Clement, Nathalie Baye

Data premiery (Polska): 9.11.2012r. 

Trzeci pełnometrażowy film młodego kanadyjczyka, okrzykniętego kanadyjskim Almodovarem, rozczarowuje. Formalnie to po raz kolejny ta sama bajka co w „Wyśnionych Miłościach”, tematyka również dotyka znów seksualności, a na pierwszym planie jest miłość i trudne stosunki między ludźmi.

Laurence Alia to trzydziestoparolatek, nauczyciel literatury. Freddie to miłość jego życia. Para to niezwykła, pełna energii, szalonych pomysłów i przeciwna wszelkim konwencjom. Wszystko zmienia się, gdy Laurence oświadcza ukochanej, że tak naprawdę czuje się jak kobieta uwięziona w ciele mężczyzny. I że chce coś z tym zrobić… Następne 10 lat pokaże nam, jak ten krok zmieni życia i relacje bohaterów.

Najgorsze chyba w tym filmie jest to, że w środku kryje się film, który w sposób inteligentny i pełen zrozumienia podejmuje temat przemiany jednej osoby w zupełnie inną jej wersję. Niestety film ten zostaje zakłócony nadmiarem wątków, kiczowatych elementów i niezbyt dobrych dialogów, którym krytyczne spojrzenie i umiejętne podcięcie (o co najmniej 40 minut) wyszłoby zdecydowanie na dobre.

Bo Dolan nie wie, jaką historię chce nam opowiedzieć. Czy o przemianie Laurence’a, czy o reakcji społęczeństwa na nowego niego, czy o jego relacji z Freddie, czy o relacjach Laurence’a z matką czy o odkrywaniu przez niego nowego świata „freaków”. W rezultacie dostajemy film rozlazły i przydługi, w którym kilkakrotnie tempo nieznośnie siada, a niektóre sceny wydają się wydumane, a czasem wręcz wzięte z księżyca.

To co Dolan z kolei wie – to jak komponować kadry, bawić się światłem i dobierać soundtrack. Dolan żongluje muzycznymi stylami, od klasyki (Prokofiew, Beethoven), przez hity lat 80-tych i 90-tych (The Cure, Depeche Mode, sensacja jednego przeboju Visage), po niszowe kompozycje Fever Ray czy Craiga Armstronga. Niektóre sceny z powodzeniem możnaby puszczać osobno jako teledyski. Szkoda tylko, że już to widzieliśmy – w poprzednim filmie reżysera – „Wyśnionych Miłościach”, a pochwalony za tamten film reżyser zdaje się tym razem popisywać głównie umiejętnością pięknej kompozycji kadrów i dobierania odpowiedniego soundtracku.

Dolanowi marzyła się prawie trzygodzinna epopeja, ale pomysłów było trochę za dużo, tak samo jak ego i wyszło, jak wyszło. Miejscami jest to kino świetne (sceny szkolne, wybuch Fred przeciw politycznej poprawności, epilog), miejscami wybitnie irytujące (spora część drugiej połowy filmu, kolejne ujęcia dopalanych papierosów…).

Mimo wszystkich nierówności nie jest to jednak zły film (przy okazji tytuł jest błędnie tłumaczony jako „Na zawsze Laurence” – powinno być coś w rodzaju „W każdym razie Laurence”), ale mam nadzieję, że z tej ambitnej porażki wynurzy się Xavier Dolan, który następnym razem nas zaskoczy, zamiast chwalić się odgrzewanymi kotletami na zdecydowanie za długim obiedzie.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: