Oscar Race: The Perks of Being a Wallflower

9 Gru

Dzisiaj jest dzień, w którym zrobiło się naprawdę ciekawie. Nagrody przyznali krytycy nowojorscy (Ci recenzujący online), krytycy z LA i z Bostonu, a swoje nominacje ogłosili krytycy z Waszyngtonu.  Niedobrze, że wszystko zgarnia Kathryn Bigelow i jej „Zero Dark Thirty”. Nidobrze nie dlatego, że uważam że film może być zły. Sądzę, że będzie sokonały. Niedobrze dlatego, że tak ciekawy rok nie powinien mieć jednego faworyta krytyków. Liczyłem na nieco większy rozstrzał. Chyba, ze to właśnie jest to arcydzieło, którego – widząc większość faworytów- jeszcze w tym roku na ekranach nie widziałem.

Wygląda na to jednak, że w prawie każdej z pozostałych kategorii jest 2-3 kandydatów z równymi szansami na zwycięstwo. Za scenariusz zgarniają nagrody Tony Kushner za „Lincolna”, ale też Mark Boal za „Zero Dark Thirty”, za zdjęcia Claudio Miranda za „Życie Pi”, ale też Roger Deakins za „Skyfall”, Mihai Malaimare Jr za „Mistrza” . Swoją pierwszą nagrodę dostałą Emmanuelle Riva.  Nowojorscy krytycy online nagrodzili Anne Hathaway i Tommy’ego Lee-Jonesa, ale już w La wygrali Dwight Henry za „Bestie…” i Amy Adams za „Mistrza”, a w Bostonie Sally Field jednym głosem  wygrała z … Emmą Watson, a za drugoplanową rolę nagrodzono Ezrę Millera – obie role w filmie, o którym coraz częściej i głośniej mówi się jako o „underdogu” tegorocznego sezonu nagród i „kultowym” hicie – „The Perks of Being a Wallflower”.  Dlatego też dziś właśnie o nim.

The Perks of Being a Wallflower

reż. Stephen Chbosky

wyst. Logan Lerman, Emma Watson, Ezra Miller, Mae Whitman

Data premiery (USA/Kanada): 12.10.2012 (data premiery w Polsce: nieustalona)

Raz na jakiś czas zdarza się, że daję się w kinie zaskoczyć. Zwykły film, który wygląda na „kolejną produkcję z gatunku” okazuje się być czymś dużo większym, głębszym, lepszym. Zdarzyłomi się to przy „Casino Royale”, zdarzyło się w czasie oglądania „Scott Pilgrim vs. The World”, czy „Kick-Ass”.  W tym zaś roku zdarzyło mi się to jeden jedyny raz – na filmie, który zaskoczył mnie i poruszył w sposób, którego się nie spodziewałem. Ten film to właśnie „The Perks of Being a Wallflower”.

Historia jest z pozoru prosta i ograna przez kino od mistrzów jak John Hughes („Pretty in Pink”, „The Breakfast Club”) poprzez rzeszę jego mniej lub bardziej udanych naśladowców po Tinę Fey („Mean Girls”). „Perks” to historia, w której niedopasowany, nieco nieśmiały Charlie próbuje się odnaleźć po ciężkich przejściach w nowej szkole. Natrafia na Patricka i Sam – przybrane rodzeństwo „wyrzutków”, którzy próbują być bardziej oryginalni niż pozwala im ich rzeczywistość. Brzmi znajomo, prawda?

Nie umiem powiedzieć, co sprawia jednak, że „Perks” jest filmem wyjątkowym, ale wydaje mi się, że jest to pasja. Stephen Chbosky jest autorem książki, częściowo autobiograficznej, na bazie której film powstał. Jest też autorem scenariusza i reżyserem. Dodam, że to jego pierwszy fabularny film.  I może dlatego właśnie udaje mu się z każdego aktora, z każdej sytuacji wyciągnąć 100% prawdy. Może to ta pasja, a może po prostu facet jest niesamowicie zdolny? Nie wiem oczywiście, ale bardzo spodobało mi się zdanie, które znalazłem w internecie, a które wypowiedział reżyser podczas jednego z Q and A po pokazie. „Chciałem spojrzeć na stan emocjonalny dojrzewania bez popadania w sentymentalizm”. To jeden z elementów sukcesu tego filmu. Inny to fakt, że sposób opowiadania historii przez reżysera sprawia, że każdy potrafi w nim odnaleźć cząstkę swoich własnych doznań z tamtego czasu. Pierwsza miłość, odkrywanie seksualności, nowe towarzystwo, pierwsze imprezy, dziwni znajomi, pierwszy alkohol czy narkotyki – niby sztampa, ale ile znacie filmów, w których jest to pokazane dobrze?  Ta uniwersalność, przy zachowaniu kultowych typów z filmu Hughesa (the Jock, the Brain, the Criminal, the Princess, the Basket Case), ale  z dodatkowym „twistem” to kolejny atut filmu.

Trzecim czynnikiem jest obsada. Ezra Miller znalazł się na radarach wszystkich jako mroczny Kevin z „Musimy porozmawiać o Kevinie” – tutaj pokazuje komediowe oblicze i już widać, że rośnie aktor uniwersalny – River Phoenix dla nowego pokolenia. Emma Watson daje sobie świetnie radę i pokazuje, że jest w stanie wyjść z cienia Harrego Pottera i zagrać odważniejszą rolę. Z wywiadów, jakie czytałem z reżyserem filmu wiem też, jak walczyła o ten projekt i za to mam do niej jeszcze większy szacunek. Mae Whitman po raz kolejny udowadnia talent, choć tu ma chyba najbardziej sztampową rolę z wszystkich. Dorośli w filmie też są bardzo ciekawi – Joan Cusack, Paul Rudd, Dylan McDermott, Kate Walsh i Melanie Lynskey tworzą bardzo solidne tło dla kreacji młodych. No i na koniec Logan Lerman. Chłopak znany głównie z filmu „Percy Jackson i Bogowie Olimpijscy” i „3:10 do Yumy” tutaj jest po prostu niesamowity. Po raz kolejny chcę napisać, że gdyby to był inny rok, a nie taki gdzie kategoria Najlepszy Aktor na Oscarach przypomina wojnę na Olimpie, Lerman miałby ogromne szanse, mimo tego, że ma dopiero 20 lat. Dojrzała kreacja, z ogromną porcją emocji, skierowanych głównie do wewnątrz. Byłem pod ogromnym wrażeniem tego chłopaka i pozostaję pod tym wrażeniem, oczekując kolejnych wielkich ról i Oscara przed 40-tką.

Tak naprawdę nie jest to film, o którym będzie się pisać prace na filmoznawstwie. Nie jest to uczta wizualna jak „Życie Pi”, film ważny politycznie jak „Argo”, wielka historia Ameryki jak „Lincoln” czy współczesna historia romantyczna jak „Silver Linings Playbook”. A jednak jest to jedyny w tym roku film, który mnie autentycznie wzruszył. Choć zdaję sobie sprawę, że obiektywnie nie jest to najlepsza produkcja roku przyznaję szczerze – „The Perks of Being a Wallflower”  to mój ulubiony film 2012 roku.

Potencjalne nominacje: 2

Najlepszy scenariusz adaptowany, Najlepszy aktor drugoplanowy – Ezra Miller

Mini-analiza:

To było trochę myślenie życzeniowe, że ktoś doceni ten film. Do czasu. Scenariusz docenili krytycy z Waszyngtonu, Ci z Bostonu zaś docenili Ezrę Millera i Emmę Watson. Szkoda, że najlepszy z trójki Lerman nie ma szans, ale przynajmniej „jest na radarze”. Coraz więcej też krytyków przyznaje, że film znajduje się na ich liście ulubionych, choćby krytycy Entertainment Weekly czy ranking Huffingnton Post. Dzięki temu „buzzowi” film może zdobyć jedną może nominację do Oscara. Dla takiego „małego” filmu to i tak będzie dużo. Może wtedy doczeka się polskiej premiery kinowej…

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Oscar Race: The Perks of Being a Wallflower”

  1. Natalia 10/12/2012 @ 10:45 #

    Uwielbiam Ezrę, śledzę jego karierę i bardzo mu kibicuję więc na ten film też czekam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: