Oscar Race: The Master (recenzja)

19 Gru

The Master/Mistrz

reż. Paul Thomas Anderson

wyst. Joaquin Phoenix, Phillip Seymour Hoffman, Amy Adams

Data premiery (Polska): 23.11.2012r.

Nie jestem bezgranicznym fanem Andersona, jak niektórzy wielbiciele kina. Cenię go za jego twórczość, uważam za jednego z najlepszych pracujących obecnie reżyserów, ale nie zawsze dociera do mnie jego kino. Mimo to „Aż poleje się krew” („There will be blood”) uważam za arcydzieło kina. Film przemyślany w stu procentach, ocierający się o doskonałość. Piszę to wszystko by wyjaśnić, że oglądając „Mistrza” nie potrafiłem uciec od porównań z poprzednim filmem reżysera.

I na tym tle „Mistrz” wypada blado. Po pierwsze w ogóle do mnie nie przemawia pomysł na ten film. W tej opowieści o rozbitkach drugiej wojny światowej i narodzinach jakiegoś niezbyt wiarygodnego kultu brakuje mi powietrza. Brakuje miejsca na interpretację, jak w przypadku „There..”. Brakuje miejsca dla widza. Praktycznie każda scena ciągnie się w nieskończoność, przykładowo na zawiązanie jakiejkolwiek akcji czekać trzeba 30 minut. Autor ewidentnie rozkoszuje się każdą minutą swojego dzieła i lekce sobie waży w tym wszystkim widza. Owszem, kadry skomponowane są przepięknie i widać, że starannie przemyślane, ale za długie. Reżyser miał swoją wizję i chwała mu za to, ale po pierwsze  moim zdaniem zbyt często powtarzał się w stosunku do poprzedniego filmu. I po drugie można łamać reguły opowiadania historii, ale trzeba wiedzieć że cierpliwość widza też ma swoje granice.

Dużo się mówi o dobrym aktorstwie w tym filmie. Joaquin Phoenix daje tu prawdziwy popis, zdaje się być zatopiony w tej roli i gdyby nie to, że przed nim jeszcze Hawkes, Washington i Day-Lewis, to pewnie miałby szansę na Oscara. A tak zadowoli się prawdopodobnie nominacją, chyba że wyprzedzi go Bradley Cooper, choć to byłoby niedopatrzenie moim zdaniem. Seymour Hoffman zbiera też nagrody krytyków, ale wydaje mi się, że głównie za to, że jest po prostu niezawodny i tutaj gra na swoim zwykłym, wysokim poziomie. Amy Adams jest dla mnie dobrze obsadzona, choć nie ma za wiele do roboty. Owszem, aktorzy dają się pochłonąć rolom i za to należą się im brawa, ale co z tego, skoro większość tego bełkotliwego dzieła wygląda, jakby składała się z improwizowanych ćwiczeń aktorskich. Tak jakby reżyser mówił im tylko, jakie emocje pokazać, a dialogi wymyślali sami.

Podsumowując: Nie uwierzyłem w to co widzę na ekranie, nie wciągnęło mnie to zupełnie. Czułem się jak postronny, kompletnie niezaangażowany obserwator.  „Nie wierz mu, on to wymyśla na bieżąco” – mówi o swoim ojcu, liderze sekty jeden z bohaterów. To właśnie chciałem powiedzieć potencjalnym widzom tego filmu o jego reżyserze. Wielkie rozczarowanie.

Potencjalne nominacje: 6

Film, Aktor, Aktor Drugoplanowy, Aktorka Drugoplanowa, Scenariusz,  Zdjęcia, Muzyka

Mini-analiza:

Pomimo mojego rozczarowania filmem obstawiam, że to „ambitne” kino znajdzie swoich fanów wśród członków Akademii. Dlatego też obstawiam nominacje dla Filmu i Scenariusza, ale nie dla Andersona jako reżysera. Aktorskie trio będzie nominowane, ale odejdzie z niczym. Największe szanse mają w tym filmie przepiękne zdjęcia, za które odpowiada Mihai Malaimare Jr. I jet to też jedyna kategoria, w której mógłbym filmowi kibicować.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: