Podsumowanie 2012: Płyty (Świat)

28 Gru

Tu już podzieliłem sprawę na EP-ki i tzw. długogrające (jak to w ogóle brzmi w tych czasach!). Co do EP-ek, to podsumowanie drugiej połowy roku (pierwsza tutaj) znajdziecie tu chyba tuż po Nowym Roku. Natomiast dziś LP.

Parę słów wstępu. Gusta są różne jak różni są recenzenci, wiadomo. Stąd dla mnie np. Frank Ocean to najbardziej przereklamowany artysta roku, który gdyby nie był pierwszym raperem-biseksualistą nie miałby tak doskonałej prasy na bank. Nie należę do kościoła Grimes, nie przekonuje mnie. Tame Impala nagrali płytę, jak zwykle, genialną, ale nie jest to krążek, który bym słuchał w kółko w tym roku. W przeciwieństwie do tych poniżej.

10. Jack White – Blunderbuss

Nigdy bym nie pomyślał, że w 2012 roku posłucham bluesowej płyty, która mnie chwyta i wciąga do swojego świata Ale to Jack White, którego fanem do tej pory nigdy nie byłem. Jak pisałem, trzeba naprawiać błędy w każdej dziedzinie.

9. Lana del Rey – Born To Die

Album najbardziej dziwnie oceniany w tym roku. Hajp był tak duży, że oczywiście reakcje po wydaniu albumu były złe. teraz dopiero nagle płyta wraca w podsumowaniach wielu ludzi. W tym i moim. Za dużo tu dobrych singli by można mówić o słabym albumie. A nawet słabsze kawałki jak „Carmen” mają swój pewien urok. Jedyne co chciałbym zapomnieć to EP-ka „Paradise Edition”, na której spodobał mi się tylko 1 utwór.

8. Hot Chip – In Our Heads

Zaskoczyło mnie to, jak spójna była ta płyta. Zaskoczyło mnie również to, że be widocznego wysiłku Londyńczycy nagrali album bez praktycznie żadnej słabej piosenki.

7. C2C – Tetra

Przypadkowe odkrycie. 4 francuskich DJ-ów nagrywających coś w stylu neo-funk-soul-popu, jeśli już trzeba byłoby to sklasyfikować. To doskonała płyta pełna świetnie skonstruowanych numerów, skreczy i gościnnych wokalistów. Uwielbiam ten album.

6.  ∆ (Alt – J) – An Awesome Wave

Znowu zaskoczenie. Czwórka z Leeds przeszła przez ten rok jak burza. Na początku uznałem, że nazwanie zespołu od klawiaturowego skrótu, za pomocą którego na Macach osiąga się grecką literę delta to szczyt hipsterskiej pretensjonalności. Na szczęście album broni się muzyką.

5. Purity Ring – Shrines

Nowa jakość w muzyce to może jednak za dużo powiedziane niemniej ten album swoimi dziwnymi, niepokojącymi melodiami zapada w pamięć na długo. Słucha się go wciąż z ogromną przyjemnością.

4. ODESZA – Summer’s Gone

Najlepsze wspomnienie lata, którego nigdy nie było. Muzyka, która przenosi do krainy gdzie zawsze świeci słońce. Chillout idealny.

3. Jessie Ware – Devotion

Zakochałem się w głosie Jessie Ware od pierwszego singla i tak już pozostało. Nie za wiele mogę dodać, ale taki op powinien się pojawiać częściej na falach radiowych.

2. Macklemore x Ryan Lewis – The Heist

Zwykle nie słucham płyt hiphopowych, ale ta uwięiła mnie od pierwszego singla. Nie mogę sobie wybaczyć, że nie dostałem biletów na ich występ w Toronto, ale mam nadzieję, że przyjadą do Polski w przyszłym roku.

1. Crystal Castles – (III)

Trzeci album i trzeci raz bez wpadki. Niesamowity zestaw piosenek Ethana i Alice, którego słucha się z nieodmienną fascynacją.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: