Oscar Race: Niemożliwe (recenzja)

8 Sty

„Oscar Race” dzisiaj bez Oscarowego wstępniaka. Wieczorem nominacje ogłosi Gildia Reżyserów, a w czwartek nominacje do Oscarów. Postaram się więc jutro wrzucić recenzję „Życia Pi”, a w czwartek „Wroga Numer 1”. Dziś jedynie przewidywania Awardsdaily, jak rozwinie się reżyserski wyścig po nagrodę DGA, czyli pośrednio po Oscara.

Niemożliwe/The Impossible/Lo imposible

reż. Juan Antonio Bayona

wyst. Naomi Watts, Ewan McGregor, Tom Holland, Geraldine Chaplin

data premiery (Polska): 11.01.2013r.

Pod koniec grudnia 2004 roku tsunami uderzyło w wybrzeża południowo-wschodniej Azji. Film Bayony, zrobiony przez hiszpańską ekipę i oparty na prawdziwej historii pewnej hiszpańskiej rodziny, opowiada o próbie przetrwania i uratowania bliskich w obliczu tragedii i wśród panującego chaosu.

Wśród przeciwników filmu Bayony przewijają się w kółko trzy zarzuty. Po pierwsze, że skupia się na jednej rodzinie, a jego film pomija fakt, że katastrofa zabrała życie ponad 230 000 osób, że ignoruje tragedię Azjatów. To tak jakby powiedzieć, że „Titanic” Camerona obraża pasażerów statku, bo skupia się na miłości Jacka i Rose. Tam chyba nawet byłoby gorzej, bo miłość jest fikcyjna, a tu mamy historię prawdziwej rodziny. I moim zdaniem ta historia jest tak efektywna i trzymająca w napięciu właśnie dlatego, że stawia nas w sytuacji i w skórach tej jednej rodziny i pozwala przeżyć ich historię, w czym zasługa zarówno scenarzysty i reżysera jak i operatora. Poza tym ja wcale nie dostrzegłem, by reżyser ignorował tragedię Tajów, wręcz przeciwnie. Na każdym kroku podkreśla, jak mimo własnej tragedii pomagali turystom, czy to w scenach ratunku czy w szpitalu. Pomagali, tak jak umieli. Co do pozostałych, którzy mieli mniej szczęścia niż Maria i jej rodzina, im również reżyser składa hołd, w drobnych subtelnych scenach. Przynajmniej taka była moja interpretacja zamierzeń reżysera, co widać w końcowych scenach filmu. Jeśli ktoś wciąż ma wątpliwości, zalecam przeczytanie recenzji autorstwa kogoś, kto przeżył tę katastrofę w tej samej prowincji co bohaterowie filmu. Faktem jest również pewna ciekawostka – wielu ze statystów występujących w filmie to ofiary faktycznej katastrofy.

Drugi zarzut to tani, kiczowaty melodramatyzm. Nie zaprzeczam, film ma konwencję ckliwego melodramatu. Jak inaczej przedstawić historię rodziny, postawionej w obliczu straty? Czy zwykli ludzie w takich chwilach nie płaczą, nie mówią sobie, że się kochają etc.? Reżyser zdecydował się opisać historię jednej rodziny i to fakt, że manipuluje naszymi emocjami. Robi to w sposób dobrze zaplanowany, powiedziałbym nawet „mistrzowski”. Nie jest to dla mnie bynajmniej oznaka jego słabości, wręcz przeciwnie. Jak ktoś trafnie napisał, ten film mógłby zrobić Steven Spielberg, bo to taka jego konwencja. Tu zgadzam się całkowicie. Ciekawe czy wtedy byłyby zarzuty o łzawy melodramatyzm.

Ostatni zarzut to fakt, że reżyser i całą ekipa i pierwowzoru filmowych bohaterów są Hiszpanami. Natomiast w filmie Bayony są oni białą brytyjską rodziną. Cóż, można oczywiście krytykować przez to film. Ale powód jest, z tego co wiem, prozaiczny. Bayona nie dostałby pieniędzy na swój film, gdyby nie zatrudnienie międzynarodowych gwiazd (przynajmniej tak twierdzi Ewan McGregor w wywiadzie dla kanadyjskiego magazynu filmowego, który wpadł mi w ręce w listopadzie). Poza tym, nie oszukujmy się, na świecie wciąż łatwiej sprzedać film w anglojęzycznymi bohaterami.  Bardzo dobrze broni tej decyzji ten artykuł.

Skoro już uporaliśmy się z zarzutami, to czas na to, co sądzę o filmie, skoro żarliwie go bronię. Bronię go, bo uważam, ze w zamierzonej konwencji jest niezwykle sprawnie zrealizowany i bardzo efektywny. Że reżyser osiągnął dokładnie to co zamierzał. I że ten film oddziałuje na widzów, co widać w Hiszpanii, gdzie przegonił już chyba lub wkrótce przegoni „Titanica”. Znowu pada tu słowo „Titanic” i nie bez powodu, bo Bayona w porównywalny do Camerona sposób radzi sobie z budowaniem napięcia i z filmowaniem trudnych scen rozgrywających się tuż po ataku fali. Moim zdaniem cała jego ekipa – na czele z operatorem – poradziła sobie świetnie, a sekwencja naprawdę wgniata w fotel.

Różnie dobrego nosa miał Bayona do aktorów. Naomi Watts ma tu do zagrania rolę trudną, bardzo fizyczną, co wcale nie jest dla aktora proste. Jest jednak doskonała w tej roli i wszelkie nominacje, które zbiera, są zasłużone. Nieco gorzej radzi sobie McGregor, choć moim zdaniem brak entuzjazmu dla jego udziału w filmie wynika bardziej z niedoskonałości konstrukcyjnej filmu – sami zobaczycie o co mi chodzi w kinie, ale taka konstrukcja filmu jaką przyjął reżyser odbiera mu część mocy. Prawdziwym odkryciem aktorskim jest natomiast 16-letni Tom Holland, który już zbiera wyróżnienia za świetną kreację Lucasa – najstarszego syna Marii. Ten chłopak radzi sobie równie dobrze, jak niegdyś Christian bale w „Imperium Słońca” i wróżę mu równie wielką karierę.

W paragrafie wyżej mówię o zarzutach co do konstrukcji filmu. Staram się, jak zwykle unikać spoilerów, lecz myślę że większość z was jeśli zdecyduje się pójść na film, to zrozumie o co mi chodzi. Drugi z zarzutów to kiczowatość, której moim zdaniem w paru scenach (zwłaszcza w jednej sekwencji snu pod koniec filmu) nie udaje się uniknąć reżyserowi, co udowadnia tylko, że melodramat jest jednym z trudniejszych gatunków. Niemniej uważam, że „Niemożliwe” to niezwykle udany i niezwykle efektywny oraz wzruszający film katastroficzny, który pokazuje skalę tragedii jaka miała miejsce w Azji w 2004r. Pokazuje też jak różnie ludzie reagują na siebie w obliczu tragedii. I w tym tkwi jego ogromna siła. Zdecydowanie polecam.

Potencjalne nominacje:

Aktorka

Mini-analiza:

W tak zatłoczonym roku dobra robota techniczna przy „The Impossible”, który de facto jest hiszpańską produkcją, przejdzie niezauważona na rzecz większych hollywoodzkich produkcji. Szkoda, bo moim zdaniem nawet Bayona mógłby spokojnie powalczyć z niektórymi o piąte miejsce w reżyserskim wyścigu, choć np. analitycy Awardsdaily pominęli go całkowicie.  Natomiast nominacja dla Naomi Watts jest niemal pewna, zwycięstwo będzie już dużo trudniejsze, bo jednak i panie Lawrence i Chastain grają w filmach, które chyba zdobędą więcej nominacji.

Reklamy

Jedna odpowiedź to “Oscar Race: Niemożliwe (recenzja)”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: