Long story short 012

26 Sty

Nowe „Star Wars” w końcu mają reżysera. J.J. Abrams – reżyser odpowiedzialny za sukces seriali  „Lost” i „Alias”, ale też za porażkę „Alcatraz’ i „Undercovers”, który ostatnio zrobił dwie części „Star Treka” i całkiem wdzięczny hołd dla wczesnego Spielberga czyli „Super 8”. Piszę to wszystko po to, by uzasadnić, że w moich oczach to reżyser o przebiegu kariery niczym sinusoida. Niektóre jego propozycje są dla mnie wysoce niestrawne, inne uważam za co najmniej dobre. WIem natomiast na pewno, że Abrams ma talent, dobrą rękę do wybierania aktorów i jest ogromnym fanem science-fiction jako gatunku. Jestem pewien, że ten zapatrzony w „Gwiezdne Wojny” reżyser zrobi wszystko, co w swojej mocy. Na razie nie wiem, czy się ekscytować czy nie. Poczekam chyba do pierwszego trailera albo chociaż poznania strzępków fabuły, albo chociaż obsady 😉

W dzień po Openerze na głównej scenie festiwalu wystąpi Rihanna. To bardzo fajny prezent dla Openerowiczów i bardzo sprytny chwyt marketingowy. Dzięki temu, że wstęp na koncert będzie bezpłatny z 4-dniowym karnetem na Festiwal, być może więcej dzieciaków zaryzykuje wyprawę na cały Festiwal i zapozna się z nową muzą (przy okazji nabijając kabzę Mikołajowi Ziółkowskiemu). Z drugiej strony, część festiwalowiczów (obstawiam, że tych starszych i bardziej nastawionych na rockowe oblicza Openera) pewnie odpadnie i zrobi miejsce na polu i pod sceną mieszkańcom Trójmiasta, którzy przyjdą zobaczyć księżniczkę popu. Tak czy owak pewnie będzie to wielki sukces frekwencyjny i kasowy. I kto wie, zapewne też bardzo fajny show.

Justin Timberlake pokazał nam najnowszy prawie teledysk (w konwencji modnego od jakiegoś czasu „lyric video”) do pierwszej piosenki z nowej płyty „20/20 Experience”. Sama płyta ukaże się 19 marca. Piosenkę już linkowałem pisząc o najbardziej oczekiwanych płytach 2013 roku, jednak nigdy nie pisałem, co o niej sądzę. Myślę, że – jak napisało już wielu przede mną – wielu ludzi cieszy bardziej czym ta piosenka nie jest, niż to czym jest. Dzięki Bogu, że nie jest to kolejna piosenka EDM (electronic dance music) w stylu Davida Guetty oparta na „tłustym bicie” i że nie jest to jakiś odpad z sesji nagraniowych do „Future/Love Sound”. Nie jest to może jakiś świetny numer, ale jest niezwykle przyjemny dla ucha, ma nowoczesną produkcję, ale klasyczny „feeling” i myślę, że podobnie jak z poprzednimi płytami Justina – pierwszy singiel zrobi miejsce dla kolejnych, dużo lepszych.

W Polsce to chyba nie było zbyt popularne, ale showman Jimmy Kimmel (taki trochę Kuba Wojewódzki light) zaczął parę lat temu rzekomy spór z Mattem Damonem. Wszystko oczywiście było ustawione, ale Kimmel zapowiadał go jako ostatniego gościa, tylko po to by na końcu nie wpuścić go na kanapę twierdząc, że mają zbyt mało czasu antenowego. Żart powtarzał potem w prawie każdym programie. Następnym krokiem była wojna na piosenki – Damon nagrał piosenkę „I’m fucking Matt Damon”, którą śpiewała ówczesna dziewczyna Kimmela, komiczka Sarah Silverman. W odpowiedzi na to Kimmel nagrał piosenkę… „I’m fucking Ben Affleck”, w której pojawiło się sporo gwiazd Hollywood. Oczywiście można narzekać, że kolejna sztuczność i epatowanie blichtrem Hollywood, a jednak mi takiego dystansu w polskich gwiazdach brakuje, dobrze więc że są te Amerykańskie. W czwartek Damon „porwał” cały show Kimmela i przerobił na swoją modłę, a pomogło mu w tym tyle gwiazd, że publiczność była zachwycona. Wyszło miejscami całkiem zabawnie.

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: