Niedziela z… nowymi serialami

3 Lu

Tym razem weekend upłynął mi pod znakiem zapoznawania się z nowymi serialami. Tymi, które zadebiutowały w czasie tzw. „midseason” czyli w połowie amerykańskiego sezonu telewizyjnego. Jak zwykle okazało się to niełatwym, wymagającym dużej dozy cierpliwości zadaniem. Dorzucam tez do zestawu jedna Polska koprodukcje, która próbowałem „zmęczyć”.


The Americans

Szanse na utrzymanie sie w TV: ciężko ocenić (dopiero co wyemitowano pilotowy odcinek)

Kto za tym stoi? Joe Weisberg- były oficer CIA, który od paru lat para się pisaniem scenariuszy

Kto przed kamera? Matthew Rhys („Bracia i Siostry”), Keri Russell („Felicity”) i Noah Emmerich („Truman Show”)

O czym to? O parze rosyjskich szpiegów udających w USA szczęśliwe małżeństwo z dwójką dzieci, osadzone na początku lat 80-tych.

Plusy i minusy: Na plus na pewno obsada. Rhys i Russell są oboje bardzo przyzwoitymi aktorami, obytymi z produkcją telewizyjną. I tutaj wchodzą w nowe role bardzo szybko. Serial ma też w miarę przyzwoicie napisane dialogi i soundtrack rodem z lat 80-tych (Phil Collins, Fleetwood Mac). Musze jednak przyznać, że mnie ta historia nie wciągnęła. Nie widzę w niej nic na tyle ciekawego, by obejrzeć kolejny odcinek. Musze tez przyznać, że dałbym po głowie osobie, która zdecydowała się we flashbacku cofającym widzów o 20 lat – do czasu treningu bohaterów – użyć tych samych 40-letnich aktorów. Wygląda to strasznie kiepsko i od razu godzi w odbiór całości, która raczej stawia na podejście „nudnego realizmu”, a nie tanich i szybkich zwrotów akcji.

Werdykt: Krytykom się podoba.Przyzwoita nuda, która może znaleźć swoich fanów. Ja jednak nie jestem jednym z nich.

Banshee

Szanse na utrzymanie sie w TV: pierwszy sezon na pewno zostanie wyemitowany w calości

Kto za tym stoi? Jonathan Tropper i David Schickler, a producentami wykonawczymi sa m.in Alan Ball („True Blood”) i Greg Yaitanes („Dr House”).

Kto przed kamera? Nowozelandczyk Anthony Starr, Ivana Milicevic („Vegas”, „Hawaii Five-O”), Ulrich Thomsen („Fringe”)

O czym to? O złodzieju ściganym przez mafie, który podszywa się pod szeryfa małego miasteczka, w którym mieszka spora populacja amiszów oraz lokalna silnie rozwinięta mafia.

Plusy i minusy: Na plus: bawiłem się fantastycznie na pierwszej godzinie. Natomiast zdecydowanym minusem jest to, ze kompletnie nie tak jak chcieliby twórcy. Jest to produkcja o kablówkowa jest więc seks, przemoc i przekleństwa. Nie ma natomiast za grosz logiki. Mamy np. uwierzyć, że do miasta przyjeżdża nowy szeryf i nikt go nigdy nie widział. W dobie Facebooka? Naprawdę?! Bzdura goni tu bzdurę i naprawdę miałem opory żeby dokończyć nawet pierwszą godzinę tego wątpliwego dziełka.

Werdykt: Zdecydowanie odradzam.

The Carrie Diaries

Szanse na utrzymanie się w TV: spore

Kto za tym stoi? Josh Schwartz („Plotkara”) i Candace Bushnell (autorka „Seksu w wielkim mieście”)

Kto przed kamera? AnnaSophia Robb („Charlie i Fabryka Czekolady”), Matt Letscher (serial „Skandal”), Ellen Wong („Scott Pilgrim vs. Świat”).

O czym to? O nastoletnich latach kultowej bohaterki „Seksu w wielkim mieście” – Carrie Bradshaw i jej pierwszych krokach w Nowym Jorku w połowie lat 80-tych.

Plusy i minusy: Weź trochę „Plotkary”, trochę filmów Johna Hughesa, wielkie muzyczne hity i kiczowate stylówki lat 80-tych oraz ślicznych bohaterów, z których każdy wygląda jak z reklamy modowej i otrzymasz „Seks w wielkim mieście” w wersji dla młodych panien. Od razu mówię, ze nie jest to serial zły. Pierwsze odcinki maja w sobie dużo mniej wyrachowania, a więcej serducha niż spodziewałem się po tym wyglądającym na skok na kasę pomyśle. Serial czyni swych ślicznych bohaterów nieco bardziej naiwnymi niż dzisiejsze nastolatki, ale nie traktuje ich jak debili (przynajmniej na razie). Ma to przyjemny oldskulowy klimat i myślę, że niejednej nastolatce – początkującej hipsterce – może się spodobać. Ja się do targetu tego serialu nie zaliczam, ale fajnie było poobczajać stylówki i posłuchać dobrych starych hitów. Podsumowując: to kawałek przyzwoicie zagranego „primetime tv”.

Werdykt: Jeśli czujesz się targetem tego serialu, warto spróbować. Nie jest nawet w połowie tak zły jak mógłby być.


The Following

Szanse na utrzymanie się w TV: póki co ogromne (na razie padają bardzo wysokie liczby widzów)

Kto za tym stoi? Kevin Williamson („Krzyk”, „Dawson’s Creek”)

Kto przed kamera? Kevin Bacon („Uspieni”, „Footloose”), James Purefoy („Rzym”), Shawn Ashmore („X-men”)

O czym to? O agencie FBI, który odszedł ze służby po tym, jak został poważnie ranny łapiąc niebezpiecznego morderce. Teraz morderca-geniusz znowu wciąga go w swą chorą grę.

Plusy i minusy: Pamiętacie pierwszą (chronologicznie) część serii o Hannibalu Lecterze? Zekranizowanego dwa razy „Czerwonego Smoka”? Tam agent Will Graham, poważnie uszkodzony przez Hannibala Lectera podczas aresztowania, ponownie korzysta z jego pomocy scigając morderce, który wycina ofiarom oczy. Ewidentnie Kevin Williamson albo pamięta aż za dobrze albo nie pamięta w ogóle tamtej historii, bo kopiuje ją toczka w toczkę, dodając kilka niespodziewanych „twistów” do całej historii. Główną zmiana jest „sekta” wyznawców mordercy, których uwiódł on swą szaloną retoryką. Dzięki niej zapewne serial będzie się ciągnął długo i będzie coraz głupszy, co widać już w pierwszych dwóch godzinach. Jednak jako popcorn dla mózgu funkcjonuje znakomicie, a wszyscy grają tu tak, jakby serial był co najmniej dwie półki wyżej niż jest. Jedyne zastrzeżenie mam do Purefoya, którego ubóstwiałem w „Rzymie”, a tutaj jest pretensjonalną i sztuczną podróbą Hannibala Lectera.

Werdykt: „The Following” jest trochę jak McDonald’s na kacu. Ładnie wygląda na pierwszy rzut oka, jest znajome i choć wiesz, że to dla ciebie niedobre i że to absolutnie nie jest tak dobre jak prawdziwy burger, to nie możesz przestać jeść.

UPDATE: nie zauważyłem, że plik TXT wykasował mi wszystkie polskie znaki. Już zostało to poprawione. Pozostałe nowe produkcje w następną niedzielę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: