W kinach: Drogówka (recenzja)

6 Lu

Drogówka

reż. Wojciech Smarzowski

wyst. Bartłomiej Topa, Arkadiusz Jakubik, Eryk Lubos, Jacek Braciak, Robert Wabich, Julia Kijowska

data premiery (Polska): 1.02.2013r.

Na początek chciałbym skomentować irytującą (mnie przynajmniej) tendencję panującą w polskich mediach. ich tabloidyzacja staje się powoli w naszym kraju całkowita. Widać to też przy okazji przypadku Wojciecha Smarzowskiego. Obecnie panującą tendencją jest mówienie, że to najwybitniejszy polski reżyser (przynajmniej z tych, którzy wciąż tworzą). W związku z tym, że u nas opinia publiczna kupuje to, co mówią im media, zwłaszcza gdy te media są „mądre”, to wyrażanie jakiejkolwiek wątpliwości odnośnie któregokolwiek z filmów reżysera jest odbierane jak atak na świętość lub określenie się jako debila, który nic nie czai. przekonał się o tym recenzent Filmwebu, na którego spadła w komentarzach burza z piorunami gdy nazwał reżysera „jednym z najlepszych kinowych rzemieślników w kraju”. Dlaczego o tym wspominam? Bo sam miałem podobne przemyślenia w czasie oglądania „Drogówki”. To przeświadczenie, że Smarzowski jest już do tego sprawny w rzemiośle firmowym, że potrafi dostarczać dzieła na pewnym wyśrubowanym poziomie. To ten angielski „craft”. Nie odmawiam jednak Smarzowskiemu także przydomka „art”, nawet jeśli czasem to głównie popart w polskim alkowydaniu.    Nie odmawiam, bo jego filmy nie są nigdy proste, jednoznaczne i można je często odczytać na kilku poziomach.

Nie inaczej jest z „Drogówką”, która jest kolejnym podejściem Smarzowskiego do kina gatunkowego. „Film Smarzowskiego” staje się już powoli określeniem z języka popularnego, coś jak „film Tarantino”. Wiemy, że będzie mrocznie, ciężko, wóda poleje się strumieniami, a bohaterowie będą mieć kilka obliczy, najczęściej w różnych odcieniach szarości i zła. Tak jak mieliśmy w „Róży” kino wojenne, a w „Domie Złym” thriller, tak i „Drogówka” jest na powierzchni jedynie zwykłym kryminałem. I to kryminałem sprawnie zrobionym, oryginalnie zmontowanym i w miarę trzymającym w napięciu.  To jednak jedynie level podstawowy, a wiadomo że u Smarzowskiego jest ich jeszcze kilka – wiwisekcja polskich grzechów, pokazanie miasta zatopionego w gównie, gdzie wszystko jest szare. Miasta, w którego żyłach płynie wódka, a którego strażnikami są ludzie rónie źli i skorumpowani jak to, z czym mają walczyć.

Pewnie byłbym zachwycony, gdyby Smarzowski pokazywał to pierwszy raz. Ale tak nie jest. Policjantów (a właściwie milicjantów) mieliśmy już poniekąd na warsztacie w „Domu Złym”, w którym mieliśmy też podobne ujęcie finałowe filmu,  ujęcia z domowych kamer pojawiały się w „Weselu” itd. Mamy tu więc sporo rzeczy, które u Smarzowskiego w twórczości już się pojawiały. Z jednej strony jeśli chodzi o formę „Drogówka” prowadzi go coraz bliżej perfekcji, z drugiej popada w pewne powtórzenia,  czasami w swych żartach i metaforach przesadzając (jak moim zdaniem w scenie wypadku na pl. Trzech Krzyży) lub powtarzając obiegowe dowcipy („Jebłem Ci to Ci jebłem…”). Nie bardzo też wiem, co do filmu wnosiła sekwencja pielgrzymkowa, poza tym, ze wprowadzała kiks czasowy (mamy wizytę „naszego” papieża, a z drugiej strony policjanci korzystają z najnowszych smartfonów). Dlatego mam z „Drogówką” dylemat. Na poziomie historii kryminalnej, tej podstawowej historii, jest jedynie nieźle, a cała intryga jest odrobinę zbyt przewidywalna i grubymi nićmi szyta i mam wrażenie jakbym ją widział już kilkanaście razy. Tego nie miałem ani przy historii Róży z Mazur, ani małżeństwa Dziabasów, że o historii wesela u Wieśka Wojnara nie wspomnę. I to jest dla mnie wyraźny minus „Drogówki”.

Minusem nie jest natomiast na pewno obsada, bo przy tym dążeniu do perfekcji Smarzowski zbiera po raz kolejny świetnych, sprawdzonych aktorów, dodając znów kilka nowych twarzy takich jak nieco niewykorzystana Julia Kijowska czy niebezpiecznie bliski prawdziwym politykom Andrzej Grabowski. Najpełniejszą postać dostaje tu do zagrania Bartek Topa i w swym pierwszym główniaku sprawdza się znakomicie. Klasą są jak zwykle  Jakubik, Braciak, Dorociński, Dziędziel i Wabich. Do obsady nie mam tu najmniejszych zastrzeżeń.

Z jednej więc strony „Drogówka” zdaje mi się warsztatowo, rzemieślniczo najlepszym filmem Smarzowskiego. Z drugiej strony na poziomie fabularno-intepretacyjnym, filmem jego najsłabszym, bo wtórnym w stosunku do tego co już zrobił. Decyzję każdy powinien podjąć sam, bo co jak co, ale zobaczyć trzeba.

ps. chciałbym żeby każdy trailer filmu ujawniał tak mało, jak ten „Drogówki”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: