W kinach: Nieulotne (recenzja)

14 Lu

Nieulotne

reż. Jacek Borcuch

wyst. Jakub Gierszał, Magdalena Berus, Andrzej Chyra

data premiery (Polska): 8.02.2013r.

„Impresja” – to pierwsze słowo, które przyszło mi do głowy po wyjściu z kina. Nie poczułem jakbym obejrzał pełnoprawny film, bardziej właśnie impresję, która inspiracje ma wielkie – Van Sant, Dolan, może nawet Antonioni. Efekt jednak jest, moim zdaniem, mizerny. Czułem jakbym zobaczył film z jedynie naszkicowanymi konturami postaci i fabuły i konsekwentnie w ten sposób zrealizowany.

Pewnie już moi czytelnicy wiedzą, że to historia Michała i Kariny. Ich wakacyjnej miłości przerwanej mrocznym wydarzeniem. To historia końca niewinności, pierwszego uświadomienia sobie, że nasze decyzje na zawsze zostają z nami. I ja z reguły lubię takie filmy, o podobnych momentach opowiadają w jakiś sposób niektóre z moich ulubionych filmów. Tylko, że w tamtych filmach żeby poczuć wagę tych chwil trzeba poczuć sympatię do bohaterów.

Tymczasem u Borcucha jest to niemożliwe, bo poza tym że ładnie oni wyglądają to nic o tych bohaterach nie wiemy. Niby Karina jest tu ważniejsza, ale o Michale wiemy przynajmniej że nurkuje i fascynuje go motoryzacja, a o Karinie nic. Poza tym, że na początku w dialogu sztucznym jak uśmiech polityka opowiada Michałowi o gwiazdach. Gierszał bardziej tu wygląda i czaruje swoim magnetyzmem, niż gra. Berus zaś jest – moim zdaniem przynajmniej – jeszcze bardziej nieznośna niż w „Bejbi Blues”. Tyle że w tamtym filmie wydawało mi się, że taka ma być.

Kolejną wadą filmu jest to, że jest przeciągnięty do granic możliwości. Jeśliby wyeliminować z niego sceny zbędne np. te, w których bohaterowie gdzieś jadą albo siedzą i myślą, zostałoby materiału może na 40 minut. I gdybym obejrzał taki pięknie sfotografowany krótki metraż, pewnie tak bym nie narzekał jak dziś. „Czego się spodziewałeś? Przecież wiadomo było, że ten film nie wpłynie jakoś na Twoje życie?” – pyta mnie koleżanka. Oczekiwałem chyba, że albo zobaczę kino opowiadające jakąś historię, a jeśli już takie bardziej impresyjne, to może chociaż skupione na postaciach i ich relacjach. Kino, w którym czuje jakąś prawdziwość, a nie taką metaforyczną płaskość. „Gdyby tam było więcej dialogów, druga część mogłaby być nieznośnie kiczowata, jakkolwiek by Borcuch tego nie powiedział” – mówi mi inna koleżanka. Może i racja, tylko po co w takim razie mówić o czymś, skoro nie chce się powiedzieć nic?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: