W kinach: Wenus w futrze (recenzja)

16 List

7574946.3

Wenus w Futrze/La venus a la fourrure

reż. Roman Polański

wyst. Emmanuelle Seigner, Mathieu Amalric

data premiery (Polska): 8 listopada 2013r. 

„Bóg go ukarał i oddał w ręce kobiety” – wokół takiej myśli kręci się najnowszy film mistrza światowego kina. Roman Polański ponownie zabiera nas na spotkanie z teatrem współczesnym. Współczesnym jednak nie do końca, bo spora część dialogów nawiązuje do XIX-wiecznej sztuki Bernarda Masocha.

Polański już po raz drugi zaprasza na film dziejący się wyłącznie w jednej lokacji i oparty na dwójce aktorów. W tym przypadku Emanuelle Seigner – żonie reżysera i Mathieu Amalricu – tutaj wystylizowanym na młodszą wersję Polańskiego. W przeciwieństwie jednak do „Rzezi”, która mimo ograniczeń jednej lokacji wydawała mi się dziełem prawdziwie filmowym, tym razem reżyser – w mojej opinii – wpada w pułapkę zbytniej teatralności.

Pewien rodzaj grania, prowadzenia postaci a także intymności, tak wciągający i potrzebny w teatrze, nie sprawdza się tu na ekranie. Styl gry jest nadmiernie ekspresyjny, w przypadku Seigner nawet nieco przerysowany, przez co ciężko mi w jakikolwiek sposób odnieść się do tej postaci, nie wspominając o obdarzeniu ich sympatią.

Co więcej, o ile w „Rzezi” satyra na współczesną klasę średnią i jej zakłamanie wydała mi się trafiona absolutnie w punkt, o tyle tutaj obserwacje o współczesnej i  dawnej roli kobiet i mężczyzn wydają mi się nadmiernie płytkie, ledwie w scenariuszu liźnięte, a w ostatecznym rozrachunku wręcz głupie.

Chcąc być fair nie zaprzeczę, że zmieniający się układ sił, walka o dominację, próby kontroli adwersarza mogą wciągnąć widzów i faktycznie, część widzów na seansie, na którym byłem zdawała się świetnie bawić. Mnie zastanawiało jednak, po co odgrzewać znów ten sam kotlet, zwłaszcza że poniekąd podobny pomysł, ale rozwinięty na czwórkę aktorów mieliśmy w poprzednim filmie reżysera.

Wiem, że – zwłaszcza w Polsce – nie wypada krytykować Polańskiego. Nic jednak nie poradzę na to, że mnie film ten oglądało się po prostu źle.  Mogę go potraktować co najwyżej jak dykteryjkę reżysera, który zrobił film wyłącznie dla siebie lub w prezencie dla adorowanej przez siebie żony. Oczywiście artyście tej rangi wolno wiele, ale… No właśnie, „ale”… Moje uczucia po seansie sprowadzają się do jednej myśli: I Bóg ukarał widza i oddał w ręce Polańskiego.  Szkoda.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: