W kinach: Adwokat (recenzja)

24 List

220px-The_Counselor_Poster

The Counselor/Adwokat

reż. Ridley Scott

wyst. Michael Fassbender, Cameron Diaz, Javier Bardem, Brad Pitt, Penelope Cruz

data premiery (Polska): 16.11.2013r. 

Niewiarygodne. Naprawdę ciężko mi w to uwierzyć. Po obejrzeniu zwiastunów wydawałoby się, że czeka nas nie lada gratka. Książki McCarthy’ego do tej pory przekładały się na ekran co najmniej dobrze („Droga”) albo i bardzo dobrze („To nie jest kraj dla starych ludzi”), więc jego pierwszy oryginalny scenariusz powinien być dobry, prawda? Zwłaszcza, gdy za sterami staje Ridley Scott, którego nawet słabe filmy są najczęściej lepsze od tego co zwykle ogląda się w kinie. Na ekranie – plejada gwiazd. Dlaczego więc do cholery to co obejrzałem, to jakiś nieskładny bałagan?

Film opowiada prościutką historię, ale w sposób tak skomplikowany, tak ewidentnie nastawiony na skołowanie widza, jak tylko się da. Adwokat, który wplątuje się w złe interesy i w końcu wszystko zaczyna się gmawtać. Brzmi, jak historia z kina klasy „B” i taka właśnie jest. To, co ma sprawić, że uwierzymy iż to nie jest zwykłe kino klasy „B” to wysublimowane, literackie dialogi. Do tego dochodzą ciągłe – czasem łopatologiczne wręcz – odniesienia do polowania, świata zwierząt oraz rwanie scen nim zdążą wybrzmieć i brak typowej struktury fabularnej. Szkoda tylko, że wszystkie te czynniki miast działać na korzyść odbioru filmu, sprawiają że ogląda się go z narastającą irytacją i znużeniem.

Nie ma więc typowej struktury scenariusza: zawiązanie akcji – rozwój – kulminacja. Tutaj zawiązanie akcji, w podręcznikach dla scenarzystów  sugerowane jako ok. 15-20 minut, trwa godzinę. Kuriozalne w swej miałkości zdarzenie, które następnie „rozpędza” akcję,powoduje co najwyżej uniesienie brwi. Pomijam tu również fakt, że nikt nam niczego nie tłumaczy ani z niczego się nie tłumaczy. Jakakolwiek logika nie jest czymś, co charakteryzuje postaci, zwłaszcza tytułowego Adwokata. Jego piękna narzeczona (dekoracyjna rola Penelope Cruz), nieokreślone problemy, przerysowani znajomi z biznesu – meksykański nowobogacki (Bardem) i tekasński cwaniaczek (Pitt), ciągle przejęta cierpiętnicza mina – wszystko to oprócz przerysowania trąci też na milę fałszem.

Żeby nie było, że tylko narzekam – podobał mi się przepych tego świata, świetne zdjęcia zrobił Dariusz Wolski, a muzyka przyjemnie współgra z tym co dzieje się na ekranie. Ale to by było na tyle, jeśli chodzi o mnie.

W zasadzie to jest film zrobiony dla wykazania jednej tezy McCarthy’ego (świat to zła dżungla, w której przetrwają najcwańsi), kilku powracających motywów, wypowiedzenia totalnie niedorzecznych dialogów oraz dla słynnej już sceny (spoiler!)… Cameron Diaz uprawiającej seks z samochodem. To był jeden z tych filmów, który był dla mnie tak niewiarygodnie zły (mierząc potencjałem), że chciałbym wyrzucić z pamięci jego istnienie. Wam radzę to samo.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: