Beyoncé – Beyoncé (recenzja)

20 Gru

beyonce_album_cover

Początkowo recenzję tego albumu chciałem wrzucić od razu po jego premierze. Zauważyłem jednak, że wielu i blogerów i poważnych dziennikarzy ma tendencję do szybkich i zdecydowanych reakcji. Ja z kolei wolałem się z albumem osłuchać by nie rzucić w przestrzeń pochopnych sądów w rodzaju „krytycy powinni rozszerzyć listę najlepszych albumów roku” lub odwrotnie „Pani B przekombinowała, gdzie są hity?”.

O ile ostatniego tygodnia nie spędziliście odcięci od świata zapewne wiecie, że równo tydzień temu, bez żadnych zapowiedzi, singli itd. Beyonce wypuściła do sieci pełnoprawny, piąty longplej – „album wizualny” z 14 piosenkami i 17 wideoklipami (2 piosenki podzielono na interludia oraz dodano klip do znanego z kampanii Pepsi „Grown Woman”). Koncept może nie aż taki rewolucyjny, ale jednak jak na gwiazdę pierwszoligową niespodziewany.

To jednak niespodzianek ledwie początek, bo kolejne następują, gdy słuchamy utworów. Cały ten album pokazuje, gdzie teraz – w życiu, muzyce, świecie popu znajduje się Beyonce. A odpowiedź brzmi oczywiście – na szczycie. Album wypełnia mieszanka utworów na temat miłości i seksu, jak również feministycznych przesłań o byciu silną kobietą w trudnym świecie.  Czasem brzmi to nieco… dziwnie. Przykładowo przesłanie „Pretty Hurts” o perfekcji wizualnej jako chorobie narodu w ustach przepięknej Beyonce brzmi jednak odrobinę nieprzekonująco, choć sam numer jest świetny.

Beyonce mam wrażenie „pożycza od” lub nawet składa tutaj hołd wielu innym ikonom – „Pretty Hurts” to przecież jakby sequel „Beautiful” Christiny Aguilery, w „Haunted” i w warstwie wizualnej teledysku i w warstwie wokalnej słychać echa Madonny z czasów albumu „Erotica”, mocno seksualne „Blow” jest jakby żywcem wzięte z ostatniej płyty Justina Timberlake’a (Timberlake i Pharell Williams odpowiadają zresztą za ten kawałek), w „No Angel” falset przypomina Mariah Carey, „Rocket” to jak mieszanka Prince’a z tradycją Motown, zaś pierwsza część „Partition” (zatytułowana „Yonce”) i „Flawless” brzmią prawie jak z płyty M.I.A (tyko wokal B. jest dużo mocniejszy). To wciąż jednak, nawet jeśli za utwory odpowiadają Justin czy Sia Furler, jest płyta z mocno odciśniętym piętnem wykonawczyni. W przeciwieństwie do wielu gwiazdek czuje się, że te utwory są „jej”. To jej osobowość dominuje, nie autorów słów czy producentów. I jest to ogromna zaleta tego krążka.

Kolejną zaletą, biorąc znów pod uwagę status wykonawczyni, jest fakt że nie jest to płyta ery singli. Album jest spójny, mimo że bardzo eklektyczy dźwiękowo. Brzmi jak jedna całość, jakby każdy numer na nim był ważny – to zapewne także temu, że mamy teledysk do każdej piosenki. I co więcej, te piosenki choć może nie staną się od razu hitami na miarę „Single Ladies”, są w większości bardzo dobrymi numerami. Przeglądając sieć widzę, że co krytyk to inny ulubiony kawałek.

 

Ja pozostaję pod wrażeniem intymnego duetu z Frankiem Oceanem „Superpower”, mocnego „Pretty Hurts” i sequela „Crazy in Love” – „Drunk in Love” (ponownie nagranego z Jayem-Z), pozytwynego „XO” a także nieco arytmicznego, hipnotycznego „Ghost/Haunted”, i jeszcze w sumie nagranemu dla córki „Blue”. Ale tak naprawdę mógłbym wymienić prawie każdy utwór. Myślę, że fakt, że nie ma narzuconych singli, pozwala wielu ludziom mieć własne zdanie na temat każdego kawałka. I choćby za to Beyonce należą się brawa.

Podsumowanie: Nawet jeśli Beyonce przeskakuje tu głównie ograniczenia charakterystyczne dla wąskiej kasty supergwiazd popu i nawet jeśli nie jest to album, który stanie się klasykiem, to Pani Carter-Knowles pokazała, że jest o całą długość przed Miley, Katy, Gagą i Britney, których płyty w tym roku ujrzały światło dzienne. Gra w zupełnie innej lidze. I po raz kolejny wygrała.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: