Podsumowanie 2013: Najlepsze Piosenki 30-21

28 Gru

30. Woodkid – I love you

Całość płyty Woodkida nieco rozczarowała, ale zostały nam piękne wyjątki, jak właśnie ten numer.

29. DVBBS & Borgeous – Tsunami

Dla mnie najlepszy „‚banger” roku.

28. Josef Salvat – Every Night

Pan Salvat coraz bardziej się rozwija, czekam na debiut albo chociaż epkę.

27. SOHN – Bloodflows

26. Rudimental feat. Ella Eyre – Waiting All Night

25. Chloe Howl – Rumour

24. Lady Gaga feat. R. Kelly – Do What U Want

Nie wiem czemu, ale do dziś nie mogę się oderwać od tej piosenki choć nie ma w niej nic oryginalnego. A, i warto sobie też obadać wersję w duecie z Aguilerą. Co jak co, ale obie Panie wokale mają takie, że można wymięc.

23. Blood Orange – You’re Not Good Enough

Tak mógłby nagrywać Jackson.

22. Justin Timberlake – Mirrors

21. Naughty Boy feat. Sam Smith – La La La

Czasem prosty, wpadający w ucho refren przykrywa przesłanie piosenki. Tutaj Sam Smith w śietnej wokalnej formie w dodatku niegłupi tekst, i zajebisty teledysk nawiązujący do „Czarnoksiężnika z Oz”.

Reklamy

Podsumowanie 2013: Najlepsze piosenki 40-31

28 Gru

40. Yeah Yeah Yeahs – Sacrilege

Jakbym 4 lata temu usłyszał, że Yeah Yeah Yeahs nagra piosenkę z chórem gospel, to bym się śmiał. Dziś nie mogę wyjść z podziwu, jak świetnie im wyszedł ten kawałek. No i ten teledysk – mistrz.

39. The Preatures – Is this how you feel?

Świetny kawałek, lekki i wpadający w ucho. Pod wieloma względami dla mnie hymn tego lata.

38. St. Lucia – Elevate

Skoro już przy lecie jesteśmy, to nie mogło zabraknąć pana kryjącego się od pseudonimem St. Lucia.

37. Janelle Monae – Primetime

Janelle po raz drugi, tym razem romantycznie –  w duecie z Miguelem.

36. My Body – New Cat

Kołysanka, bardzo ładna do tego.

35. Basement Jaxx – What A Difference  Your Love Makes

Lato znowu, tym razem z najlepszym singlem Basement od lat.

34. Kanye West – Bound 2

Tak tak, teledysk jest fatalny, ale piosenka za to świetna, mimo kradzionego sampla, za którego Kanye czeka proces.

33. Foals – My Number

32. Bastille – Pompeii

Dwa hity rodem z NME. Ale wpadały w ucho od razu.

31. David Bowie – Where Are We Now?

Wielki comeback Davida Bowie zaczął się tym singlem, przepełnionym nostalgią spacerem po Berlinie. Piękne i autentycznie wzruszające.

Podsumowanie 2013: Najlepsze piosenki 50-41

28 Gru

50. Chris Malinchak – So good to me

Po prostu idealny soudntrack do powrotu do domu nad ranem albo porządnego chilloutu ze znajomymi.

49. Pharell Williams – Happy

Nic dziwnego, że powstał do tego 24 godzinny teledysk, ta piosenka to ledwie kilka taktów powtarzających się w kółko. A potem nucisz to cały dzień…

48. Lily Allen – Hard Out Here

Allen wróciła i język się jej nie stępił. Idealna kontra do jednego z najgorszych kawałków 2013 – „Blurred Lines”

47. Ellie Goulding – You, My Everything

Ok, mam słabość do wokalu Goulding i do serialu „Skins”, gdzie w finałowym sezonie w idealny sposób użyto tego kawałka.

46. Bastille – Of the night

Technicznie patrząc to cover dwóch piosenek, a więc prawie mash-up, ale jednak nie do końca. Ale to działa.

45. Duke Dumont  feat. AME – Need U (100%)

Świetny dowcipny teledysk i piosenka przypominająca najlepsze klubowe hity końcówki poprzedniego wieku.

44. Janelle Monae – Dance Apocalyptic

Rzuć wszystko i chodź tańczyć na koniec świata. Kupuję to.

43. King Krule – Easy Easy

Osiemnastolatek z Londynu pokazał, że da się w muzyce rockowej zrobić coś z energią, o jaką już nikt nikogo nie podejrzewa.

42. Miley Cyrus – Wrecking Ball

Oj już czuję ten hejt albo pobłażliwe uśmieszki. Natomiast serio uważam, że to świetny kawałek, który na nieszczęście świata wykonuje Miley Cyrus. Tutaj akurat na wyżynie swoich możliwości wokalnych.  Nie bez kozery też coverowali go m.in Haim i London Grammar.

41. Arcade Fire – Afterlife

Jedna z najciekawszych piosenek na ich nowej płycie.

Podsumowanie 2013: Najlepsze Płyty (Świat)

28 Gru

Tyle płyt i tyle podsumowań, ile gustów. Dla jednych krążkiem roku jest Arcade Fire, tylko po to by za chwilę być na szczycie listy rozczarowań  innej osoby.

To co znajdziecie poniżej jest w pełni subiektywne i osobiste, bo piszę o swoim guście, a nie pod obecne trendy.  Fakt, że na 16 pozycji 9 to studyjne debiuty pokazuje  jak mocny był to rok i jak dużo się na scenie muzycznej działo. Z pierwszej szesnastki wyciąłem m.in krążki Janelle Monae, Beyonce, Yeah Yeah Yeahs, Arcade Fire, Blood Orange, Savages, Capital Cities czy Sky Ferreirę – mimo że wszystkie te płyty uwielbiam. 

Dość wstępu, czas na ranking:

16. M.I.A – Matangi

mia_matangi_1385056724

Wciąż mam do niej uraz po fatalnym koncercie na Openerze 2011, ale nie da się ukryć, że tą płytą wróciła. Po bałaganiarskim albumie „Maya” i dość kompromitujących ficzuringach u Madonny nagrała album mocny, spójny i przebojowy.

15. Justin Timberlake – 20/20 Experience Pt.1

Justin_Timberlake_-_The_2020_Experience

Drugą częścią podkopał trochę to, co osiągnął pierwszą. Natomiast pierwsza część, mimo tych koszmarnie długich kawałków, była po prostu bardzo, bardzo dobrą porcją muzyki. Timbaland wrócił i Justin wrócił. Może jednak Panowie wydawajcie albumy częściej, a nieco mniej kombinujcie?

14. AlunaGeorge – Body Music

alunageorge-1376406139

Dziecięcy wokal Aluny Francis i czarujące bity George’a Reida. Niektórych ta płyta nudzi, zwłaszcza w drugiej połowie. Ja jednak uwielbiam prawie każdy utwór.

13. London Grammar – If You Wait

Ifyouwaitlg

Do dziś pluję sobie w brodę, że nie pojechałem na ich koncert w Katowicach. Najbardziej intymny z tego zestawienia album, pełen emocji i wspaniałych wokali. Hannah Reid i jej koledzy zabierają nas w bardzo ciekawą, choć smutną podróż.

12. Lorde – Pure Heroine

LORDE-PURE-HEROINE

Ja wiem, że ten album jest w zasadzie monotematyczny. Ale dzięki temu czuję, że osobisty. I tak naprawdę włócząc się po pustym mieście rodzinnym w święta i słuchając Lorde dopiero do mnie dotarło jak bardzo go cenię. Świetne single tylko pomagają ale poza nimi są takie „Buzzcut Season” czy „400 Lux”, które są równie dobre.

11. Kanye West – Yeezus

yeezus-new-cover

Kanye otwiera u mnie pierwszą dziesiątkę po dłuższych namysłach. Układając ranking pomyślałem: przecież nie podoba mi się płyta Kanye jako całość, przesłucham jeszcze raz i wybiorę jeden dobry kawałek, choć przecież z góry wiem, że będzie to „Black Skinhead”. Ale słucham i nagle chcę w rankingu piosenek dać „I am a God”, za chwilę „Blood on the leaves”, a jak zapomnę o teledysku to nawet „Bound 2”. O kurde, to naprawdę dobry album. I tak właśnie Kanye po raz kolejny mnie pokonał.

10. Disclosure – Settle

Disclosure-Settle

Disclosure poza tym, że robią świetną taneczną muzę, to mają też nosa do talentów. Na tym albumie pojawili się obecni w tym i innych moich rankingach Sam Smith, AlunaGeorge, London Grammar, Jessie Ware, ale także Sasha Keable, Eliza Doolittle czy Jamie Woon. Gwiazdy jednak nie przyćmiły albumu, a jedynie nadały mu kolorytu. Świetne.

9. Arctic Monkeys – AM

4d9ec146e3a257b10634d9a413ef6cc3de325008

Sam się zdziwiłem, jak bardzo podoba mi się ostatnia płyta czwórki z Sheffield. Od pierwszego singla przez kolejne nabierałem apetytu na całość. A całość nie rozczarowuje.

8. MS MR – Secondhand Rapture

ms-mr-secondhand-rapture

Już choćby za samo „Dark Doo Wop” wrzuciłbym ich tutaj. A jednak, mimo że dla wielu to kopia Florence lub Lany del Rey, MS MR są dla mnie czymś więcej. Ich dźwięki są bardzo epickie, jakby z innej rzeczywistości. Nic dziwnego, że ich „Bones” tak świetnie ilustrowało zwiastun „Gry o Tron”.

7. Daft Punk – Random Access Memories

daft-punk-random-access-memories-artwork_jpg_640x618_q85

Roboty wróciły i namieszały tyle pierwszym singlem, że sporo ludzi zapomniało o reszcie albumu. Daft Punk miast odcinać kupony nagrali hołd dla muzyki sprzed 30-40 lat, wstrzykując odpowiednio dużo własnego stylu, by brzmiało to na miarę XXI wieku. Super.

6. David Bowie – The Next Day

2013_tnd_cvr_fix_800sq

Niektórzy napiszą, że płytę Bowiego wrzucam tylko dlatego, że wrócił. To nieprawda. Naprawdę uważam „The Next Day” za fajny, zróżnicowany rockowy album ze świetnymi, nieco nostalgicznymi tekstami i naprawdę udanymi piosenkami. Najlepsze jest to, że brzmi to tak… bezwysiłkowo. Jakby po prostu mistrz wszedł do studia i sobie nagrał. Dodatkowe plusy za teledyski z Tildą Swinton i Garym Oldmanem oraz remix Jamesa Murphy, który trafił na rozszerzoną wersję albumu.

5. Postiljonen – Skyer

postiljonen-skyer

Szwedzi złapali esencję lata do jakiejś butelki, a potem chyba rozpylali ją w studio nagraniowym. Wszystkie smaki i emocje lata na jednym krążku. I ten saksofon…

4. CHVRCHES – The Bones of What You Believe

chvurches-the-bones-of-what-you-believe-cover-760x760

Smutne, depresyjne teksty na tle kolorowych, prawie radosnych bitów. „Prawie” robi tu dużą różnicę. Najbardziej depresyjna płyta do tańca, jaką słyszałem od dawna. Mówię to absolutnie jako komplement.

3. Flume – Flume

Flume-Electronic-Beats-220x220

Australijski instrumentalista, producent i DJ dostarczył płytę, która w Australii pokryła się platyną i przyniosła mu 4 nagrody ARIA. I słusznie, bo album jest fantastyczny.

2. Autre Ne Veut – Anxiety

Autre-Ne-Veut-Anxiety-608x608

Zakochałem się praktycznie już po pierwszym singlu. To co Arthur Ashin zaprezentował na swej drugiej płycie rozwala mnie na łopatki. Ta płyta mogłaby być sundtrackiem wielu, wielu nocy w mym życiu.

1. Haim – Days Are Gone

Haim_-_Days_Are_Gone

Jeśli muzyka 2013 miałaby jakąś twarz to zapewne byłaby to twarz trzech sióstr Haim. Blogerzy narzekali, że z płyty 5 kawałków znaliśmy przed, więc laski się nie postarały.  Co z tego tak naprawdę, skoro te 5 piosenek było świetne, a kolejne zaproponowane na płycie niewiele im ustępowały. Współczesne Fleetwood Mac pokazały, że nie trzeba kombinować, że prostota w muzyce też może chwycić.

W kinach: Wilk z Wall Street (recenzja)

27 Gru

wolf-of-wall-street-poster2-610x903

Reż. Martin Scorsese

Wyst. Leonardo DiCaprio, Jonah Hill, Matthew McConaughey, Margot Robbie

Data premiery (Polska): 3.01.2014r. 

Przesada. Nadmiar. Dekadencja. Przesyt. Bachanalia. Te słowa zapewne padną w niejednej recenzji najnowszego filmu 71-letniego mistrza kina, Martina Scorsese. Przedstawia on film, który jest jednocześnie „Wall Street” i „Chłopcami z ferajny” naszych czasów. Satyrę absolutną, mocniejszą niż tamte dwa filmy bo opartą na prawdziwej historii. Do tego namalowaną szerokimi pociągnięciami pędzla, okrutnie i boleśnie zabawną, a jednocześnie przerażająco wiele mówiącą o  naszych czasach.

W osiągnięciu efektu pomaga reżyserowi znakomicie grająca obsada. DiCaprio potrafi tak umiejętnie zbalansować swojego bohatera, że nawet kiedy popełnia czyny absolutnie złe, przynajmniej jakaś część nas każe wciąż mu kibicować. W końcu każdy z nas chciałby być tak obrzydliwie bogaty jak Jordan Belfort – autentyczna postać, na której historii oparto „Wilka…”. Co więcej, DiCaprio jest tu absolutnie przezabawny, jego vis comica nigdy nie była tak widoczna jak tutaj. Kilkakrotnie na filmie popłakałem się ze śmiechu, jednocześnie kręcąc głową z niedowierzaniem. Historie przedstawiane na ekranie są bowiem czasami tak absurdalnie niedorzeczne, że mogło wymyślić je tylko życie.

DiCaprio nie byłby jednak tak mocny gdyby nie druga połowa duetu – Jonah Hill. Jego Donnie Azoff – jeden z najbliższych współpracowników Belforta, to postać psychopatyczna, a jednak przy tym obłędnie zabawna. Reszta obsady nie ustępuje tutaj na krok tej dwójce, błyszczy w swej pierwszej wielkiej roli Margot Robbie jako druga żona Belforta, z dawna niewidziany reżyser i aktor Rob Reiner kradnie swoje krótkie minuty na ekranie jako ojciec głównego bohatera podobnie zresztą jak Matthew McConaughey którego Mark Hanna mimo króciutkiej obecności w pewien sposób ustawia pierwszą połowę filmu.

Bardzo wiele tu zaskoczeń i, mimo prawie trzech godzin, film ogląda się praktycznie bezwysiłkowo. Ogromna w tym zasługa zarówno Scorsese, rewelacyjnego scenariusza Terence’a Wintera (który ze Scorsese pracował też na planie „Zakazanego Imperium”), ale przede wszystkim życiowej formy Telmy Schoonmaker – montażystki Scorsese, która ma spore szanse na kolejnego Oscara na półce (byłby to już czwarty). Całość ilustruje ponad 60 wybranych przez Scorsese piosenek, głównie uwielbianej przez niego klasyki rocka, czasem w nieoczywistych coverach.

Na koniec warto dotknąć kontrowersji wokół filmu. Na niedawnym pokazie dla członków Akademii, niektórzy opuścili sale przed spotkaniem z reżyserem, a inni wręcz głośno wyrazili oburzenie filmem. Faktycznie, brawura i nerw jakie zaprezentował w tym filmie Scorsese są tak duże, że możnaby nimi obdzielić chyba z 5-ciu innych reżyserów. Jeśli kogoś oburzają „kurwy” lecące  ekranu czy spora ilośc golizny, to jest ich w tym filmie więcej niż w całej reszcie hollywoodzkich filmów z ostatnich 10 lat. Bardziej chyba jednak oburza ludzi coś innego. Pojawiły się bowiem zarzuty, że Scorsese gloryfikuje swoich bohaterów, a z tym się już zgodzić nie mogę. Owszem, reżyser pokazuje co dokładnie jest fantastycznego w posiadaniu tak dużej ilości dolarów, że nie wiesz na co je wydać. Pokazuje też jednak jednocześnie upadek bohaterów – i psychofizyczny, i moralny. A ostatnią sceną idealnie pointuje do tego swoje spostrzeżenia. Jeśli ktoś nie widzi w tym filmie gorzkiej ironii i ostrza satyry reżysera, to chyba nie ogląda wystarczająco uważnie.

I zapewne Akademia znowu pominie Scorsese i przyzna Oscara komuś innemu. Ale nie ma we mnie cienia wątpliwości, że jeśli o jakiś filmach 2013 roku będzie się mówić za 5, 10 lat, to będą to „Grawitacja” i „Wilk z Wall Street” właśnie. Dla mnie najlepszy film roku.

Alternatywnie i filmowo na święta: Kiss Kiss Bang Bang

25 Gru

MV5BMTY5NDExMDA3M15BMl5BanBnXkFtZTYwNTc2MzA3._V1_SX214_

Reż. Shane Black

Wyst. Robert Downey Jr., Val Kilmer, Michelle Monaghan

Data premiery (Polska): 13.01.2006

Shane Black ma jakąś obsesję na punkcie świąt. Jak patrzę na jego filmografię (scenariusz „Zabójczej Broni” czy „Długiego pocałunku na dobranoc”, scenariusz i reżyseria „Iron Mana 3”), to święta przewijają się tam często. Może i dobrze, bo klimat tego okresu Black uchwyca idealnie, a jednocześnie traktuje jedynie jako ładne tło dla szalonych perypetii swych bohaterów.

Tutaj opowieść dotyczy pewnego włamywacza, który  wspólnie z pewnym prywatnym deketywem wplątuje się w intrygę kryminalną. Będzie trup, piękna kobieta, płatni zabójcy i inne niezbędne elementy. Niemniej to chyba najlepszy scenariusz Blacka, pełen kontrolowanego szaleństwa, zbiegów okoliczności i zwrotów akcji. Całość prawie nigdy nie traci lekkiego, komediowego tonu, przez co film ogląda się fantastycznie. Downey Jr. gra wczesną wersję Tony’ego Starka, Kilmer bawi się wizerunkiem twardziela, a Monaghan poza „panienką w opresji” ma też swoje zdanie i coś do roboty. Wszyscy świetnie się czują w konwencji parodii kina noir, którą ten film uchwycił idealnie. Nie macie co obejrzeć w święta? Ten film polecam z naprawdę czystym sumieniem 🙂

Ps. im mniej wiecie o fabule, tym lepiej będziecie się bawić, dlatego nie wrucam tutaj trailera. Wesołych Świąt!

Podsumowanie 2013: Najlepsze epki

22 Gru

W zeszłym roku tego nie zrobiłem, ale ten rok jak już pisałem w poprzednim poście jest – w mojej opinii – wyjątkowo dobry dla muzyki. Dlatego też pojawia się to dodatkowe zestawienie. Pełni ono jeszcze jedną dodatkową funkcję – większość artystów na tej liście nie ma jeszcze za sobą pełnoprawnego wydawnictwa, zapowiada je natomiast na 2014. Dlatego też potraktować możecie tą listę jako moje osobiste „Sounds of 2014”.

Oto szczęśliwa trzynastka:

12. Elli Ingram – Sober EP

elliingram-sober-front

Artystka jako wzory na swoim Facebooku podaje Erykah Badu i Jill Scott, i to dobry początek wyznaczania swej muzycznej drogi. Na epce czaruje lekko zachrypniętym wokalem, zabierając nas w podróż muzycznie kojarzącą się z latami 90-tymi, w kilku popowych, lekko jazzujących utworach. Zakochałem się od pierwszego przesłuchania.

Pobierz EP za darmo z oficjalnej strony

12. Ella Eyre – Deeper EP

artworks-000061443086-atubmo-t500x500

Raczej na pewno mieliście okazję już słyszeć głos Elli Eyre. To właśnie jej charakterystyczna chrypa uczyniła tak wielki hit z „Waiting All Night” kwartetu Rudimental. W przyszłym roku oczekiwany jest debiut Elli, w międzyczasie zaś mamy epkę. Epkę zawierającą trzy kawałki i dwa remiksy. Na zaostrzenie apetytu musi wystarczyć.

Zobacz wszystkie 3 kawałki na YouTube

11. Sam Smith – Nirvana EP

image001

Sama Smitha na pewno mieliście już okazję usłyszeć. Wokalista zaliczył już dwa przeboje, gościnnie śpiewając w przebojach  „Latch” Disclosure i „La La La” Naughty Boya. W przyszłym roku ten superzdolny wokalista zadebiutuje z własnym materiałem. Hit 2014? Ma na to spore szanse.

10. Wet – Wet EP

safe_image

Kelly Zutrau, Martin Sulkow i Joe Valle produkują kawałki czarujące swą prostotą i mądrością. Starczy posłuchać raz i potem już nie można przestać.

Posłuchaj na Soundcloud

9. BANKS – London EP

BANKS

BANKS pochodzi z ciepłego LA, ale dźwięki produkuje odpowiednio chłodne, jakby była z Islandii. Może i dobrze więc, że debiutancką epkę nazwała „London”. Jillian Banks posiada jedną z najciekawszych barw głosu  jakie słyszałem od dawna i wykorzystuje to na tej epce doskonale. Zmysłowe, duszne dźwięki. O tej Pani będzie jeszcze nieraz bardzo głośno.

Posłuchaj na soundcloud 

8. Active Child – Rapor EP

active-child-rapor

Fanem Active Childa jestem od dawna, choć rozumiem, że jego specyficzny falset niektórych może drażnić. Na szczęście okazało się, że jego fanką jest też Ellie Goulding, który nagrała cover jednego z numerów z debiutanckiej płyty. W rezultacie tutaj otrzymujemy nową epkę, na której jest piękncy duet obojga „Silhoutte”, ale też bardziej imprezowe kawałki, w tym świetny „Subtle”, gdzie z kolei gościnnie udziela się Mikky Ekko.

Posłuchaj EP na soundcloud

7. Chet Faker & Flume – Lockjaw EP

homepage_large.4d2dced6

Autor jednej z moich ulubionych epek roku ubiegłego i jednego z najciekawszych albumów roku bieżącego ponownie złaczyli siły i nagrali ze sobą 3 kawałki, które powalają na łopatki. Oby więcej takich współpracy.

Posłuchaj na soundcloud

6. Lorde – Tennis Court EP

69111d0b5ac7258e60ed6c5ee96ff357357eb0b9

Długo się wahałem, czy wrzucać tutaj tą epkę, bo chwilę po niej było „Royals” i już wkrótce o 17-letniej Elli Yelich-O’Connor znanej jako Lorde słyszał cały świat. „Tennis Court” to jednak wciąż epka prawie doskonała, zawierająca świetny numer główny, ale na której pozostałe również są bardzo ciekawą wizytówką młodziutkiej artystki. Warto dodać, że z 4 kawałków tylko 1 ostatecznie trafił na debiutancki LP „Pure Heroine”, a nie są to kawałki pod żadnym pozorem złe.

Posłuchaj EP na last.fm

5. FKA Twigs – EP2

FKA-Twigs-EP2

Na początku są dźwięki. Połamane, zanurzone w triphopie, wyjątkowe. Potem dochodzi wokal. Nietypowy, dziwny wręcz. Potem zaczyna się zwracać uwagę na ozdobniki –  niby przeszkadzają, a jednak uzupełniają kawałki. Jeśli doda się do tego jeszcze creepolskie teledyski  – całość robi niesamowite wrażenie. Takie na długo pozostające w głowie. Jeśli to prawda, że artystka ukrywająca się pod pseudonimem FKA Twigs stworzyła kawałek taki jak „Water Me” w kilkadziesiąt minut, to ja z ekscytacją czekam na to, co dostarczy nam na pełnoprawnym debiucie lub kolejnych epkach.

Zobacz teledyski na oficjalnej stronie wytwórni Young Turks

4. Haerts – Hemiplegia

51OujjwtcGL._SL500_AA280_

Pięcioosobowa kapela z Brooklynu przebiła się do blogosfery,a  potem do amerykańskiego radia świetnym singlem „Wings”. Kolejny singiel z tej epki – „All The Days”  – również odniósł spory sukces (choćby otrzymując tytuł Song If The Summer magazynu Elle, nawet jeśli to dziwne wyróżnienie). Świetne 4 kawałki tylko zaostrzyły mi apetyt na więcej.

Posłuchaj na oficjalnej stronie Haerts

3. Until The Ribbon Breaks – A Taste of Silver EP

UntilTheRibbonBreaksEATasteOfSilver600Gb271113

R&B przyszłości? Tak, poproszę. Jeśli tak ma brzmieć muzyka za 12 lat (co sugeruje otwierający płytę „2025”), to nie jest z jej brzmieniem absolutnie źle. „A Taste of Silver” to jednak nie tylko zbiór piosenek, to zamknięta całość. To manifest na temat twórcy tej EPki, który zaczyna się i kończy słowami „I was born with my back to the stars”. Pretensjonalne? Może trochę. Wciągające? Jak cholera.

Posłuchaj na Soundcloud

2. Chloe Howl – Rumour EP

chloe-howl-rumour-ep-cover-press-300

Chloe Howl nagrała w tym roku dwa przeboje, które należąły do jednych z najczęściej słuchanych przeze mnie piosenek. Nastoletnia następczyni Kate Nash i Lily Allen pisze o problemach nastolatek, podobnie jak Lorde. Ale jakoś mniej w tym pesymizmu, więcej gówniarskiej energii, zaczepności i poczucia humoru. Chloe – podobnie jak Sam Smith, FKA Twigs i Banks  – jest na liście nominowanych do nagrody BBC Sound of 2014. Myślę, że ma spore szanse na pierwszą piątkę.

Posłuchaj na Soundcloud

1. GEMS – Medusa EP

a2725432421_10

Waszyngtoński duet wyróżnia się dla mnie, nawet w tym zestawieniu, jakąś taką delikatnością, eterycznośścią dźwięków, które przenoszą mnie jakby do innej krainy, a które jednocześnie mogłyby stanowić soundtrack do jakiegoś pięknego, acz smutnego filmu. Mimo ledwie czterech piosenek „Medusa” to dla mnie jeden z najlepszych albumów roku.

Posłuchaj na Bandcamp