Tag Archives: smarzowski

W kinach: Pod Mocnym Aniołem (recenzja)

17 Sty

7586364.3

reż. Wojtek Smarzowski

wyst. Robert Więckiewicz, Julia Kijowska, Jacek Braciak

data premiery (Polska): 17.01.2014r.

Alkohol zawsze lał się obficie w filmach Smarzowskiego. Zawsze jednak stanowił temat poboczny, rodzaj tła, umiejscawiającego akcję w rozalkoholizowanej Polsce. Dopiero teraz, kiedy Smarzowski bierze na warsztat nagradzaną książkę Pilcha, procenty i to, co robią z człowiekiem stały się tematem głównym.

W filmie Smarzowskiego narracja rwie się, chronologia jest zamazana. Całość „Pod Mocnym Aniołem” przypomina puzzle, które próbuje układać osoba po spożyciu wielu kolejek. To zabieg celowy, pozwalający na zamazanie linii między światem realnym a fikcją, rzeczywistymi zdarzeniami a projekcjami, fantazją. Smarzowski pomaga sobie dynamicznym, prawie przypadkowym montażem, powtórzeniami w warstwie słownej i wizualnej i obsadzaniem tych samych aktorów w różnych rolach.
Dzięki tym zabiegom nie ma wątpliwości, że mimo wielości bohaterów zaludniających gwiazdorski acz przerażająco realistyczny krakowski odwyk to tak naprawdę historia jednego bohatera, jego indywidualnych poszukiwań, przeżyć i odczuć. Więckiewicz jest teraz na fali wznoszącej i rola Jerzego to kolejny majstersztyk w jego dorobku. W wielu zbliżeniach jego twarz ma wszelkie znamiona ogorzałości typowej dla osób, które przygody z wódką mają nazbyt często. Więckiewicz tworzy kolejną kreację, którą będzie się pamiętać długo.

Towarzyszy mu plejada pierwszoligowych aktorów, o których nie bez kozery mówi się już „aktorzy Smarzowskiego”. Panowie Jakubik, Dziędziel, Braciak, Dyblik, Wabich po raz kolejny pokazują, że nawet z najmniejszych ról zrobią perełki. Jeszcze lepiej wypadają tutaj Panie, w szczególności Kinga Preis, która jest po prostu fenomenalna. Świetnie wypadają również Iwona Bielska, Iwona Wszołkówna, Julia Kijowska czy Izabela Kuna.

Film Smarzowskiego nie zszokował mnie, mimo fekaliów czy wymiocin pojawiających sie obficie na ekranie. Za często reżyser odwoływał sie do tricków, które już z jego filmów znamy. Czasem wręcz clowo pszczał nam oko, nawiązując do „Drogówki”, „Domu Złego”, a nawet „Małżowiny”. To, że film mnie nie zszokował nie znaczy jednak, że pozostałem obojętny na to co zobaczyłem na ekranie. Smarzowski w sposób inteligentny i celowo nużący zekranizował świetną książkę Pilcha. Mi oglądało się to, wbrew pozorom, bardzo dobrze. Nawet jeśli reżyser coraz częściej sięga po te same tricki to do mnie jego kino dociera. Następnym razem jednak chciałbym na ekranie zobaczyć coś nowego, nieco bardziej odmiennego od tego, co już pokazał nam Smarzowski.