Tag Archives: true detetive recenzja

TV or not TV: True Detective

25 Sty

true-detective-poster

Nowy serial HBO, w którym w rolach głównych pojawiają się Woody Harrelson i Matthew McConaughey. Serial-antologia, podobnie jak choćby American Horror Story, ma opowiadać w każdym sezonie nowa historię. W przeciwieństwie jednak do serialu Ryana Murphy tutaj ma zmieniać się historia i cała obsada sezonu. Pomysł sam w sobie bardzo ciekawy.

Ogólna tendencja jest taka, że wszyscy kochają seriale HBO, McConaughey za chwilę dostanie zapewne pierwszego Oscara, a Harrelson od lat robi doskonałą robotę w kinie niezależnym i komercyjnym. Dlatego też dziejący się na kilku płaszczyznach czasowych pierwszy sezon o tajemniczym morderstwie na głębkim południu USA miał wszelkie prawo stać się hitem. I zapewne nim będzie, choć nieco siłą rozpędu moim zdaniem.

Otóż scenarzysta – Nic Pizzolatto i reżyser – Cary Joji Fukunaga, którzy mają piecze nad całym pierwszym sezonem, w pierwszych dwóch odcinkach jak na razie nie sprzedali mi fascynującej i wciągającej fabuły. Wydaje się bowiem, że scenariusz bardziej interesuje się swoimi wielowarstwowymi dwoma głównymi bohaterami niż tajemnicą, którą próbuje nam wciskać. Odbija się to nie tylko na tempie opowiadania historii, która często grzęźnie w rozwiniętych scenach dialogów głównych bohaterów, ale też na naszym w nią zaangażowaniu. Jestem pewien, że oglądam świetne, zniuansowane role dwóch świetnych aktorów, ale czy oglądam dobry wciągający serial? Jak na razie – po dwóch wyemitowanych odcinkach – wszystko wskazuje na to, że jednak nie do końca.

Dla mnie podstawowym problemem serialu jest… jego scenariusz. Pan Pizzolatto jest profesorem literatury i to słychać, niestety. Bardziej niż na wciągającej historii skupia się na języku, wkładając w usta swych bohaterów zdania, które zapewne świetnie sprawdziłyby się w literaturze, ale w serialu zwyczajnie… nie działają (spójrzcie choćby na pierwszy cytat  tutaj). Filozoficzne rozważania policjantów stanowią moim zdaniem zbyt dużą część fabuły. Oczywiście, ktoś może odbić ten argument mówiąc, że właśnie o tym jest ten serial: nie o polowaniu na zbrodniarzy, ale o samych polujących. Ok. Rozumiem to, ale formatu w takim wypadku dalej nie kupuję.

Żeby jednak nie było, że tylko narzekam. Chwaliłem już role dwóch głównych bohaterów, ale serial ma solidną całą resztę obsady. Pan Fukunaga też bardzo dobrze operuje nastrojem, tworząc atmosferę gęstą jak powietrze w Luizjanie (nawet jesli widzieliśmy to już w kinie niejednokrotnie). Tak naprawdę jest to więc serial, który podzieli publiczność. Jedni ulegną jego czarowi i staną się zagorzałymi wyznawcami, inni – jak niżej podpisany – nie wciągną się w ten klimat. Warto, jak z prawie każdą podukcją HBO, spróbować i przekonać się na własne oczy.

Reklamy