Archiwum | Niedziela z… RSS feed for this section

Niedziela z… Oscarami

24 Lu

To już dziś najważniejsza dla Hollywood noc, kiedy tworzą się gwiazdy nowe, a stare błyszczą najjaśniej. Rozdanie nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej potocznie zwanych Oscarami. Ten rok był dziwny,c o podkreślają wszyscy, najpierw świetne recenzje „Argo”, potem dużo pozytywnego „buzzu” wokół Spielberga, następnie deszcz nagród dla Kathryn Bigelow i jej „Zero Dark Thirty”, potem zaś kontrowersje wokół tego filmu, odbierające mu część zwolenników. W końcu kontrowersyjne w tym roku nominacje Akademii, pominięcie Bigelow, Hooppera i Afflecka, któe poskutkowało zwróceniem się sympatii głosujących w Gildiach do „Argo”. Jak więc potoczy się ten wieczór? Czy Akademia będzie chciała naprawić swoją decyzję, uznaną przez opinię publiczną za błąd, i nagrodzić film Afflecka? Czy też, skoro nie dali mu nominacji twardo będą obstawać przy swoim i nagrodzą Anga Lee, Haneke lub Spielberga?

Oto moje typowania – co wygra, a co wygrać powinno dzisiejszej nocy:

NAJLEPSZY FILM

OTRZYMA OSCARA:  Operacja  Argo (choć cały czas uważam, ze Akademia może jeszcze zaskoczyć)
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Wróg Numer 1 (Zero Dark Thirty)

AKTORKA W ROLI PIERWSZOPLANOWEJ

OTRZYMA OSCARA: Jennifer Lawrence – Poradnik Pozytywnego Myślenia
POWINNA OTRZYMAĆ OSCARA: Emmanuelle Riva – Miłość

AKTOR W ROLI PIERWSZOPLANOWEJ

OTRZYMA OSCARA: Daniel Day-Lewis – Lincoln
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Daniel Day-Lewis – Lincoln

AKTORKA W ROLI DRUGOPLANOWEJ

OTRZYMA OSCARA: Anne Hathaway – Les Miserables – Nędznicy
POWINNA OTRZYMAĆ OSCARA: Sally Field – Lincoln

AKTOR W ROLI DRUGOPLANOWEJ

OTRZYMA OSCARA: Tommy Lee Jones – Lincoln
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Tommy Lee Jones – Lincoln

REŻYSERIA

OTRZYMA OSCARA: Steven Spielberg – Lincoln
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Ang Lee – Życie Pi

SCENARIUSZ ADAPTOWANY

OTRZYMA OSCARA: Chris Terrio – Argo (zgodnie z logiką, jeśli „Argo” przegra tę nagrodę, raczej nie dostanie statuetki za Najlepszy Film)
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Tony Kushner – Lincoln

SCENARIUSZ ORYGINALNY

OTRZYMA OSCARA: Mark Boal – Zero Dark Thirty
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Michael Haneke – Miłość

FILM NIEANGLOJĘZYCZNY

OTRZYMA OSCARA: Miłość
POWINNA OTRZYMAĆ OSCARA: Miłość

ZDJĘCIA

OTRZYMA OSCARA: Claudio Miranda – Życie Pi
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Claudio Miranda – Życie Pi

MONTAŻ
 
OTRZYMA OSCARA: William Goldenberg – Operacja Argo
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: William Goldenberg – Operacja Argo

CHARAKTERYZACJA

OTRZYMAJĄ OSCARA: Lisa Westcott, Julie Dartnell – Les Misérables – Nędznicy
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Lisa Westcott, Julie Dartnell – Les Misérables – Nędznicy

SCENOGRAFIA

OTRZYMAJĄ OSCARA: Sarah Greenwood, Katie Spencer – Anna Karenina
POWINNY OTRZYMAĆ OSCARA: Sarah Greenwood, Katie Spencer – Anna Karenina

KOSTIUMY

OTRZYMA OSCARA: Anna Karenina
POWINNA OTRZYMAĆ OSCARA: Anna Karenina

MUZYKA

OTRZYMA OSCARA: Mychael Danna – Życie Pi
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: John Williams – Lincoln

PIOSENKA

OTRZYMA OSCARA:  „Skyfall” – muzyka i słowa Adele Adkins i Paul Epworth
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA:  „Pi’s Lullaby” z Życia Pi

DŹWIĘK

OTRZYMA OSCARA: Operacja Argo
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Les Miserables

MONTAŻ EFEKTÓW DŹWIĘKOWYCH

OTRZYMA OSCARA: Skyfall
POWINIEN OTRZYMAĆ OSCARA: Wróg numer jeden

EFEKTY WIZUALNE

OTRZYMA OSCARA: Życie Pi
POWINNO OTRZYMAĆ OSCARA: Życie Pi

Pomijam krótki metraż i dokumenty, bo większości nie widziałem, nie chcę się więc wypowiadać. Mój komentarz do gali i, mam nadzieję, więcej filmowo-muzycznych wpisów już wkrótce.

Reklamy

Niedziela z… nowymi serialami

3 Lu

Tym razem weekend upłynął mi pod znakiem zapoznawania się z nowymi serialami. Tymi, które zadebiutowały w czasie tzw. „midseason” czyli w połowie amerykańskiego sezonu telewizyjnego. Jak zwykle okazało się to niełatwym, wymagającym dużej dozy cierpliwości zadaniem. Dorzucam tez do zestawu jedna Polska koprodukcje, która próbowałem „zmęczyć”.


The Americans

Szanse na utrzymanie sie w TV: ciężko ocenić (dopiero co wyemitowano pilotowy odcinek)

Kto za tym stoi? Joe Weisberg- były oficer CIA, który od paru lat para się pisaniem scenariuszy

Kto przed kamera? Matthew Rhys („Bracia i Siostry”), Keri Russell („Felicity”) i Noah Emmerich („Truman Show”)

O czym to? O parze rosyjskich szpiegów udających w USA szczęśliwe małżeństwo z dwójką dzieci, osadzone na początku lat 80-tych.

Plusy i minusy: Na plus na pewno obsada. Rhys i Russell są oboje bardzo przyzwoitymi aktorami, obytymi z produkcją telewizyjną. I tutaj wchodzą w nowe role bardzo szybko. Serial ma też w miarę przyzwoicie napisane dialogi i soundtrack rodem z lat 80-tych (Phil Collins, Fleetwood Mac). Musze jednak przyznać, że mnie ta historia nie wciągnęła. Nie widzę w niej nic na tyle ciekawego, by obejrzeć kolejny odcinek. Musze tez przyznać, że dałbym po głowie osobie, która zdecydowała się we flashbacku cofającym widzów o 20 lat – do czasu treningu bohaterów – użyć tych samych 40-letnich aktorów. Wygląda to strasznie kiepsko i od razu godzi w odbiór całości, która raczej stawia na podejście „nudnego realizmu”, a nie tanich i szybkich zwrotów akcji.

Werdykt: Krytykom się podoba.Przyzwoita nuda, która może znaleźć swoich fanów. Ja jednak nie jestem jednym z nich.

Banshee

Szanse na utrzymanie sie w TV: pierwszy sezon na pewno zostanie wyemitowany w calości

Kto za tym stoi? Jonathan Tropper i David Schickler, a producentami wykonawczymi sa m.in Alan Ball („True Blood”) i Greg Yaitanes („Dr House”).

Kto przed kamera? Nowozelandczyk Anthony Starr, Ivana Milicevic („Vegas”, „Hawaii Five-O”), Ulrich Thomsen („Fringe”)

O czym to? O złodzieju ściganym przez mafie, który podszywa się pod szeryfa małego miasteczka, w którym mieszka spora populacja amiszów oraz lokalna silnie rozwinięta mafia.

Plusy i minusy: Na plus: bawiłem się fantastycznie na pierwszej godzinie. Natomiast zdecydowanym minusem jest to, ze kompletnie nie tak jak chcieliby twórcy. Jest to produkcja o kablówkowa jest więc seks, przemoc i przekleństwa. Nie ma natomiast za grosz logiki. Mamy np. uwierzyć, że do miasta przyjeżdża nowy szeryf i nikt go nigdy nie widział. W dobie Facebooka? Naprawdę?! Bzdura goni tu bzdurę i naprawdę miałem opory żeby dokończyć nawet pierwszą godzinę tego wątpliwego dziełka.

Werdykt: Zdecydowanie odradzam.

The Carrie Diaries

Szanse na utrzymanie się w TV: spore

Kto za tym stoi? Josh Schwartz („Plotkara”) i Candace Bushnell (autorka „Seksu w wielkim mieście”)

Kto przed kamera? AnnaSophia Robb („Charlie i Fabryka Czekolady”), Matt Letscher (serial „Skandal”), Ellen Wong („Scott Pilgrim vs. Świat”).

O czym to? O nastoletnich latach kultowej bohaterki „Seksu w wielkim mieście” – Carrie Bradshaw i jej pierwszych krokach w Nowym Jorku w połowie lat 80-tych.

Plusy i minusy: Weź trochę „Plotkary”, trochę filmów Johna Hughesa, wielkie muzyczne hity i kiczowate stylówki lat 80-tych oraz ślicznych bohaterów, z których każdy wygląda jak z reklamy modowej i otrzymasz „Seks w wielkim mieście” w wersji dla młodych panien. Od razu mówię, ze nie jest to serial zły. Pierwsze odcinki maja w sobie dużo mniej wyrachowania, a więcej serducha niż spodziewałem się po tym wyglądającym na skok na kasę pomyśle. Serial czyni swych ślicznych bohaterów nieco bardziej naiwnymi niż dzisiejsze nastolatki, ale nie traktuje ich jak debili (przynajmniej na razie). Ma to przyjemny oldskulowy klimat i myślę, że niejednej nastolatce – początkującej hipsterce – może się spodobać. Ja się do targetu tego serialu nie zaliczam, ale fajnie było poobczajać stylówki i posłuchać dobrych starych hitów. Podsumowując: to kawałek przyzwoicie zagranego „primetime tv”.

Werdykt: Jeśli czujesz się targetem tego serialu, warto spróbować. Nie jest nawet w połowie tak zły jak mógłby być.


The Following

Szanse na utrzymanie się w TV: póki co ogromne (na razie padają bardzo wysokie liczby widzów)

Kto za tym stoi? Kevin Williamson („Krzyk”, „Dawson’s Creek”)

Kto przed kamera? Kevin Bacon („Uspieni”, „Footloose”), James Purefoy („Rzym”), Shawn Ashmore („X-men”)

O czym to? O agencie FBI, który odszedł ze służby po tym, jak został poważnie ranny łapiąc niebezpiecznego morderce. Teraz morderca-geniusz znowu wciąga go w swą chorą grę.

Plusy i minusy: Pamiętacie pierwszą (chronologicznie) część serii o Hannibalu Lecterze? Zekranizowanego dwa razy „Czerwonego Smoka”? Tam agent Will Graham, poważnie uszkodzony przez Hannibala Lectera podczas aresztowania, ponownie korzysta z jego pomocy scigając morderce, który wycina ofiarom oczy. Ewidentnie Kevin Williamson albo pamięta aż za dobrze albo nie pamięta w ogóle tamtej historii, bo kopiuje ją toczka w toczkę, dodając kilka niespodziewanych „twistów” do całej historii. Główną zmiana jest „sekta” wyznawców mordercy, których uwiódł on swą szaloną retoryką. Dzięki niej zapewne serial będzie się ciągnął długo i będzie coraz głupszy, co widać już w pierwszych dwóch godzinach. Jednak jako popcorn dla mózgu funkcjonuje znakomicie, a wszyscy grają tu tak, jakby serial był co najmniej dwie półki wyżej niż jest. Jedyne zastrzeżenie mam do Purefoya, którego ubóstwiałem w „Rzymie”, a tutaj jest pretensjonalną i sztuczną podróbą Hannibala Lectera.

Werdykt: „The Following” jest trochę jak McDonald’s na kacu. Ładnie wygląda na pierwszy rzut oka, jest znajome i choć wiesz, że to dla ciebie niedobre i że to absolutnie nie jest tak dobre jak prawdziwy burger, to nie możesz przestać jeść.

UPDATE: nie zauważyłem, że plik TXT wykasował mi wszystkie polskie znaki. Już zostało to poprawione. Pozostałe nowe produkcje w następną niedzielę.

Niedziela z… nową muzyką

27 Sty

Ponieważ muzyki słucham niezwykle dużo, a piszę o niej bardzo rzadko, to dziś postanowiłem właśnie skupić się na muzyce. Bo choć często coś wpada mi w ucho, to są to pojedyncze piosenki i sprawdzanie, kto, co, jak i dlaczego zajmuje mi trochę czasu. A że dziś mam czas, to jest to dobry dzień na przedstawienie wam paru nowych artystów. Mam nadzieję, że dźwięki się wam spodobają.

1. Viceroy feat. Chela – Dream of Bombay

O Cheli pisałem w ubiegłym tygodniu. O Viceroyu nigdy za wiele. Ten kalifornijski producent, który w swojej twórczości nigdy nie odchodzi daleko od plażowych klimatów. W końcu motto “Summertime, All The Time” zobowiązuje. Jego kolejny kawałek to mieszanka nostalgii za podróżą, latem i palmami. Idealne antidotum na zimową aurę.

http://viceroymusic.com/

2. Elliphant – Down on life

Pochodzi ze Sztokholmu, rozwinęła się zaś grając tour w Wielkiej Brytanii. Ellinor Olovsdotter czyli Elliphant sama siebie opisuje jako „nieślubną córkę M.I.A. i Diplo”.  Przyznaję, że „Down on Life” przez jakiś czas miałem prawie że zapętlone. Nie dziwią mnie w ogóle zachwyty branży od Guardiana przez NME i Pitchfork. Słowa „I need you to take all my shadows for a walk tonight” doskonale oddają potrzebę ucieczki przez styczniową deprechą. Polecam gorąco.

http://www.facebook.com/elliphantmusic

3. Gems – All I Eever

Pochodzą z Waszyngtonu, a nagrywali pierwsze piosenki na plaży w Karolinie Północnej. nic dziwnego, że są to kompozycje eteryczne, jakby z nieco innego świata. Minimalistyczna produkcja, ciekawe słowa, ale to co pozostaje najbardziej niezwykłe, to klimat. Rasowy dream pop w najlepszej odmianie.

http://www.gems-band.com/

4. Josef Salvat – This life

Poza tym, że pochodzi z Londynu, to niewiele o nim wiadomo. Josef Salvat ma jak na razie tylko tą jedną piosenkę, ale żeby każdy miał taki start… Fader napisał o nim „pop guy to watch” i coś w tym zdecydowanie jest.  Szkoda, że na razie nie za wiele o nim wiadomo.

http://www.josefsalvat.com/

5. Shy Girls – Under Attack

Shy Girls wręcz topią się w stylistyce lat 90-tych, a saksofon w „Under ATtack” brzmi prawie jak z wczesnych płyt Varius Manx. Wbrew pseudonimowi Shy Girls to jeden człowiek – Dan Vidmar – songwriter z Portland. Polecam też jego wcześniejszą epkę „Sex in the city”, też zatopioną w produkcji nawiązującej do klasyki R&B z lat 90-tych. Dobrze, że ktoś takie rytmy przywraca, a nie tylko w kółko „ejtis”.

http://shygirlsmusic.com/

6. MsMr – Fantasy

O MsMr pisałem już przy okazji najlepszych epek pierwszej połowy ubiegłego roku oraz bodajże przy okazji najlepszych piosenek roku. Po świetnej epce, któa pokazała ich możliwości, dają nam w końcu przedsmak pierwszej autorskiej płyty, która ma ukazać się 14 maja. Czekam z niecierpliwością, bo jak na razie nie zawiedli mnie ani razu.

http://www.msmrsounds.com/

7. Camera2 – Just about made it

„Just about made it” to ich debiutancki singiel. Świetny kawałek, który uwodzi bitem i zmieniającym się rytmem oraz subtelnie uwodzącym wokalem. Teledysk mnie nie powalił, ale piosenka jest naprawdę dobra i sprawia, że poczekam z przyjemnością na ich następne dokonania. Zresztą to pierwszy z wielu, bo grupa nakręciła ponoć teledysk do każdej z piosenek na albumie, a motywem wspólnym jest ten 9-letni chłopiec, który pojawia się w wideo oficjalnym do piosenki (ja jednak zdecydowałem się zamieścić wersję ze studio). Camera2 to czwórka z Brooklynu wywodząca się z różnorodnych kapel m.in Smashing Pumpkins czy Teddybears.  Zobaczymy, kiedy pokażą zapowiadane na grudzień 2012 kolejne dokonania.

http://camera2.com/

8. London Grammar – Hey now

Hannah, Daniel i Dot pochodzą z Londynu. „Hey Now” to ich debiutancki singiel. ZImowy bit przywodzi na myśl trochę Jessie Ware, która wybijała się mniej więcej o tej porze w ubiegłym roku, a trochę ulubieńców krytyki czyli the XX. Minimalistyczne, ale nie nudne. Choć niewiele wiadomo o nich, ciekaw jestem czy potrafią tak uwodzić cały czas, czy też „Hey Now” to jednorazowy strzał.

http://www.londongrammar.com/

9. Pale vV – Too much

Kolejny artysta z Londynu (tam to jest dopiero kopalnia talentów).  Znowu – niewiele o nim wiadomo, ale jego pierwsze single już krążą po blogosferze. Warto się w nie wsłuchać.

http://www.facebook.com/palemusic

10. Avec Sans – The Answer

Nieco mroczny elektroniczny pop prosto z Wliekiej Brytanii. Duet zaistniał przerabiając kawałek Bon Iver, ale teraz wraca z kolejnymi, pierwszymi autorskimi piosenkami. I jest to porywająca zapowiedź. Pojawiają się na wielu zestawieniach „nadziei 2013” i myślę, że nie bez powodu. Ten rok może być dla nich naprawdę wielki. Ich kawałki możecie póki co pobrać za darmo na ich Facebooku.

http://www.facebook.com/avecsansband

11. Xander The Great – Lock her down

Pod pseudonimem Xander The Great kryje się 20-letni raper multiintsrumentalista, który może szybko zdetronizować Franka Oceana. Ma za sobą tylko mixtape, z kórego pochodzi powyżej linkowane „Lock Her Down”, a w ten weekend jego debiutancki singiel poleciał w BBC.  Kilka dodatkowych kawałków krąży po internecie, więc nie powinniście mieć problemów by je znaleźć. „Lock Her Down” puszczam niezwykle często, jest coś w tym podkładzie, że chce mi się go słuchać w kółko.

http://www.facebook.com/xtgrxtgr

12. Chlöe Howl – No Strings

Gdyby Kate Nash nagrywałą na podkładach robionych przez Foster The People, pewnie efekt byłby podobny. „No Strings” to takie wyzwanie rzucone światu przez 17-latkę, która do potencjalnych wyrywających ją na imprezie rzuca „But fuck your no strings, and your ‚hey i’ll ring’s”. BVardzo fajny debiut, który może być zapowiedzią ciekawego talentu. Niestety równie dobrze może też być jednorazowym strzałem. I nie wiem czemu takie mam przeczucie, ale może zmienię zdanie jak usłyszę kolejne dokonania panny Howl.

http://www.chloehowl.com/

Niedziela z… kinem przygodowym

20 Sty

Tak jak napomknąłem tydzień temu, dziś znowu do wyboru tematyki zainspirowała mnie książka. Tym razem było to „Zaginione Miasto Z” Davida Granna. Dla tego dziennikarza przygoda zaczęła się, kiedy po raz pierwszy usłyszał historię zaginionego w dżungli brytyjskiego odkrywcy, którego przez ostatnie 80 lat szukało wiele różnych ekspedycji i którego historia rozpala wyobraźnię.

W kinie przygoda zaczyna się różnie, czasem banalnie. Czasem od otrzymania przez pisarkę romansideł listu z mapą skarbów, czasem wtedy kiedy reżyser decyduje się kręcić swój film na owianej złą sławą wyspie, wtedy gdy do japońskiego obozu pracy trafia grupa brytyjskich jeńców, a czasem kiedy grupie młodych chłopców rozpala wyobraźnię trup znajdujący się w lesie parę kilometrów od domu.

Dlatego dziś subiektywnie o moich ulubionych filmach przygodowych, w kolejności chronologicznej. Na moment wrócę jeszcze do książki Granna – opcję na jej ekranizację wykupił dla swojego Plan B Brad Pitt, wkrótce więc może ją te zobaczymy na ekranie. A w międzyczasie namawiam do jej lektury.

1. King Kong – 1933

Film, który widziałem naprawdę sporą ilość razy w dzieciństwie. Nie pamiętam już, czy tak często powtarzano go w TV czy też ktoś na podwórku miał kopię na wideo. Tak czy owak, choć dziś może wydawać się śmieszny, wyobraźcie sobie co musieli czuć widzowie w kinach w 1933r. Ikoniczna produkcja, która zainspirowała setki naśladowców i która była pod każdym względem przełomowa. Również finał wszedł do historii kina. Jeśli ktoś nigdy nie widział, powinien jak najszybciej nadrobić ten błąd.

2. Most na Rzece Kwai – 1957

Klasyka i wg. AFI (American Film Institute) jeden z najlepszych filmów w historii kina. Najlepsze w nim jest to, że może poza niektórymi scenami „akcji” zupełnie się nie zestarzał, a piękne, doskonałe zdjęcia robią wrażenie do dziś. No i klasyczna już kreacja sir Aleca Guinnessa oraz finałowa sekwencja, która wciąż trzyma w napięciu.

3. Lawrence z Arabii – 1962

Drugi z epickich klasyków Davida Leana powstał po 5 latach i przyniósł kolejne siedem Oscarów. Tym razem kanwą historii jest pułkownik T.E. Lawrence, którego ścieżki nota bene w którymś momencie skrzyżują się także z Percym Fawcettem – bohaterem powieści Granna. To kolejny absolutny klasyk, który mam nadzieję zobaczyć kiedyś w kinie.

4. Deliverance – 1972

Czterech zwykłych facetów postanawia zorganizować spływ rzeką Cahulawassee. Niewinna wycieczka szybko zmieni się w walkę o przetrwanie, kiedy bohaterowie przetną drogę grupie „moonshiners” (przemytnicy nielegalnego alkoholu). Klasyczny dziś już film Johna Boormana wciąż może szokować. Pokazuje też, że czasem pragnienie przygody może się bardzo źle skończyć. Ciekawostka: ze względu na cięcia budżetowe aktorzy sami wykonywali większość swoich kaskaderskich scen.

5. Poszukiwacze Zaginionej Arki – 1981 i Indiana Jones i Świątynia Zagłady – 1984

Wiadomo. Gdyby to był ranking wg. popularności, te dwa filmy byłyby na jego szczycie. Wiem, że wielu ludzi nie lubi drugiej, osadzonej w Indiach części sagi, ale szczerze mówiąc to w dzieciństwie był mój ulubiony film, który widziałem bodaj jako sześciolatek, zasłaniając oczy przez pierwsze kilka lat oglądając scenę wyrywania serca… Mimo to „Poszukiwacze…” to oczywiście  najlepszy film przygodowy, pełen klasycznych dziś scen i dialogów. Ciekawostka: chociaż Ford był pierwszym wyborem Spielberga, sprzeciwił się autor scenariusza George Lucas, u którego Ford zagrał już w „Amerykańskim Graffiti” i „Gwiezdnych Wojnach”. Rolę miał dostać Tom Selleck, ale grał wtedy w „Magnum”. Ostatecznie Ford dostał rolę na 3 tygodnie przed rozpoczęciem zdjęć.

6. The Goonies – 1985

Kolejny kultowy film z czasów dorastania. Producentem był Steven Spielberg, za kamerą stanął zaś Richard Donner („Superman”). Film opowiada o grupce dzieciaków, którzy znajdują piracką mapę skarbów. W filmie pojawiają się młodzi Josh Brolin,  Sean Astin, Martha Plimpton czy młodociana gwiazda Corey Feldman i znany ze „Świątyni Zagłady” Jonathan Ke Quan. Bardzo ciepło wspominam ten film i bawi mnie niezmiennie do dziś.

7. Stand by me – 1986

Trochę nietypowy wybór, bo to nie typowe kino przygodowe. Grupa chłopców wyrusza na wyprawę by poszukać ciała zaginionego w ich regionie chłopca. Nie spodziewają się, jak bardzo zmieni ich ta wyprawa. Uwielbiam ten film Roba Reinera, który jest jednocześnie adaptacją opowiadania Stephena Kinga ze zbioru „Cztery Pory Roku” (z tego samego zbioru pochodzą „Skazani na Shawshank”). King nadał chłopcom bardzo wyraźne rysy, przenosząc na głównego bohatera wątki autobiograficzne. Ten film to świetna historia o przyjaźni, o ostatniej przygodzie dzieciństwa, która zaczyna jakiś nowy etap w naszym życiu. W rolach głównych ponownie Feldman, nieodżałowany River Phoenix, Wil Wheaton i Jerry O’Connell. Ten film nie jest w Polsce jakoś specjalnie znany, tym bardziej polecam go waszej uwadze.

8. Jurassic Park – 1993

Chyba pierwszy film, który widziałem w kinie kilka razy. I pamiętam do dziś, że wgniótł mnie w fotel. Przełomowy pod względem efektów film Spielberga do dziś robi na mnie świetne wrażenie. W tym roku zdaje się obraz wróci do kin w wersji 3D (po co? tego nie wiem…), a już niedługo do kin ma trafić Jurassic Park IV. Nie lubię żadnego z sequeli tego filmu, ale ta pierwsza część to było coś, co dla dzieciaków mojego pokolenia zaczęło modę na dinozaury. Fabułę chyba zna każdy na ziemi, więc jako ciekawostkę podam tylko fakt, że każde studio miało swojego faworyta na reżysera – Fox optował za Joe Dantem („Gremliny”), Columbia miała Richard Donnera, Warner zaś chciał by obraz zrobił Tim Burton. Michael Crichton wybrał Spielberga i studio Universal po spotkaniu z reżyserem.

9. Mumia – 1999

Przez wielu uważany za tanią kalkę Indiany Jonesa, ale ja bardzo lubię ten film. Uważam, że idealnie łączy awanturniczą fabułę z lekkim humorem, do tego bardzo fajnie nawiązuje do oryginalnego filmu z Borisem Karloffem. Ten film to po prostu dobra zabawa i chętnie do niego wracam. Poza tym to pierwszy większy hit cudownej Rachel Weisz, a ją mogę oglądać we wszystkim. Film spłodził sequele, a przedstawiona w drugiej części postać Króla Skorpiona też doczekała się własnej filmowej serii, skierowanej jednak głównie od razu na rynek DVD.

10. Into the wild – 2007

Człowiek kontra natura. Absolwent uniwersytetu postanawia rzucić obiecujące perspektywy kariery i zamieszkać w środku Alaski.  Finał tej opartej na faktach historii jest tragiczny, ale sama podróż fascynująca. Sean Penn czekał 10 lat na zgodę rodziców bohatera, by móc zrobić ten film. Powstała świetna historia, z dobrze dobraną obsadą. Dodatkowo zdjęcia Erica Gautiera i piosenki Eddiego Veddera sprawiają, że ten film długo się pamięta.

 

I to tyle na dziś. Oczywiście pominąłem całą masę filmów, od „Afrykańskiej Królowej” po „Krwawy Diament”, ale jak ostrzegałem to moja subiektywna lista…

 

 

 

Niedziela z… Diane Keaton

13 Sty

Niedawno zakończyłem lekturę jednego z prezentów gwiazdkowych – autobiograficznej książki Diane Keaton „Wciąż od Nowa”. Skłoniło mnie to do przyjrzenia się imponującej karierze tej aktorki. Keaton to osoba wyjątkowa – zabawna i inteligentna, szczera i waląca prosto z mostu, przez wielu uważana za ekscentryczną (a nawet za dziwaczkę). Keaton (urodzona jako Diane Hall) nawet własną biografię potraktowała bardziej jako temat do rozważań nad zmianą pokoleń, oddała cześć i sporą część treści swojej matce, siebie sprowadzając na dalszy plan. Mimo tego, że nigdy nie stanęła na ślubnym kobiercu, poważne związki łączyły ją z Alem Pacino, Warrenem Beatty i, oczywiście, z Woodym Allenem. Pisze o nich i do dziś wyraża się ciepło, bez goryczy i wylewania żalów. Na rocznicę Złotych Globów wystawiła Allenowi piękny list, Beattiemu nie wahała się oddać intymnego hołdu nawet na gali, gdzie był obecny z obecną partnerką.

Zagrała w 60 filmach, wyreżyserowała 4 – w tym jeden dokument i 2 telewizyjne – oraz kilka odcinków seriali telewizyjnych – w tym kultowego „Twin Peaks”. W latach 80-tych napisała i wyreżyserowała źle wówczas odebrany dokument „Niebo” o wizjach życia po śmierci,, w którym rozmawiała m.in ze swoją rodziną. Nigdy nie bała się wpadek. W wieku 50-lat adptoowała córkę Dexter, a wieku 55 syna Duke’a. Kobieta niebagatelna, można chyba powiedzieć mimo chałturnictwa w ostatnich latach na ekranach, że artystka. Dziś chciałbym oddać jej mini-hołd przypominając kilka produkcji z jej filmografii – Diane Keaton.

1. Annie Hall – 1977

Podobno Woody Allen oparł ten film na swoim związku z Keaton. Nota bene jak wspomina w swojej biografii Keaton ojciec – Jack Hall – mówił o niej „Di-annie Hall”. Stąd rola, która przyniosła jej jedynego w karierze Oscara ma w sobie dużo niej samej. Przy okazji powstała jedna z najlepszych komedii w historii kina.

2. Czerwoni – 1981

Epopeja opowiadająca historię amerykańskiego ruchu socjalistycznego, a na jego tle historię miłości Jacka Reeda i Louise Bryant. Keaton znowu gra kobietę odważną i silną, na wiele sposobów wyprzedzającą swoje czasy. Warto sobie przypomnieć, a jeśli ktoś nie widział, zobaczyć ten film. To wielka produkcja, która przyniosła Beatty’emu Oscara za reżyserię, a Keaton kolejną nominację. W jednej z drugoplanowych ról pojawił się Jerzy Kosiński, prywatnie przyjaciel Nicholsona i Beatty’ego. Diane Keaton wspomina pracę ze swoim ówczesnym partnerem bardzo dobrze, co najlepiej ilustruje powyższy klip z uroczystości AFI honorującej Warrena Beatty.

3. Niebo – 1987

W latach 80-tych Keaton nie miała zbyt dobrego przebiegu. Ten film warto ponoć zobaczyć, bo to ambitna próba spojrzenia na temat „życia po życiu”. Mimo to jej debiut reżyserski okazał się ambitną porażką, której jednak Keaton nie wstydzi się do dzisiaj.

4. Baby boom – 1987

Film, który kazano mi oglądać kiedyś na lekcjach angielskiego. przyjemna i lekka produkcja, mająca wiele klasy i będąca dość charakterystycznym reprezentantem dla pewnego typu komedii i bohaterek, który wtedy dominował w Hollywood. Film Charlesa Shyera był sporym hitem w swoim czasie i niewątpliwie ożywił karierę Keaton. Przy okazji Shyer jest prywatnei mężem Nancy Meyers, do której jeszcze wrócimy w tym zestawieniu.

5. Tajemnica Morderstwa na Manhattanie – 1993

Po burzliwym rozstaniu Allena z Mią Farrow, Keaton przejęła jej rolę w jego najnowszej produkcji. Powstał jeden z lżejszych i bardzo przyjemnych filmów mistrza kina (i pierwszy film Allena, który widziałem w życiu). Nic dziwnego, że mimo tego, że ich związek trwał krótko, to –  jak twierdzi Keaton – przyjaźnią się do dziś. Przy okazji tytuł filmu miał być jedynie roboczym, ale ponieważ Allen uznał, że nie wymyśli nic bardziej odpowiedniego, użył ostatecznie roboczej nazwy.

6. Zmowa pierwszych żon – 1996

Kolejny hit kasowy i film, który bardzo ciepło wspominam z lat młodości. Keaton, Midler i Hawn tworzą tu niezapomniane trio pierwszych żon, które zostawione dla młodszych kobiet mszczą się na swoich byłych mężach. Ciekawostka: wszystkie 3 panie urodziły się w przeciągu 45 dni i świętowały na planie swoje 50-te urodziny.  Dodatkowo w filmie pojawia się cała plejada gwiazd: Maggie Smith, Timothy Olyphant (jego debiut), Sarah Jessica Parker, Eileen Heckart, Stockard Channing czy Rob Reiner.

7. Pokój Marvina – 1996

To mógłby być tani telewizyjny wyciskacz łez, gdyby nie doborowe towarzystwo twórców w to zaangażowanych. Opowieść o dwóch siostrach, które poróżniły się, gdy przyszło podzielić się opieką nad chorym ojcem. Keaton gra Bessie, która opiekuje się staruszkiem. Meryl Streep zaś Lee, która próbowała ułożyć sobie życie z dala od domu, a teraz sama wychowuje syna z problemami psychicznymi, w którego wcielił się Leonardo DiCaprio. Zdjęcia do filmu wykonał Piotr Sobociński. Keaton zdobyła nominację do Oscara, natomiast do Złotego Globu nominowano Streep.

8. Lepiej późno niż później – 2003

To ciekawy przypadek – komedia romantyczna dla ludzi po pięćdziesiątce. Keaton wspomina, że kiedy Nancy Meyers powiedziała jej o scenariuszu i o roli, którą przygotowała specjalnie dla niej, Keaton nie chciała się nastawiać, bo wątpiła, ze któreś ze studiów wyłoży pieniądze na film. I faktycznie 20th Century Fox odmówiło finansowania, twierdząc, że bohaterowie są za starzy. Na szczęście tego błędu nie popełniło Sony. Zręczna, świetnie zagrana i urokliwa komedia romantyczna, w której 57-letnia Keaton pokazała się nago, okazała się ogromnym hitem przynosząc aktorce Złotego Globa i czwartą, do dziś ostatnią, nominację do Oscara. Przy okazji też sporo kasy wskutek pewnego nietypowego ruchu Jacka Nicholsona (to ich pierwsze spotkanie na ekranie od czasu „Czerwonych”), który podzielił się z nią częścią zysków.

9. Rodzinny dom wariatów – 2005

Nie dajcie się zwieść idiotycznemu tytułowi. „Family Stone” to bardzo przyjemna świąteczna komedia obyczajowa, na której można się i pośmiać i popłakać. Keaton gra tu nestorkę rodu. Partneruje jej zaś świetna obsada, wśród której znaleźli się m.in Rachel McAdams, Luke Wilson, Dermot Mulroney, Craig T. Nelson, Sarah Jessica Parker i Claire Danes.  Biorąc pod uwagę, że to jedyny ciekawy film z tą aktorką w ostatnich kilku latach, bo niestety angażuje się w różne szmiry typu „Dzień Dobry TV”.

Mam nadzieję, że ten lakoniczny mini-ranking ułożony chronologicznie sprawi, że zechcecie obejrzeć jakiś film z tą świetną, wyjątkową aktorką. W następnym tygodniu też planuję mini-ranking inspirowany książką, którą właśnie czytam. Dziś powiem tylko, że ta książka to „Zaginione miasto Z” Davida Granna (polecam gorąco!).

Weekend z… nowymi serialami – dramaty cz. 2

14 Paźdź

Ufff. Dotarłem do końca i obejrzałem prawie wszystko, co pojawiło się w amerykańskiej Tv tej jesieni. To było naprawdę trudne zadanie. Starałem się obejrzeć po minimum dwa odcinki każdego opisywanego serialu. Nie zawsze się dało (i nie zawsze dałem radę wytrzymać). Wkrótce ostateczne podsumowanie i mini-ranking.

666 Park Avenue

Szanse na utrzymanie sie w TV: ciężkie do przewidzenia

Kto za tym stoi? David Wilcox („Law & Order”, „Fringe”)

Kto przed kamerą? Terry O’Quinn (“Lost”), Vanessa Williams (“Desperate Housewives”), Dave Annable (“Bracia i Siostry”) i Rachael Taylor (“Aniołki Charliego”)

O czym to? Jak już pisałem w jednym z poniższych wpisów, o młodej parze wprowazającej się do eleganckiej, skrywającej wiele tajemnic kamienicy zarządzanej przez szatana i jego żonę (lub sługi złego, whatever). Z kamienicy znikają też regularnie lokatorzy (czego nikt nie zauważa).

Plusy i minusy: Horror light w wersji glamour. Nieznośnie głupie, mało logiczne i co najgorsze z suspensem na poziomie „Mody na sukces”. Największą jednak wadą tego serialu jest to, o czym pisałem w mini-wstępie – tu brakuje pomysłu na dłuższy serial, chyba że scenarzyści chowają asy w rękawie. Nawet jeśli tak jest, lepiej żeby szybko je wyciągnęli nim producenci zakręcą im kurek z pieniędzmi.

Werdykt: Nie warto. Naprawdę.

Emily Owens M.D.

Szanse na utrzymanie sie w TV: umiarkowane

Kto za tym stoi? Jennie Snyder („Kochane kłopoty”, „Szminka w wielkim mieście”)

Kto przed kamerą? Mamie Gummer (córka Meryl Streep, znana z „The Big C” i „Off the map”), Justin Hartley („Smallville” gdzie nota bene grał postać Green Arrowa z opisanego wczoraj serialu)

O czym to? Ukradnę z innej strony porównanie – skrzyżowanie „Grey’a Anatomy” z „Ally McBeal”.

Plusy i minusy: Mamie Gummer jest sympatyczna, ale istnieje już show o lekarzach z narratorem z offu (Meredith Grey w „Grey’s Anatomy”). W dodatku tamten show skupia się jednak na kilku(z czasem -nastu) postaciach, a tutaj na jednej młodej lekarce i jej życiu uczuciowo-zawodowym. Znowu – pomimo że to sympatyczna produkcja – czy to wystarczy na serial?

Werdykt: Można obejrzeć. Przyjemnie się to ogląda, równie przyjemnie się tego potem nie pamięta.

Last Resort

Szanse na utrzymanie sie w TV: ciężko przewidzieć – jeśli utrzyma się poziom pilota to spore

Kto za tym stoi? Shawn Ryan („The Shield”, „Lie to me”) i Karl Grajdusek („Dead like me”)

Kto przed kamerą? Andre Braugher („Men of a certain age”, filmy „Mgła” czy ‚Miasto aniołów”), Scott Speedman (seria „Underworld”), Robert Patrick (pamiętny T-1000 z „Terminatora 2”),

O czym to? Ambitna rozrywka – tylko w pilocie wybucha praktycznie III wojna światowa, wszystko wskazuje na to, że spowodowały ją jakieś siły w USA, a w środku tego jest okręt podwodny z arsenałem nuklearnym, którego kapitan opanowuje mała wysepkę gdzieś na Pacyfiku i ogłasza niezależność od USA (trochę uprościłem).

Plusy i minusy: Uff, fabułę ciężko wyjaśnić. Ale jest spisek, wyspa, „Lost”-owe klimaty, dobrzy aktorzy, świetne tempo (pilota zrobił Martin Campbell – reżyser „Casino Royale”), trochę nielogiczności, świetny pilot i trochę nierówne kolejne dwa odcinki.

Werdykt: Taki sam, jak w przypadku „Revolution” – warto chyba poczekać. Niemniej na poziomie rozrywkowym jest to dla mnie najlepszy serial tej jesieni.

Elementary

Szanse na utrzymanie sie w TV: duże

Kto za tym stoi? Robert Doherty (twórca seriali „Tru Calling”, „Medium”, „Ringer”)

Kto przed kamerą? Johnny Lee Miller („Trainspitting”, „Hakerzy”, ostatnio „Mroczne Cienie Burtona) i Lucy Liu („Aniołki Charliego”, „Ally McBeal”)

O czym to? Kolejna uwspółcześniona wersja przygód Sherlocka Holmesa – ty razem w Nowym Jorku i z doktorem Watsonem jako kobietą.

Plusy i minusy: Nie jest to wybitne jak brytyjski „Sherlock”. W zasadzie sam fakt, że serial jest o Holmesie wydaje mi się tylko PR-ową zagrywką. Bo poza tym serial nic nie różni od innych proceduralnych dzieł CBS. Niemniej, jest to solidnie zrobione, zmontowane i zagrane, choć lubujący się w rozwiązywaniu zagadek mistrzowie logiki już w pilocie dostrzegli pewne luki. Oczywiście najciekawszy jest tu wątek uczynienia dr Watson kobietą i zrobienia z niej sponsora uzależnionego od narkotyków Holmesa. Dobrze dobrano aktorów – Lee Miller gra Holmesa odrobinę jak Downey Jr., ale jednak po swojemu. Czuć chemię między aktorami, dzięki temu bardzo dobrze się to ogląda. I tyle.

Werdykt: Trochę za dużo efektownych PR-owych zagrywek, ale to wciąż solidny kryminalny serial.

The Mob Doctor

Szanse na utrzymanie sie w TV: mniejsze niż zero

Kto za tym stoi? Rob Wright i Josh Berman („Drop Dead Diva”, „Czarodziejki”, „Kości”)

Kto przed kamerą? Jordana Spiro („Harry’s Law”), William Forsythe (ostatnio „Boardwalk Empire”), Zeljko Ivanek („Damages”)

O czym to? Tytuł mówi wszystko – lekarka, która po godzinach pomaga mafii, bo jej brat wisi mafii sporą kasę.

Plusy i minusy: Potrafię sobie wyobrazić miny telewizyjnych tuzów kiedy na ich biurku wylądował jakiś ogólny pomysł tego serialu. Serial o lekarzach … I JESZCZE O MAFII. O kurde, to brzmi jak złote cielę. Niestety, może i w zamyśle brzmi to fajnie, jednak pierwszy odcinek jest tak niedorzeczny, że amerykańscy krytycy nie zostawili na nim suchej nitki. Z głównym zarzutem – że główna bohaterka jest niezbyt sympatyczna, niestety się zgadzam. Jest w niej coś strasznie irytującego. fabuła niestety nie grzeszy ani logiką, ani oryginalnością. Ale tez nie uważam, żeby było to aż takie złe jak twierdzą niektórzy.

Werdykt: Media już wydały wyrok, widzowie też, skoro serial ma najniższą średnią ocen na IMDB ze wszystkich, które tu opisuje. Aktorzy zapewne już rozglądają się za nowymi castingami. I tak to jest…

Weekend z… nowymi serialami – dramaty (cz. 1)

13 Paźdź

Chicago Fire

Szanse na utrzymanie się w TV: umiarkowane

Kto za tym stoi? Duet Michael Brandt i Derek Haas – autorzy scenariuszy do filmów „Wanted: Ścigani”, „Za szybcy za wściekli”, „The Double”

Kto przed kamerą? Jesse Spencer (dr Chase z „House’a”), Lauren German („Hostel 2”), Taylor Kinney („Pamiętniki Wampirów”),

O czym to? O grupie super przystojnych strażaków pracujących w Chicago

Plusy i minusy: Wśród plusów na pewno fakt, że obsada poza tym, że tworzy najprzystojniejszą grupę strażaków, lekarzy i policjantów jaką kiedykolwiek widziałem, to nie można poszczególnym ludziom odmówić talentu. Nieźle to grane. Gorzej ze scenariuszem. Sztywne to i w dodatku niezbyt wciągające. Efekty specjalne tez nie powalają. Ale na pewno znajdzie swoich amatorów. Trzyma wyśrubowany, średni poziom. Może z czasem się polepszyć.

Werdykt: Dla tych, co na ekranie lubią oglądać pięknych ludzi i tych, których kręcą dramaty o poszczególnych zawodach. Uprzedzam – to taki typowy średniak.

Arrow

Szanse na utrzymanie się w TV: ogromne

Kto za tym stoi? Greg Berlanti (scenarzysta okropnego „Green Lantern”) i Marc Guggenheim („Ei Stone”, „Flash Forward”, „Bracia i Siostry”)

Kto przed kamerą? Stephen Amell („Private Practice”, „The New Girl”, „Hung”), Willa Holland („Gossip Girl”, „The O.C”), Colin Salmon („Resident Evil”, seria Bondów z udziałem Pierce’a Brosnana)

O czym to? Po „Smallville” kolejny reboot czy też prequel bohatera ze stajni komiksów DC. Tym razem bohaterem jest Olliver Queen czyli super-łucznik znany w komiksach jako The Green Arrow.

Plusy i minusy: Plusem jest w miarę mroczne podejście do postaci. Minusem rażące głupoty fabularne. Plusem scenografia i efekty specjalne. Minusem nieco drewniane aktorstwo, oparte na głębokich spojrzeniach i kamiennych twarzach. Komiksowi puryści ponoć narzekają na zbyt rażące zmiany w stosunku do komiksów, ale jako że do nich nie należę, na pilocie bawiłem się przyzwoicie.

Werdykt: Fani Smallville nie powinni być rozczarowani. Porządnie zrobione, nawet znośnie jak na tę konwencję grane, jak akcja to z rozmachem itd. Pilot pobił wszystkie rekordy oglądalności i był najchętniej oglądanym programem na CW od 4 lat.

Beauty & The Beast

Szanse na utrzymanie się w TV: pewnie duże co mnie martwi

Kto za tym stoi? Sherri Cooper („Bracia i Siostry”, „Everwood”), Jennifer Levin (też „bracia i Siostry”, „Bez śladu”, „Felicity”

Kto przed kamerą? Kristin Kreuk („Smallville”), Jay Ryan („Terra Nova”)

O czym to? Jak powiedział mi wujek google jest to remake serialu z lat 80-tych z Lindą Hamilton i Ronem Perlmanem. Tutaj jednak Bella jest tu policjantką o imieniu Catherine, a Bestia byłym lekarzem zmieniającym się w coś na kształt Hulka w gniewie. Tutaj razem będą rozwiązywać zagadki morderstw i walczyć ze złem itd itp. Coś mi się wydaje, że w oryginalnym serialu było inaczej.

Plusy i minusy: Plusów za dużo nie widzę, chociaż piosenki dobrano tak fajne, że aż żal mi było wykonawców, że mogą być potem kojarzeni z tym serialem. Z minusów: Kristin Kreuk tak się nadaje na policjantkę jak Marta Grycan do reklamowania bielizny. Toporne dialogi, nudna fabuła, straszne efekty. Koszmarne kiksy scenariuszowe.

Werdykt: To jest po prostu porażająco złe. Źle obsadzone, źle napisane, źle wymyślone i mógłbym tak wymieniać i wymieniać…

Revolution

Szanse na utrzymanie się w TV: umiarkowanie niepewne

Kto za tym stoi? Eric Kripke („Supernatural”)

Kto przed kamerą? Relatywnie nieznana Tracy Spiridakos, Elizabeth Mitchell („Lost”), Billy Burke (ojciec Belli w serii „Zmierzch”)

O czym to? Pewnego dnia świat dopada dziwna katastrofa – znika prąd. Ludzkość musi radzić sobie na nowo. 15 lat po katastrofie, na przekór nowym rządom, grupa ludzi próbuje dojść co się stało.

Plusy i minusy: Niespójność – to słowo najlepiej opisuje ten serial. Niby jest intrygujący, ale to samo można było powiedzieć o, moim zdaniem dużo lepszych, „Flash Forward” czy „The Event”, które nie przetrwały jednego sezonu. Pomysł wyjściowy, nawet jeśli nielogiczny super. Gorzej z resztą. Kolejne odcinki to coś pomiędzy wojowniczą „Xeną” a niezbyt udanym „Flash Forward”. Boję się, że im dalej w las tym będzie gorzej. No i główna aktorka – na okładki Playboya nadaje sie świetnie, ale do grania w serialu jako główna postać niestety już dużo mniej.

Werdykt: Ciężko stwierdzić czy ten serial ma szanse utrzymania się w ramówce. W międzyczasie, zamiast inwestować w to czas, radzę poczekać jak rozwinie się sytuacja.

Nashville

Szanse na utrzymanie się w TV: praktycznie pewne

Kto za tym stoi? Callie Khouri (scenarzystka „Thelmy i Louise” i niedocenianego „Divine Secrets of the Ya-Ya Sisterhood”)

Kto przed kamerą? Connie Britton („Friday Night Lights”), Hayden Panettiere („Heroes”), Eric Close („Bez Śladu”, „Suits”), Powers Boothe („24”, „Deadwood”)

O czym to? O weterance sceny country, która ma ruszyć w trasę z dużo młodszą wschodzącą gwiazdą. Dużo tu muzyki country, klimatu południa USA, polityki (rodzina głównej bohaterki jest uwikłana w walce o władze po szyję) i rodzinnych dramatów.

Plusy i minusy: Dobrze napisane postacie, do tego solidne aktorstwo. Poza Stanami serial zapewne nie odniesie sukcesu, choć zapewniam, że muzykę country można w tym serialu nawet znieść. Jeśli ktoś lubi rodzinne seriale (a’la „Bracia i Siostry” czy „Parenthood”) to ten ma ciekawy punkt wyjścia, sporo wątków i naprawdę solidnie zrobionego pilota.

Werdykt: świetnie napisane, dobrze grane, z ogromnym potencjałem. Nie moja para kaloszy ale fanom tego typu seriali lub muzyki country polecam w ciemno.

Vegas

Szanse na utrzymanie się w TV: malutkie

Kto za tym stoi? Nicholas Pileggi (scenarzysta „Kasyna” i „Chłopców z Ferajny”) oraz Greg Walker („Bez śladu”)

Kto przed kamerą? udający tutaj Harrisona Forda Dennis Quaid i łysy jak zwykle Michael Chiklis

O czym to? O powstawaniu współczesnego Vegas (rzekomo) w latach sześcdziesiątych, o ówczesnych rządach mafii (rzekomo) i o dzielnym szeryfie, który rozwiązuje kolejne tajemnicze morderstwa (tak naprawdę)

Plusy i minusy: W zamierzeniu to miała być chyba historia a’la „Zakazane imperium” skrzyżowana z „Mad Men” a wyszedł „Walker Strażnik Teksasu”, tyle że w latach 60-tych. Dla niepoznaki ściągnięto tu bardzo porządną obsadę. Quaid na krawędzi autoparodii, Chiklis miota się na tyle, na ile scenariusz mu pozwala. Carrie-Anne Moss („Matrix”) nie ma za wiele do roboty.

Werdykt: Przewidywalne, absolutnie nie-wciągające, typowane przez krytyków wszem i wobec do odstrzału w niedalekiej przyszłości (i słusznie).